"To był sadyzm". Wstrząsająca relacja studenta, którego policjant raził paralizatorem

Polska

- Byłem bezbronny, spokojny, nie stwarzałem żadnych problemów, mimo to zostałem rażony paralizatorem co najmniej kilka razy, myślałem tylko o tym, żeby przeżyć - mówi reporterowi Polsat News Rafał Kowalski. Mężczyzna opowiedział, jak potraktował go skazany we wtorek były już policjant z Lublina Marcin G. - To był sadyzm - określił Kowalski jego zachowanie.

Rafał Kowalski zgodził się na podanie swojego nazwiska. W czerwcu ubiegłego roku podczas Nocy Kultury w Lublini, 24-latek był razem z dziewczyną i kolegą w jednym z lokali.

 

Doszło tam do bójki. Rafał został uderzony; jak się później okazało - doznał złamania szczęki, kiedy na miejsce przyjechali policjanci, zaczęła się szarpanina. Funkcjonariusze zakuli Kowalskiego w kajdanki i wyprowadzili z lokalu.

 

"Zostałem potraktowany gazem"

 

- Kiedy zostałem wrzucony do radiowozu zostałem potraktowany gazem łzawiącym. W tym momencie to było kompletnie bezpodstawne, bo byłem już w kajdankach, zamknięty w radiowozie - mówi mężczyzna.

 

Funkcjonariusze przewieźli go do izby wytrzeźwień. - Wtedy nie wiedziałem, gdzie byłem prowadzony, gdzie wieziony, co się dzieje z moją dziewczyną, która była obok. W momencie, kiedy mnie stamtąd zabrali i przemieszczali w jakieś miejsce, usłyszałem szykany od "pedałów" - opowiada Kowalski.

 

Jak mówi, zabrano mu buty i ubranie, znalazł się w jakimś pomieszczeniu, w którym kilka osób dalej go wyzywało.

 

Myślał, co spotkało Stachowiaka

 

- Doszło do tego, że zostałem potraktowany paralizatorem, to był paralizator, bo czułem i słyszałem jego dźwięk - relacjonuje.

 

Podkreśla też, że nie rozumie, dlaczego policjant użył wobec niego takiego środka przymusu bezpośredniego.

 

- Byłem bezbronny, spokojny, nie stwarzałem żadnych problemów, starałem się - jak się mnie o coś pytano - współpracować, nie rozumiem tej sytuacji, to sadyzm jednym słowem - mówi Kowalski.

 

Mężczyzna opowiada, że wtedy cały czas miał w głowie "sytuację tego Igora z Wrocławia" (Igor Stachowiak w maju 2016 r. został zatrzymany na wrocławskim rynku. Według funkcjonariuszy, był agresywny i dlatego musieli użyć paralizatora. Po przewiezieniu na komisariat stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł - red.).

 

- Przestawiłem się wtedy na przetrwanie. Starałem się zasłaniać jakoś, odsunąć od siebie myśli o jakiejś tragedii, tylko po prostu przetrwać tę sytuację, ale byłem bez ubrań i jeszcze ten gaz łzawiący, miałem małe szanse, żeby się bronić, bo gdy się zakrywałem w jednym miejscu, byłem traktowany (paralizatorem - red.) w drugim miejscu - opowiada.


- Jak można w takiej sytuacji myśleć o tym, żeby przeżyć, gdy wokół ciebie są policjanci, lekarze, a mimo to myślisz, że może naprawdę stać się coś złego, to było straszne - podsumowuje Kowalski.

 

Policjanci usłyszeli wyrok

 

We wtorek sąd w Lublinie skazał byłego policjanta Marcina G. na karę trzech lat więzienia. Uznał go winnym znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad dwiema zatrzymanymi osobami przez rażenie ich paralizatorem.

 

Dwóch innych byłych funkcjonariuszy, Piotra D. i Łukasza U., sąd skazał na kary po roku więzienia za przyzwolenie na znęcania się nad zatrzymaną osobą.

 

Wobec Marcina G. sąd orzekł zakaz wykonywania zawodu policjanta na sześć lat, zaś wobec Piotra D. i Łukasza U. - po cztery lata. 

 

Razili paralizatorem Francuza

 

Tej samej nocy, kiedy zatrzymany został Kowalski, podobnie potraktowany został przez funkcjonariuszy obywatel Francji, 30-letni Igor C. Mężczyzna zeznawał później przed sądem, że zatrzymany został przez policjantów, po tym jak pijany wracał taksówką do hotelu, ale nie umiał tam trafić i nie miał pieniędzy, żeby zapłacić za kurs.

 

Policjanci zabrali go do radiowozu, założyli mu kajdanki i zawieźli go do izby wytrzeźwień. Na parkingu przed izbą wytrzeźwień funkcjonariusze pytali go o personalia, ponieważ nie miał przy sobie dokumentów. Nie umiał podać numeru PESEL, źle podał datę urodzenia, mówił w różnych językach. Wtedy kilka razy został rażony paralizatorem: w genitalia, udo, klatkę piersiową.

 

"Straciłem zaufanie do policji"

 

To właśnie pokrzywdzony Igor C. złożył skargę na policję. Rafał Kowalski jedynie najbliższym opowiedział o tym, jak potraktowała go policja. Zeznania złożył, gdy dotarł do niego prokurator już po rozpoczęciu śledztwa.

 

Na sali sądowej Kowalski wyjaśnił, że nie wierzył w możliwość ukarania winnych.

 

- Teraz odzyskałem wiarę w wymiar sprawiedliwości, ale nie odzyskam do policji. Trauma zostanie chyba do końca życia - powiedział.

 

polsatnews.pl, Polsat News

paw/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze