- Prędkość maksymalna, którą może rozwinąć motocykl to 100 kilometrów na godzinę. Przy 40-litrowym baku czas lotu wynosi około godziny - tłumaczy Marcin Karwat z firmy Skynamo z podtarnowskiego Wojnicza.
 
Zainteresowani latającym motocyklem są podobno i wojskowi, i służby ratownicze i leśnicy. Wszyscy, którzy muszą przemieszczać się po niegościnnym terenie, do którego trudno dotrzeć nawet quadem.
 
Pierwsze próby już w latach 50-tych
 
Pierwsze próby budowy takich jednoosobowych pojazdów latających sięgają lat 50-tych, gdy amerykańska armia wymarzyła sobie latającego dżipa. Tamte maszyny były jednak trudne w pilotażu i niebezpieczne dla pilota, którego stopy znajdowały się o centymetry od łopat wirnika. Dziś jest o wiele prościej, bo za stabilizację odpowiada komputer.
 
- Nauka nie jest długa, bo za pilota wszystko robi system stabilizacji i automatyzacji lotu. Pilot zadaje kierunek a za niego manewr wykonuje automat - tłumaczy Karwat.
 
Problemem może być prawo
 
Polski latający motocykl już lata, choć na razie na uwięzi pod dachem. Pierwsze testy na otwartym powietrzu są przewidziane na początek listopada.
 
Problemem może być jedynie polskie prawo lotnicze, które po prostu nie przewiduje istnienia tego rodzaju maszyn. Pierwszych klientów firma poszuka więc w USA i na Bliskim Wschodzie.

 

Polsat News, polsatnews.pl