Napadli na punkt organizacyjny "Czarnego Piątku". Niszczyli bannery, użyli gazu pieprzowego

Polska
Napadli na punkt organizacyjny "Czarnego Piątku". Niszczyli bannery, użyli gazu pieprzowego
Polsat News/ Zdj. archiwalne

Dwóch napastników włamało się do namiotu Stowarzyszenia Obywatele Solidarnie w Akcji rozstawionego przed Sejmem, w którym mieści się punkt organizacyjny protestu "Czarny Piątek". - Zaczęli niszczyć banery przygotowane na dzisiejszą akcję. Jeden z pikietujących został zaatakowany gazem pieprzowym - powiedział polsatnews.pl Kajetan Wróblewski. Interweniowała policja.

- Po północy czterech załogantów pikiety spało w namiocie. Dwóch młodych kiboli włamało się od tyłu, gdzie nie ma oświetlenia, pokonując płot odgradzający część techniczną pikiety - relacjonował w rozmowie z polsatnews.pl Wróblewski.


Młodzi mężczyźni zaczęli niszczyć banery przygotowane na protest. Hałas, jaki spowodowali, obudził członków stowarzyszenia.


- Maciek Bajkowski został zaatakowany gazem pieprzowym, dochodził do siebie przez pół godziny. Na szczęście, nic poważnego mu się nie stało - poinformował Wróblewski.


- Krzyczeli wulgarne hasła pod adresem kobiet i opozycji w ogóle - dodał.

 


Zgłoszenie popełnienia przestępstwa


Jak poinformował, "krzyki zaalarmowały policjantów, którzy przybiegli na miejsce i ujęli napastników".


Przewieziono ich do komisariatu policji na Wilczej. Zaatakowany mężczyzna też pojechał na komisariat, gdzie złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - zakłócenia zgromadzenia publicznego, zniszczeniu mienia i naruszenia nietykalności cielesnej.


Jak powiedział Wróblewski, straty materialne nie są duże.


- Kiedy na Wilczej zgłaszali popełnienie przestępstwa, pani aspirant była bardzo zdziwiona tym, że tam w ogóle odbywa się zgromadzenie, a ono jest permanentnie zarejestrowane - zwrócił uwagę aktywistak OSA.

 

 


"Policja straszyła organizatorki marszu"


- Od pewnego czasu widzimy eskalację agresywnych zachowań ludzi, którzy przed tym marszem dzisiejszym przychodzą, werbalnie atakują uczestników pikiety, albo czasami dochodzi, niestety, do takich fizycznych ataków - podkreślił Wróblewski.


Jak dodał, policja "miała straszyć organizatorkę manifestacji na Nowogrodzkiej tym, że jeśli przyjdzie więcej albo mniej ludzi, niż zgłosiła, to zostanie podana do sądu". - To kompletny absurd - powiedział.

 


"To nie jest marsz dla polityków, tylko dla ludzi"


Wróblewski poinformował też, że "po napadzie na Obywateli Solidarnie w Akcji dzwonił senator Bogdan Klich z wyrazami otuchy". - Idę dziś z Wami wszystkimi i moją rodziną w Krakowie - powiedział senator.


Aktywista przykonywał, że "to nie jest marsz dla polityków, tylko dla ludzi".


Podkreślił jednak, że "jest stały zestaw odważniejszych posłów, posłanek, senatorów i senatorek", którzy wspierają działania pikietujących.


- Politykę w Polsce w tej chwili, przy takiej opresyjnej władzy, robi się na ulicy. To są ludzie, którzy wychodzą z autentycznej potrzeby serca, żaden Soros im nie płaci. Mają dość partii politycznych, a przede wszystkim władzy PiS - podkreślił Wróblewski.

 

W piątek o godz. 16:00 sprzed Sejmu ruszy marsz w proteście przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Później manifestanci przejdą przed siedzibę PiS na ul. Nowogrodzką.

 

 

polsatnews.pl

prz/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze