"Fakty są bardziej brutalne". Szef GiS o szczepieniu Polaków na grypę
Mimo kolejnego apogeum grypy zdecydowana większość Polaków nie chce się zaszczepić. - Jeżeli chodzi o zaszczepienie w Polsce, jesteśmy jednym z ostatnich krajów w Unii Europejskiej. Nie przekraczamy 5 proc. populacji - mówił w "Gościu Wydarzeń" główny inspektor sanitarny dr Paweł Grzesiowski. Odniósł się również do wątpliwości w temacie szczepienia najmłodszych przeciwko gruźlicy.

Dr Paweł Grzesiowski wyjaśnił, że szczepienia mają sens dla tych, którzy je przyjęli, ale nie wpływają na ogólną trajektorię wirusa grypy. - On po prostu za rzadko spotyka na swojej drodze osobę odporną, żeby mogło to spowodować istotną zmianę w zachorowalności - powiedział.
Dopytywany przez prowadzącego program Marka Tejchmana dodał, że "ten, który się zaszczepił, ma w sobie odporność poszczepienną, on choruje lżej albo wcale". - Natomiast ci, którzy się nie zaszczepili, no niestety są bezbronni - zaznaczył.
Na sugestię prowadzącego, że Polska nie najlepiej wygląda na tle UE, jeśli chodzi o szczepienia na grypę, dr Grzesiowski odparł: "Fakty są niestety bardziej brutalne". - Jeżeli chodzi o zaszczepienie w Polsce, jesteśmy jednym z ostatnich krajów w Unii Europejskiej - stwierdził.
"Apogeum grypy". Główny inspektor sanitarny o falach wirusa
- Zdecydowanie jesteśmy w takim momencie, który nazywamy apogeum czy szczytem fali grypowej. Powtarza się to mniej więcej rok po roku, przy czym w ubiegłym roku było to troszkę wcześniej, teraz mamy to prawie w połowie lutego - wyjaśnił dr Grzesiowski.
Według głównego inspektora sanitarnego za kilka tygodni dojdzie do fali innego wirusa. Chodzi o syncytialny wirus oddechowy (RSV), który "można powiedzieć kroczy dosyć blisko grypy, ale jeszcze nie jest w punkcie szczytowym i widzimy, że to będzie mniej więcej dwa trzy tygodnie".
ZOBACZ: "Zamieszanie" w polskich szpitalach. Noworodki wypisywane bez szczepienia
- A covid można powiedzieć pełza po dnie - kontynuował dr Grzesiowski, pytany przez Marka Tejchmana o aktywność koronawirusa. - Czyli na razie nie mamy dużej aktywności koronawirusa, potwierdzają to też badania ścieków. Jest minimalna aktywność tego wirusa w populacji - dodał.
Doktor sprecyzował, kto jest najbardziej narażony na ryzyko zachorowania. - To są młodsze dzieci, to są osoby w starszym wieku i osoby przewlekle chore i to się powtarza w każdym z tych wirusów. Jeżeli dołożymy jeszcze do tego kobiety w ciąży, no to mamy właśnie pełne spektrum i każdy z tych wirusów w tej grupie może dokonać istotnych mutacji - powiedział.
Wirus grypy typu K. Różnice w porównaniu z COVID-19
Główny inspektor sanitarny wyjaśnił również, że obecnie mamy do czynienia z generycznie nowym wirusem grypy, nazwanym podtypem K, ale to jest znany naukowcom wzorzec. - Czyli on się zmienił na tyle, że nasza odporność go nie kojarzy, ale on nie jest bardziej zjadliwy, nie jest żadnym superwirusem - uspokoił.
- Tu mamy sytuację na szczęście znacznie bardziej stabilną, wirus (grypy) jest dłużej z nami i nie mutuje tak gwałtownie jak koronawirus - zauważył ekspert.
ZOBACZ: Gwałtowny wzrost zachorowań na grypę. Jest gorzej niż w zeszłym roku
- Covid jest oczywiście obecny i i w tej chwili zachorowalność jest powiedzmy tam w okolicach kilku przypadków na 100 tys. mieszkańców, ale jednak ma swój szczyt. Ja przypomnę, że myśmy przeżyli w zeszłym roku wysoką falę zachorowań późnym latem. Ona się skończyła w październiku i czekamy teraz na nowy wariant koronawirusa, który prawdopodobnie spowoduje kolejną falę znowu gdzieś w okolicy lata.
WIDEO: Główny inspektor sanitarny dr Paweł Grzesiowski w "Gościu Wydarzeń"

Szczepienie na gruźlicę i pilotaż badań przesiewowych
Marek Tejchman zwrócił uwagę na nowy program badań przesiewowych u noworodków, który ma wykrywać rzadką, ale bardzo poważną chorobę odporności - SCID. Problem polega na tym, że SCID jest przeciwwskazaniem do szczepienia przeciw gruźlicy, a mimo to w praktyce bywa tak, że dziecko zostaje zaszczepione zanim pojawi się wynik badania. Innymi słowy: najpierw jest szczepienie, a dopiero później informacja, czy dziecko w ogóle powinno je dostać.
Ministerstwo Zdrowia i główny inspektor sanitarny w wydanym komunikacie podkreślili, że wprowadzenie tego pilotażu nie zmienia zasad kwalifikacji do szczepienia BCG i nie ma racjonalnych przesłanek do opóźnienia szczepienia do czasu wykluczenia zespołu SCID.
- W mojej ocenie dwa świetne programy, które z powodu właśnie tych niedostatków komunikacyjnych zaczęły się w jakimś sensie zwalczać. To znaczy rodzice, czekając na wynik, odraczają szczepienia. Tak nie powinno się to dziać, szczególnie, że gdybyśmy oszacowali rzeczywiste ryzyko, w Polsce zdarzają się cztery do sześciu przypadków tego zespołu - odparł Grzesiowski w "Gościu Wydarzeń".
ZOBACZ: Coraz więcej zachorowań na grypę. Szpitale wprowadzają ograniczenia
- A gruźlicy mamy cztery tysiące (przypadków) i ryzyko zakażenia niezaszczepionego dziecka gruźlicą jest absolutnie wyższe niż niezakaźna choroba - dodał Grzesiowski.
- Badamy na 30 chorób wrodzonych, i jedną z nich jest choroba, która polega na tym, że dziecko nie powinno jeść białka zbyt dużo. Wynik przychodzi tak samo po dwóch tygodniach. Czy wszystkie dzieci do tego czasu są na diecie bez białkowej? No nie. To jest absolutnie nieuzasadnione, bo jeszcze raz powtórzę, czworo dzieci rocznie ma ten zespół (SCID - red.) - podsumował główny inspektor sanitarny.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej