Stany Zjednoczone wycofały wojska z Afganistanu

Świat
PAP/EPA/Staff Sgt. Victor A. Mancill / US Marine Corps via DVIDS/HANDOUT
Jak przekazał Reuters samoloty wojskowe USA i ich sojuszników ewakuowały ponad 123 tys. cywili. 

Szef Dowództwa Centralnego USA (CENTCOM) gen. Kenneth F. McKenzie ogłosił w poniedziałek zakończenie trwającej niemal 20 lat wojskowej misji USA oraz akcji ewakuacyjnej w Afganistanie. Dodał, że siły USA przeprowadziły największą akcję ewakuacyjną cywili w historii.

- Ostatni (samolot) C-17 wystartował z międzynarodowego lotniska im. Hamida Karzaja 30 sierpnia, tego popołudnia, o 15:29 czasu wschodnioamerykańskiego (tj. 21:29 czasu polskiego i 23:59 czasu afgańskiego) - oznajmił szef dowództwa, odpowiadającego za operacje sił USA w regionie Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej.

 

ZOBACZ: "Nie jesteśmy w stanie zaprzeczyć doniesieniom o śmierci cywilów" USA o niedzielnym ataku

 

Dodał, że ostatnim, który wszedł na pokład samolotu, był charge d'affairs ambasady USA Ross Wilson.

 

- Żadne moje słowa nie potrafią zawrzeć pełnej miary poświęceń i osiągnięć tych, którzy tam służyli (...) Była to misja, która doprowadziła Osamę bin Ladena do zasłużonego końca, razem z wieloma innymi jego współpracownikami z al-Kaidy - zaznaczył dowódca.

Największa ewakuacja w historii

Podkeślił, iż jest dumny, że zarówno on, jak i jego syn brał w niej udział. Zaznaczył jednocześnie, że odbyło to się kosztem życia 2461 amerykańskich żołnierzy i cywilów.

 

ZOBACZ: USA. Joe Biden zezwolił armii na ataki odwetowe na Państwo Islamskie w Afganistanie

 

McKenzie stwierdził, że w ciągu ostatnich 18 dni siły USA przeprowadziły największą w historii akcję ewakuacyjną cywilów, umożliwiając łącznie wydostanie się z kraju 123 tys. osób, w tym 6 tys. obywateli USA.

 

- Chcieliśmy ewakuować wszystkich, ale sytuacja na to nie pozwoliła. (...) Myślę, że wykonaliśmy jednak dobrą robotę - ocenił McKenzie.

Pozostało 250 Amerykanów

Dodał, że w Afganistanie pozostało ok. 250 Amerykanów, a żołnierze do końca próbowali ewakuować wszystkich Amerykanów. Ostatniego dnia ewakuowano ok. tysiąca Afgańczyków.

 

- Jest wiele smutku związanego z tym wyjściem. Nie wydostaliśmy wszystkich, których chcieliśmy. Ale myślę, że nawet gdybyśmy zostali jeszcze kolejne 10 dni, nie bylibyśmy w stanie ewakuować wszystkich - ocenił.

 

Podkreślił, że jest przekonany, że pozostali Amerykanie będą mogli wrócić do kraju, zaś USA będą kontynuowały "twarde negocjacje" z fundamentalistami i wykorzystają wszystkie możliwe środki nacisku, by umożliwić opuszczenie Afganistanu przez pozostałych obywateli USA, państw trzecich oraz afgańskich sojuszników USA.

"Zbiorą to, co zasiali" 

McKenzie ocenił, że na terenie Afganistanu przebywa ok. 2 tys. członków Państwa Islamskiego, w większości wypuszczonych z więzień w trakcie ofensywy talibów.

 

- To będzie spore wyzwanie dla talibów. Zbiorą to, co zasieli - powiedział generał, odnosząc się do opróżnienia więzień przez talibów.

 

McKenzie jednocześnie zaznaczył, że współpraca wojskowych USA z talibami była "pragmatyczna" i sprawna, a talibowie poczynili znaczne wysiłki by zabezpieczyć lotnisko.

Zniszczyli sprzęt

Dowódca poinformował, że podczas odwrotu siły USA były zmuszone zniszczyć nieokreśloną liczbę sztuk sprzętu, w tym m.in. śmigłowców.

 

Jednocześnie zapewnił, że USA zachowają możliwość reagowania na zagrożenia terrorystyczne w Afganistanie bez obecności wojskowej na miejscu.

 

Mówiąc o ewakuacji, McKenzie podziękował wszystkim sojusznikom Ameryki w ciągu 20-letniej misji, kierując szczególne uznanie dla Norwegów, którzy na lotnisku w Kabulu prowadzili szpital i przyczynili się do ewakuacji wielu osób.

Oświadczenie Bidena

W opublikowanym oświadczeniu na temat zakończonej tuż przed północą w poniedziałek misji prezydent USA Joe Biden stwierdził, że opuszczenie Afganistanu zgodnie z pierwotnym planem było "najlepszym sposobem, by ochronić życie naszych żołnierzy i zapewnić perspektywę opuszczenia Afganistanu przez cywilów w nadchodzących tygodniach i miesiącach".

 

- Poprosiłem sekretarza stanu, by prowadził dalszą koordynację z naszymi międzynarodowymi partnerami, aby zapewnić bezpieczne wyjście z kraju dla wszystkich Amerykanów, afgańskich partnerów i obcokrajowców, którzy chcą opuścić Afganistan - oznajmił Biden, zwracając uwagę na publiczne zobowiązanie talibów oraz rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ, wzywającą talibów do umożliwienia opuszczenia kraju.

 

- Świat będzie trzymał ich (talibów) za dane przez nich słowo - stwierdził Biden. Prezydent dodał, że wysiłki dyplomatyczne USA będą skupione m.in. na dalsze funkcjonowanie lotniska w Kabulu.

"Misja miłosierdzia"

Biden zapowiedział, że wygłosi przemówienie na temat zakończenia misji w Afganistanie we wtorkowe popołudnie czasu amerykańskiego.

 

Prezydent podziękował dyplomatom i żołnierzom uczestniczącym w "misji miłosierdzia", w trakcie której udało się ewakuować "dziesiątki tysięcy więcej ludzi, niż ktokolwiek sobie wyobrażał".

 

Wyraził też wdzięczność grupom wolontariuszy i weteranów, którzy pomogli w ewakuacji afgańskich współpracowników USA, a także "wszystkim, którzy teraz przywitają naszych afgańskich sojuszników w nowych domach na całym świecie i w Stanach Zjednoczonych".

Lotnisko bez kontroli 

Na początku tego miesiąca wojsko amerykańskie poinformowało, że przejęło kontrolę ruchu lotniczego w Kabulu, aby ułatwić ewakuację dziesiątek tysięcy ludzi z Afganistanu.

 

W poniedziałkowym komunikacie FAA stwierdziła, że samoloty lądujące w Kabulu lub operujące w przestrzeni powietrznej Afganistanu powinny zachować "wyjątkową ostrożność".

 

W niedzielę talibowie oświadczyli, że są gotowi do przejęcie lotniska w Kabulu po tym, jak zakończy się ewakuacja cywilów i sił amerykańskich. Zapewnili, że mają zespół ekspertów technicznych i wykwalifikowanych inżynierów, gotowych do przejęcia lotniska.

 

Wcześniej rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid mówił także, że przejęcie lotniska nastąpi "wkrótce" po wycofaniu się sił USA i ogłoszeniu pełnego składu rządu talibskiego, co ma nastąpić w najbliższych dniach

Rezolucja ONZ

Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła w poniedziałek rezolucję, w której wezwała talibów do dotrzymania "zobowiązania się" zagwarantowania bezpiecznego wyjazdu tych, którzy chcą opuścić Afganistan, nie domagając się jednak strefy chronionej, którą proponowała Francja.

 

W rezolucji Rada stwierdza, że "oczekuje", iż talibowie dotrzymają wszystkich swoich "zobowiązań", zwłaszcza w odniesieniu do "bezpiecznego" i "uporządkowanego" wyjazdu z Afganistanu "Afgańczyków i cudzoziemców" po wycofaniu się przez USA, co ma być zakończone we wtorek.

 

ZOBACZ: Papież Franciszek o Afganistanie: w takich historycznych momentach nie możemy pozostać obojętni

 

Jednocześnie rezolucja nie odnosi się do "strefy bezpiecznej" lub strefy chronionej, o której wspominał francuski prezydent Emmanuel Macron.

dsk/PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!