Campus Polska Przyszłości Rafała Trzaskowskiego. Nitras: nie wiem jak Donald Tusk tego dokona

Polska
PAP/Tomasz Waszczuk
Marszałek Senatu RP prof. Tomasz Grodzki (L) i poseł Sławomir Nitras (P) podczas panelu „Od medycyny do polityki” w ramach Campusu Polska Przyszłości

Być może Kościół powinien zostać ukarany za wypowiedzenie posłuszeństwa państwu i nadmierny sojusz z obecną władzą - powiedział poseł KO Sławomir Nitras podczas Campusu Polska Przyszłości. Mówił też, że nie wie, jak Donald Tusk chce spowodować, by po porażce PiS "sędziowie przestali być sędziami".

Podczas Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie gościem zebranej młodzieży był w sobotę marszałek Senatu Tomasz Grodzki. Rozmawiał z nim poseł KO Sławomir Nitras, główny organizator Campusu.

 

ZOBACZ: Campus Polska Przyszłości. "Opozycja oferuje młodym wiece i rolę fotomaskotek"

 

Potem obaj politycy odpowiadali na pytania młodzieży. Jeden z uczestników zadał pytanie o rozliczenie obecnej władzy po ewentualnym zwycięstwie obecnej opozycji, a także o doprowadzenie do realnego rozdziału Kościoła od państwa, wobec - jak mówił - nadmiernego dziś "sojuszu tronu z ołtarzem".

Nitras na Campusie Polska Przyszłości

- Nie wiem, czy przyjazny rozdział Kościoła od państwa jest dzisiaj możliwy. Bo coś się stało - powiedział Nitras. - Mam takie poczucie, że w ostatnich 6-7 latach Kościół wypowiedział trochę posłuszeństwo temu państwu, złamał pewien standard, który w państwie obowiązuje - dodał.

 

ZOBACZ: Campus Polska Przyszłości. "Dobre miasta są otwarte na dialog i wielokulturowość"

 

- Dlatego nie wiem, czy nam jest potrzebny przyjazny rozdział Kościoła od państwa? A może potrzebna jest jakaś kara za to zachowanie? Np. nie wiem, czy powinniśmy utrzymać religię w szkołach - zaznaczył poseł KO.

"Platforma dochodziła do władzy z miłością na ustach"

Jego zdaniem, tak czy inaczej, w pewnym momencie dojdzie do ograniczenia roli Kościoła w państwie, bo "nawet za naszego życia katolicy w Polsce staną się mniejszością".

 

Odpowiadając na pytanie o rozliczenia, Nitras przypomniał, że w 2007 roku "Platforma dochodziła do władzy z miłością na ustach". - Było założenie, że ludzie chcą odrzucić język agresji i chcą czegoś innego, że trzeba dać inny standard. To była kwestia języka, ale też braku rozliczeń - zaznaczył.

 

Jak dodał, tym niemniej jakieś rozliczenia były, bo np. Mariusz Kamiński został skazany za zorganizowanie prowokacji wobec własnego wicepremiera i "gdyby nie prezydent Andrzej Duda, pewnie byłby skazany w dwóch instancjach". - A więc państwo potrafiło sobie z takimi nadużyciami dać radę - stwierdził.

"Nie wiem czy starczy nam determinacji by zrobić to, co Donald Tusk powiedział"

Nitras przyznał zarazem, że obecnie rozliczenie będzie większym wyzwaniem, ponieważ "wtedy przewiny PiS były znacznie mniejsze niż dzisiaj". "Powiem uczciwie, nie wiem, czy nam starczy determinacji, aby naprawdę być twardym i zrobić to, co Donald Tusk powiedział, że sędziowie nie będą sędziami. Nie wiem jak on chce to zrobić. Zapytam go o to" - powiedział Nitras.

 

Marszałek Grodzki przekonywał z kolei, że "nie może być tak, że jedna mafia zostanie zastąpiona przez drugą mafię". - Trzeba przywrócić wartości, które są podstawą demokratycznych społeczeństw, czyli trójpodział władzy, niezależność sądownictwa, zasadę check and balance - mówił.

