Polski przewodnik poszedł w sobotę w słowackie Tatry. Zginął spadając z Kołowego Szczytu

Polska
Polski przewodnik poszedł w sobotę w słowackie Tatry. Zginął spadając z Kołowego Szczytu
Facebook.com/Horská Záchranná Služba
Ratownicy szukali polskiego przewodnika m.in. w bardzo trudnych warunkach w Dolinie Kołowej w Tatrach Wysokich.

Przewodnik udał się na samotną wyprawę na Kołową Grań w Wysokich Tatrach Słowackich. Ostatnią wiadomość do żony wysłał o g. 9:00 w sobotę. Od tamtej pory jego telefon milczał. Ponieważ do Polaka nie można się było dodzwonić, jego żona zawiadomiła w niedzielę tamtejszych ratowników. Do rekonesansu poderwano śmigłowiec. W rejonie Kołowego Szczytu załoga dojrzała zmasakrowane zwłoki na piargach.

Akcja poszukiwawcza Horskiej Záchrannej Služby rozpoczęła się w niedzielę.

 

Z informacji żony 39-letniego polskiego przewodnika wynikało, że mężczyzna w sobotę o godzinie 9:00 wysłał jej wiadomość, że jest na Małej Kołowej Turni (1977 m). Zaginiony poinformował, że udaje się na Kołowy Szczyt (2418 m).

 

Dwa dni poszukiwań Polaka w Dolinie Kołowej

 

Od tej pory telefon milczał. Kobieta usiłowała skontaktować się z przewodnikiem, ale połączenia nie udało się nawiązać. Dlatego w niedzielę rano zdecydowała się zawiadomić ratowników ze Słowacji.

 

Ratownicy podjęli próbę lokalizacji aparatu telefonicznego Polaka. Zakończyła się ona jednak niepowodzeniem. Ustalono jedynie, że samochód przewodnika stoi zaparkowany na parkingu w Tatrzańskiej Jaworzynie.

 

Pieszy patrol ratowników ze strażnicy w Tatrach Wysokich został wysłany do Doliny Kołowej, aby szukać zaginionego.

 

Jako wsparcie został wezwany helikopter Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Słowacji. Jednak ze względu na niekorzystne warunki pogodowe maszyna nie mogła lecieć na poszukiwania. Dlatego śmigłowiec poleciał w Wysokie Tatry dopiero w poniedziałek rano. Jeszcze przed południem u stóp Wielkiej Kołowej Turni (2160 m) załoga dostrzegła zmasakrowane zwłoki.

 

Według ratowników śmierć spowodował upadek na skały u podstawy ściany z wysokości około 100 m.

 

Ciało zostało ewakuowane drogą powietrzną w pobliże Koliby pod Muraniem, a następnie ratownicy zwieźli zwłoki samochodem terenowym do Źdiaru. Tam przejęła je słowacka policja.

 

"Góry były zawsze moją pasją"

 

Przemysław Sobczyk, biegacz z Zakopanego poinformował na Twitterze, że zmarłym jest Mariusz Norwecki z Krakowa.

 

 

Informację tę potwierdziło na Facebooku Koło Przewodników Tatrzańskich im. M. Sieczki w Krakowie.

 

 

"Góry były od zawsze moją pasją. Od lat uprawiam taternictwo i alpinizm w różnych regionach świata. Ponadto prowadzę stronę internetową taternik.net, która pozwala na wyszukiwanie dróg wspinaczkowych oraz wejściowych na szczyty tatrzańskie" - napisał Mariusz Norwecki na swojej stronie internetowej.

 

"Wspinałem się w Alpach, Kaukazie i zdobywałem dziewicze szczyty Tienszanu. Zrozumiałem jednak że największą radość daje dzielenie się wiedzą z innymi. Postanowiłem więc zostać Przewodnikiem Tatrzańskim by móc prowadzić wycieczki po Tatrach - regionie, który znam najlepiej" - dodał w opisie strony, na której zachęcał do skorzystania z usług licencjonowanego przewodnika tatrzańskiego.

 

Śmierć w czasie przebieżki Granią Tatr

 

Z kolei w sobotę po południu w okolicach Hińczowej Turni spadł w przepaść wraz z obrywem skał polski sportowiec Wojciech Czarny. W maju ustanowił rekord prędkości przebiegnięcia Głównej Grani Tatr. Ratowników górskich wezwali polscy turyści, którzy widzieli, co się stało.

 

W akcji ratunkowej uczestniczyło pogotowie lotnicze. Turysty nie udało się uratować. Zmarł w wyniku licznych obrażeń. Ciało przetransportowano do Starego Smokowca po słowackiej stronie.

 

 

W sobotę 4 sierpnia słowaccy ratownicy pomogli polskiej turystce, która poraniła nogę w rejonie przełęczy Szalony Przechód (1934 m) w grani Szalonego Wierchu (2061 m) w Tatrach Bielskich. Ratownicy ewakuowali turystkę śmigłowcem do heliportu w Starym Smokowcu.

 

Tego samego dnia Słowacy pomogli parze polskich taterników w wieku 33 i 43 lat, którzy nie byli w stanie samodzielnie przejść drogi "Martinka" na Gerlachu (2655 m). W góry znowu poleciał helikopter, z którego desantował się do taterników ratownik. Po kolei wspinacze zostali wciągnięci na pokład maszyny, a potem przewiezieni do Starego Smokowca. Stamtąd wyczerpaną Polkę do szpitala w Popradzie zabrało pogotowie ratunkowe.

 

 

polsatnews.pl

hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze