Łódzkie. Szpital wypisał seniorkę z COVID-19 do domu. Po kilku godzinach nie żyła

Polska
Polsat News
lecznica argumentuje, że decyzję o wypisie podjął lekarz prowadzący i "wyjaśnia sprawę".

Szpital w Piotrkowie wypisał 71-letnią chorą na COVID-19 do domu. Jednak według rodziny z kobietą nie było kontaktu, nie można było podać jej leków, ani nakarmić, bo nie przełykała. Rzekoma "poprawa" skończyła się tego samego dnia wieczorem śmiercią pacjentki. Rodzina zapowiada zawiadomienie prokuratury, lecznica argumentuje, że decyzję o wypisie podjął lekarz prowadzący i "wyjaśnia sprawę".

Szpital przy ul. Rakowskiej w Piotrkowie Trybunalskim wypisał do domu ciężko chorą pacjentkę, u której stwierdzono COVID-19.

 

- Kobieta od wielu lat zmagała się z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc - ustalił reporter Polsat News Adam Malik.

"Błądziła gdzieś oczami, nie mogła przełykać"

- Córka kobiety rozmawiała z nią podczas hospitalizacji tylko raz i dowiedziała się, że jej mama "czuje się całkiem nieźle". Później jednak nie miała z nią kontaktu i rozmawiała jedynie z lekarzami oraz pielęgniarkami. Ci twierdzili, że nic się nie zmienia, a mama przebywa w izolatorium, zaś jej stan jest mniej więcej ciągle podobny - relacjonował reporter Polsat News.

 

Po tygodniu od przyjęcia do szpitala, lecznica powiadomiła telefonicznie córkę pacjentki, że jej mama jest wypisywana do domu. Pacjentkę przywiozła do domu karetka.

 

ZOBACZ: "Chciałem zgrywać bohatera". Żona posła PiS zmarła na COVID-19

 

- Jak to wszystko wszystko wygląda, zorientowałam się, gdy karetka już odjechała. Kiedy przyszłam do niej, okazało się, ze nie ma z nią żadnego kontaktu, błądziła gdzieś oczami. Wypisano ją w takim stanie, ze nie było możliwości podania jej leków - mówiła Interii Joanna Hauser-Mirowska, córka zmarłej pacjentki.

 

- Ugotowałam jej rosół, który bardzo lubiła. Chciałam ją nakarmić i zorientowałam się, że nie mam nawet możliwości nakarmienia jej, bo ona nie przełyka. Jak więc miałam podać jej leki, które miała zapisane w tabletkach? - pyta kobieta w rozmowie z Polsat News.

 

Chora Anna Kałużniak-Hauser tego samego dnia zmarła po kilku godzinach od przyjazdu ze szpitala. Zgon miał miejsce około godziny 22.

 

Wypis ze szpitala był pełen błędów. "W zaleceniach ze szpitala rodzina czyta, że mama z racji zapalenia płuc wywołanego przez SARS-Cov-2 ma być w izolacji do piątku 25 listopada. Na pierwszej stronie wypisu odnajdują też informacje, że mama ma cukrzycę, na którą, jak twierdzi rodzina, nigdy nie chorowała. Nie widzą za to żadnej wzmianki o POChP, z którym zmagała się od lat. Ale szczególnie zaskakuje ich wynik saturacji na poziomie 98,5 proc." - podała Interia, która jako pierwsza opisała sprawę. 

Przewlekle chora na płuca z saturacją zdrowego

Rodzina rozważa doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do prokuratury i wniesienie skargi do rzecznika prawa pacjenta. Zdaniem córki zmarłej kobiety "w szpitalu nie dzieje się dobrze".

 

Świadczyć ma o tym karta wypisu pacjenta, w której brakowało informacji o przewlekłej obturacyjnej chorobie płuc. Znalazły się tam z kolei informacje o cukrzycy, której matka kobiety nigdy nie miała. Pojawiły się także informacje o saturacji na poziomie 98,5 proc. podczas gdy chorująca na POHP 71-latka w swoich najlepszych dniach miała saturację na poziomie 90 proc. - ustalił reporter Polsat News.

 

Władze szpitala podkreślają, że decyzję o wypisie podjął lekarz prowadzący. Szpital odpiera także zarzuty dotyczące stwierdzenia cukrzycy. Według władz placówki choroba została zdiagnozowana podczas leczenia i dlatego informacja o niej znalazła się w karcie.

 

ZOBACZ: Busko-Zdrój. Matka i córka zmarły na COVID-19. Ojciec walczy o życie w szpitalu

 

- Pacjentka została wypisana do domu zgodnie z zaleceniem lekarza i zgodnie ze standardami sanepidu, w okresie zakażenia koronawirusem, do dalszego leczenia w warunkach domowych w okresie izolacji - mówi Aneta Grab, rzeczniczka Samodzielnego Szpitala Wojewódzkiego w Piotrkowie Trybunalskim.

 

- Z informacji, które posiadam od lekarza z przebiegu hospitalizacji pacjentki wynika, że nie ma jasnych określonych standardów dotyczących wypisu pacjentów, również zakażonych SARS-CoV-2. Jeżeli ogólny stan pacjenta ulega poprawie, wówczas możliwe jest dalsze leczenie w warunkach domowych - twierdzi rzeczniczka. Szpital nie odnosił się do informacji przekazanych przez rodzinę o złym stanie chorej.

 

WIDEO: Seniorka chora na COVID-19 zmarła po kilku godzinach od wypisania ze szpitala

 

"Pojechała chora, ale w kontakcie. Wróciła jako »warzywo«"

Rzeczniczka poinformowała Polsat News, że sprawa nadal jest wyjaśniana.

 

- Mam bardzo duży żal o to, że wypisali mamę w takim stanie. Ja sobie zdaję sprawę, że mama wcześniej czy później przy jej postępującej chorobie by zmarła. Ale człowieka nie traktuje się jak worka ziemniaków. Z covidem, infekcją, przywieziona, żeby tylko nie umarła w szpitalu - mówiła Joanna Hauser-Mirowska, córka pani Anny, w rozmowie z reporterką Interii Irminą Brachacz.

 

ZOBACZ: Wielka Brytania. 15-latka zmarła na COVID-19 w dniu, kiedy miała zostać zaszczepiona

 

Dodała, że "nie chce prowadzić krucjaty przeciwko szpitalowi czy przeciwko lekarzowi, bo to też nie o to chodzi". - Tylko to jest chyba najwyższy czas i pora, żeby ktoś przyjrzał się pracy tej placówki, bo może tam po prostu popełniane są jakieś podstawowe błędy. Do szpitala idzie się po pomoc, a nie żeby wyjść ze szpitala i umrzeć - stwierdziła Joanna Hauser-Mirowska.

hlk/grz/Polsatnews.pl/Polsat News /PAP/Interia

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!