 

Nie można jednak - jak dodał - po raz drugi popełniać takiego błędu jak np. zaniechanie postawienia ministra Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu. "To nie chodzi o zemstę. Chodzi o uczciwe rozliczenie - przez niezależnych sędziów, niezależnych prokuratorów, niezależny Trybunał Stanu - grzechów, które wielu z obecnie rządzących popełnia i prawdopodobnie robi to świadomie" - powiedział Grodzki.

Grodzki na Campusie Polska Przyszłości: Senat jest cierniem w tyłku obecnej władzy

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki był w sobotę gościem Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie. Dyskusję z nim prowadził poseł KO Sławomir Nitras. Zapytał Grodzkiego, w jaki sposób udaje się cały czas utrzymywać tę niewielką większość opozycji w drugiej izbie parlamentu.

 

- To Sławek Nitras jest winien, że ja siedzę na tym miejscu, bo on mnie wciągnął przed laty, żebym został radnym w Szczecinie - powiedział na wstępie Grodzki.

 

- On jest sporo młodszy, ja sporo starszy, mówią, że on jest porywczy, ja że nie ulegam emocjom, spieramy się często w samolocie Szczecin-Warszawa bardzo ostro, ale to nigdy nie podważyło naszej przyjaźni. Przyjaźń w polityce jest możliwa. Moralne fundamenty uprawiania polityki - przyzwoitość, prawdomówność, dotrzymywanie słowa, czy działanie w dobrej wierze - to są rzeczy, bez których na dłuższą metę w polityce człowiek nie przetrwa - mówił Grodzki.

 

- Fałsz i oszustwo ma bardzo krótkie nogi, a kłamstwo, które niektórzy nazywają "witkowaniem", ma jeszcze krótsze nogi - dodał.

 

W Senacie więc "nie ma żadnego cudu", że udaje się utrzymać większość, ponieważ tam "polityka jest oparta na moralnych fundamentach". Bo o ile w Sejmie, dodał Grodzki, "kupowanie posłów odbywa się hurtowo", w Senacie "nikt nie dał się sprzedać".

 

- Jeden z senatorów, który zapłacił potem utratą posady wicemarszałka, obiecywał że w dwa miesiące odzyska Senat dla partii rządzącej. I podchody odbywają się ciągle, przy pomocy gróźb, kija i marchewki, ale nic z tego nie wychodzi, ponieważ demokratyczna większość w Senacie ma poczucie odpowiedzialności. Zdrada któregoś z nas miałaby tragiczne konsekwencje dla losu polskiego parlamentaryzmu. Jesteśmy cierniem w tyłku obecnej władzy, ale się tym nie martwimy, bo mamy poczucie, że mamy misję - przekonywał marszałek Senatu.

 

- Otwartość, szczerość, uczciwa rozmowa powoduje, że wszyscy nie tylko wytrwaliśmy, ale czujemy się coraz mocniejsi - dodał.

 

Grodzki został zapytany przez jednego z uczestników, jak chciałby zmienić ustrojowo rolę Senatu.

 

- Moim marzeniem jest, aby Senat miał możliwość powoływania takich komisji śledczych, jak ma Senat amerykański, gdzie trzęsą się przed nimi największe tuzy od Zuckerberga po wielu innych Nababów - odpowiedział, przyznając, że "to wymaga zmian konstytucyjnych".

 

Marszałkowi zależałoby też na tym, "aby to, co wraca z Senatu, musiało zostać rozpatrzone przez Sejm również w ciągu 30 dni".

 

Inne z pytań dotyczyło hipotetycznej sytuacji, gdyby Rafał Trzaskowski wygrał ubiegłoroczne wybory prezydenckie, dzięki czemu wraz z Senatem mógłby rozpisywać referenda na dowolne tematy. Marszałek Senatu został zapytany, o co chciałby w pierwszej kolejności spytać w takim referendum.

 

Grodzki przyznał, że nie przepada za gdybaniem, choć gdyby miał zdecydować o referendum, chciałby zapytać przede wszystkim o wejście Polski do strefy euro.

 

Kolejne pytanie dotyczyło uzdrowienia systemu ochrony zdrowia - jaki pomysł ma na to Grodzki. Marszałek odpowiedział, że powinniśmy wziąć przykład z Danii, która - po przeprowadzeniu ankiety społecznej - radykalnie zmniejszyła liczbę szpitali. Odbiło się to bardzo korzystnie na jakości usług medycznych w tym kraju.

 

Marszałek zaznaczył, że 16 lat temu w Danii były 132 szpitale na 5 milionów mieszkańców. Obecnie mają oni 16 szpitali, ale nikt nie stracił pracy. "Personel jest zadowolony, a pacjenci plasują medycynę duńską na trzecim miejscu w świecie" - przekonywał. W Polsce dziś mamy prawie tysiąc szpitali, ale powinno być około 130 szpitali na 40 milionów mieszkańców - ocenił marszałek.

 

Na początku debaty prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podziękował Sławomirowi Nitrasowi, którego przedstawił jako głównego organizatora Campusu. "Bez jego energii i determinacji by tego wszystkiego nie było" - powiedział.

Robert Biedroń o deklaracji Donalda Tuska ws. związków partnerskich: "trele morele", to "dziaderskie na maksa"

Tusk w piątek podczas Campusu Polska Przyszłości został zapytany przez jednego z uczestników: "kiedy będę mógł wziąć ślub ze swoim chłopakiem?". Lider PO odparł, że jeżeli będzie stał na czele większości parlamentarnej, to jedną z pierwszych jego decyzji będzie zgoda na związki partnerskie.

 

- Trele morele, to dziaderskie na maksa; związki partnerskie w 2021 roku. Pamiętam 10 lat temu Donald Tusk też obiecywał, że jak obejmie władzę, to będą związki partnerskie - przypomniał polityk Lewicy, dodając, że nie ufa obietnicy Tuska. - Nie ufam, bo znam te zapowiedzi z przeszłości. To jest znów powrót do przeszłości - ocenił.

 

ZOBACZ: Robert Biedroń o sytuacji na granicy: nie może być tak, że polski rząd odwala szopkę

 

Biedroń był też pytany o zapowiedź Tuska, że kiedy zmieni się władza, to sędziowie powołani przez nielegalnie wybraną KRS przestaną być sędziami. - Uważamy, że to jest błąd, bo jest wiele wyroków, które zapadły, wiele wyroków niepolitycznych. Nie da się wprowadzić tego jednym dekretem. To jest populistyczne, ale nie mające się nijak do rzeczywistości - komentował polityk Lewicy.

 

Biedroń przekonywał też, że Lewica ma wśród młodych Polaków największe poparcie i konkretne postulaty. - Jesteśmy w tym wiarygodni i mówimy: kawa na ławę, jak jest, a nie jesteśmy dziadersami, którzy w 2021 roku nie potrafią jasno określić się, co do języka śląskiego, tożsamości śląskiej, równości kobiet i mężczyzn, dostępu do aborcji i antykoncepcji - wymieniał.

 

- Jest tyle tematów na stole, a te dziadersy nie potrafią ich podjąć - dodał Biedroń.

 

Europoseł był też pytany czy widzi "prosty, łatwy sposób", aby rozwiązań sytuację na polsko-białoruskiej granicy, gdzie - po stronie Białorusi - od kilkunastu dni koczuje grupa cudzoziemców z Bliskiego Wschodu. - Polska musi udzielić i powinna - ze względów także humanitarnych i moralnych - pomocy uchodźcom, którzy w niehumanitarny sposób, w mojej ocenie, gorzej niż zwierzęta domowe są traktowani - mówił. Dodał, że tych uchodźców trzeba wpuścić i jednocześnie przygotować nasz kraj na ewentualną falę uchodźców.

 

ZOBACZ: Kowalski: Śmiszek i Biedroń atakują Polskę. Poseł Lewicy odpowiada

 

Jak stwierdził, ci uchodźcy będąc w którymkolwiek punkcie granicy mogą zgłosić polskiemu urzędnikowi straży granicznej chęć wnioskowania o azyl i ten wniosek powinien być rozpatrzony. - Nie rozpatrywanie tego wniosku, to naruszenie konwencji genewskiej - powiedział. Zdaniem Biedronia, polski rząd powinien działać dwutorowo. - Przyjąć tę garstkę biedaków, z drugiej strony przygotować nas na ewentualną falę uchodźców - mówił.

 

Dopytywany jaki jest pomysł Lewicy na tę sytuację, Biedroń powiedział, że "po pierwsze nie dopuścić, aby oni musieli przez te 4 czy 5 tys. kilometrów podróżować z Afganistanu do Polski".

 

- Udzielać im pomocy w ościennych krajach Afganistanu - dodał. Jak wskazał, kilka krajów UE zadeklarowała taką pomoc. - Polska do dzisiaj takiej realnej pomocy nie zadeklarowała. Jeśli Polska nie będzie uczestniczyła w tych pracach, to ci uchodźcy prędzej czy później przyjdą do Polski. Jeżeli oni trafią do Polski to będzie to wina, tylko i wyłącznie rządu PiS, który nie przygotował nas na tę sytuację - mówił.

 

W ocenie Biedronia, Polska wraz z innymi krajami powinna prowadzić "wspólnotową politykę solidarnościową jeśli chodzi o pomoc ewentualnym uchodźcom na miejscu". - Jeżeli polski rząd odwala szopkę, cynicznie rozgrywa tę garstkę ludzi; ci ludzie są de facto zakładnikami polskiego rządu - ocenił. Zdaniem europosła, prezydent Białorusi Alaksander Łukaszenka cieszy się dziś, że polski rząd wpadł w tę pułapkę. - Może mówić: wy mnie oskarżacie, że jestem niedemokratyczny, że jestem dyktatorem? Zobaczcie jak Polacy traktują imigrantów, traktują ich gorzej niż zwierzęta - powiedział Biedroń.

Spotkanie z powstańcami

Po południu głównym wydarzeniem Campusu było spotkanie z uczestniczkami powstania warszawskiego - Wandą Traczyk-Stawską i Anną Przedpełską-Trzeciakowską. Rafał Trzaskowski nazwał to spotkanie "najważniejszym na Campusie". Obie panie dzieliły się z uczestnikami spotkania swoimi wspomnieniami z powstania, ale też odpowiadały uczestnikom Campusu na pytania.

 

- Nie stójcie obojętnie, gdy komuś dzieje się krzywda. Nie udawajcie, że nie widzicie, kiedy dzieje się zło - mówiła Wanda Traczyk-Stawska zapytana przez Borysa z Wejherowa o to, jaka jest najważniejsza zasada, którą warto się kierować w życiu.

 

ZOBACZ: Dzień wybuchu powstania wielkopolskiego świętem? Ponad 3 tys. osób i podmiotów poparło inicjatywę

 

Traczyk-Stawska zachęcała młodych ludzi do tego, by uczyli się języków i zawierali przyjaźnie, "bo do przyjaciół się nie strzela". Namawiała, by zawsze stawać w obronie słabszych np. niepełnosprawnych, czy wykluczonych - jak choćby uchodźców. Apelowała o to, "by zrobić wszystko, żeby znów nie doszło do wojny, bo nie ma nic gorszego od wojny".

 

- Z powstańczej Warszawy wyszło 600 tys. osób: brudnych, obdartych, zawszonych. Byliśmy uchodźcami i przyjęły nas inne miasta. Ja trafiłam do Kielc. Dlatego czuje się w obowiązku wobec uchodźców, którzy dziś koczują na granicy i w innych miejscach świata - mówiła Anna Przedpełska-Trzeciakowska. Namawiała młodych ludzi do czytania literatury, odbywania debat oxfordzkich po to, by umieć porozumieć się z każdym "nawet tym, który ma najbardziej odległe poglądy". - Tylko wspólnie razem możemy się przeciwstawić złu- mówiła Przedpełska-Trzeciakowska.

 

ZOBACZ: USA. Zmarł Julian Eugeniusz Kulski. Bohater Powstania Warszawskiego, autorytet kilku pokoleń Polaków

 

Uczestniczki powstania warszawskiego, zapytane o wybaczenie oprawcom, powiedziały, że "chyba wybaczenie nie istnieje". - O złu nie można zapominać i nie o wszystkim da się zapomnieć. Ale nie to jest ważne. Ważne jest, by mimo to iść dalej - mówiła Przedpełska-Trzeciakowska.

 

Obie panie zbierały za swoje wypowiedzi gromkie brawa, a na zakończenie spotkania - owacje na stojąco. Ponieważ uczestnicy Campusu chcieli dłuższej rozmowy z uczestniczkami powstania zdecydowano o przeniesieniu go ze sceny do mniejszego namiotu. Tam rozmowa obu pań trwała grubo ponad godzinę i także zakończyła się owacjami na stojąco. Potem obie pozowały do zdjęć, a chętni do wspólnej fotografii stali w długiej kolejce.

aml/PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!