Strażacy dogaszają pożar składowiska chemikaliów. "To jak smog razy tysiąc albo milion"

Polska

Trwa dogaszanie pożaru we wsi Wszedzień koło Mogilna, gdzie przez całą noc strażacy gasili ogień na składowisku chemikaliów. Pryzma odpadów jest polewana wodą, a potem będzie przerzucana, żeby sprawdzić, czy się nie tli. Pożar odpadów niebezpiecznych jest bardziej groźny niż smog. - To jak smog razy tysiąc albo milion, tylko że skumulowany w krótkim czasie - powiedział Jan Bondar, rzecznik GIS.

- Z oceny prawnej wynika, że właścicielem i dzierżawcą terenu jest kółko rolnicze, które zawiesiło działalność, a podnajęło go firmie, która w maju 2015 r. uzyskała od starosty mogileńskiego pierwszą decyzję zezwalającą na składowanie chemikaliów. Jednak w pewnym momencie wynajmujący i przedstawiciele samorządu stracili kontakt z reprezentantami firmy - powiedział dyrektor Wydziału Bezpieczeństwo i Zarządzania Kryzysowego Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego Jakub Wawrzyniak.

 

- Sprawa była w zainteresowaniu prokuratury, która umorzyła postępowanie dotyczące nielegalnego składowania odpadów. W ostatnim czasie starosta nakazywał właścicielowi terenu usunięcie składowiska, ale to okazało się nieskuteczne. W 2016 i 2017 r. obiekt kontrolował Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska (WIOŚ), nakładając kary pieniężne – dodał.

 

Kontrolowany stan powietrza

 

- W nocy stan powietrza badali strażacy, a wcześnie rano do działań przystąpili inspektorzy ochrony środowiska, którzy przez kilka dni będą badać stan powierza, a wyniki będą publikowane na stronie internetowej WIOŚ. Z kilku miejsc zostaną też pobrane próbki gleby, a także wody ze strugi płynącej do jeziora – dodał.

 

We wtorek rano na miejsce pożaru dotarł komendant główny Państwowej Straży Pożarnej gen. brygadier Leszek Suski, który wraz z komendantem wojewódzkim PSP nabryg. Januszem Halakiem koordynował akcję gaśniczą. Obecny był też wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz.

 

- W namiocie polowym odbyło się posiedzenie Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, w czasie którego określono zadania poszczególnych służb. Zdecydowano m.in. o ułożeniu zapór, żeby woda używana do gaszenia, która przedostała się do strugi, nie spływała do pobliskiego jeziora -poinformował Wawrzyniak.

 

We wtorek wieczorem na miejscu pracowały cztery zastępy straży pożarnej, które zabezpieczały pogorzelisko.

 

- Na miejscu są jeszcze cztery zastępy straży pożarnej, ich zadaniem jest przede wszystkim dozorowanie pogorzeliska. To dowódca akcji podejmie decyzję o zakończeniu pracy strażaków, gdy będzie pewne, że nie grodzi już niebezpieczeństwo" - powiedział dyżurny Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Toruniu.

 

Odwołane zajęcia w szkole


Pożar wybuchł w poniedziałek wieczorem na składowisku o wymiarach 155 x 60 m, ale ogień objął 20 x 30 m. Strażacy nie dopuścili do rozprzestrzenienia płomieni na pozostałą część składowiska i znajdujące na obok obiekty, gdzie też zmagazynowano chemikalia.

 

Z domów w sąsiedztwie ewakuowano 33 osoby, które znalazły schronienie u rodzin i znajomych. Na miejsce podstawiono dwa autobusy, ale nie zostały wykorzystane.

 

Władze lokalne zdecydowały, że w związku pożarem we wtorek i w środę nie odbędą się zajęcia w szkole, która znajduje się w pobliżu składowiska.

 

W akcji uczestniczyło 40 zastępów strażaków PSP i OSP z rejonu Mogilna, Bydgoszczy, Szubina, Inowrocławia, Torunia, a także z województwa wielkopolskiego - z Poznania i Wągrowca. Strażacy z Poznania dostarczyli kontener ze środkiem pianotwórczym, a strażacy z Wągrowca - kontener ze sprzętem ochrony dróg oddechowych.


Wcześniej bowiem kontener ze środkiem pianotwórczym z województwa kujawsko-pomorskiego skierowano do Trzebini, a kontener ze środkiem ochrony dróg oddechowych do Zgierza.

 

 


3 tys. uchybień na wysypiskach


Rzecznik prasowy Komendanta Głównego PSP st. bryg. Paweł Frątczak poinformował, że straż prowadzi regularne kontrole wysypisk, składowisk i zakładów utylizacji śmieci pod względem bezpieczeństwa pożarowego. Podejmuje ponadto dodatkowe działania kontrolujące stan zabezpieczenia przeciwpożarowego w tego rodzaju przedsiębiorstwach. W wyniku 1250 dodatkowych kontroli przeprowadzonych w ostatnim czasie strażacy wykryli ok. 3 tys. uchybień i wydali - jak powiedział - "550 decyzji administracyjnych". 

 

Frątczak nie potrafił określić szczegółowo, czy były np. nakładane kary pieniężne na właścicieli lub organy prowadzące wysypiska, składowiska i zakłady utylizacji śmieci. - W tej chwili nie nam tak szczegółowych danych - zaznaczył st. bryg. Paweł Frątczak.


Poinformował, że najczęściej powtarzającym się błędem w organizacji wysypisk i składowisk był brak tzw. stref pożarowych. Chodzi o to, że odpady składowane są na jednej wielkiej pryzmie. Tymczasem powinny być układane na mniejszych, oddzielonych od siebie pryzmach. Wyjaśnił, że dotyczy to przede wszystkim materiałów energetycznych, takich jak np. opony.


Kontrole wykazały również, że na wysypiskach, składowiskach i w zakładach utylizacji śmieci brakowało odpowiedniego zabezpieczenia w wodę oraz urządzenia gaśnicze.


Rzecznik Komendanta Głównego PSP zwrócił uwagę, że właściciele lub organy prowadzące wysypiska i zakłady utylizacji są zobowiązani do utrzymywania bezpieczeństwa pożarowego. Podkreślił, że straż nie jest w stanie w każdym momencie skontrolować wszystkich tego typu przedsiębiorstw. - Sytuacja wygląda podobne jak w ruchu drogowym. Policja prowadzi kontrole samochodów, ale nie jest w stanie skontrolować wszystkich aut i kierowców - powiedział st. bryg. Frątczak.

 

"Nie należy uprawiać sportu albo kopać ogródka"

 

Pożar odpadów niebezpiecznych jest znacznie bardziej groźny dla zdrowia niż smog. - To jak smog razy tysiąc albo milion, tylko że skumulowany w krótkim czasie - powiedział Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Sanitarnego.

Bondar wyjaśnił, że dym z płonących odpadów (nawet tylko komunalnych) zawiera wiele niebezpiecznych dla zdrowia substancji, np. rakotwórcze dioksyny czy związki benzenu. Podkreślił, że wysokie stężenie tych substancji może się utrzymywać w powietrzu nawet po zakończeniu akcji gaśniczej.

 

Dlatego rzecznik GIS radzi, aby, o ile to możliwe, ograniczyć aktywność fizyczną "na powietrzu" w tych okolicach. - Nie należy uprawiać sportu albo kopać ogródka - zalecił. Wyjaśnił, że w wyniku wzmożonej aktywności fizycznej do organizmu trafia więcej niebezpiecznych substancji. Wskazał, aby przed tymi zanieczyszczeniami chronić przede wszystkim dzieci i osoby starsze.

Bondar powiedział, że choć "od razu nikt nie dostanie raka", to wdychanie substancji powstałych w wyniku spalania śmieci jest niebezpieczne dla zdrowia.

Wyjaśnił, że sprawa jakości powietrza leży przede wszystkim w gestii Ministerstwa Środowiska

 

PAP

prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze