Propozycja zakłada utworzenie obowiązkowego rejestru, do którego musieliby się wpisywać przedstawiciele grup interesu zabiegający o spotkania z politykami i wysokimi rangą urzędnikami Komisji Europejskiej, Rady Unii Europejskiej i Parlamentu Europejskiego.

 

- Proponujemy prostą zasadę: nie będzie spotkania bez wcześniejszej rejestracji. Dzięki rejestrowi obywatele będą mogli się dowiedzieć, kto lobbuje, kogo reprezentuje i ile przeznacza na to pieniędzy  - powiedział Timmermans.

 

Komisja przypomina, że jej urzędnicy stosują tę zasadę od listopada 2014 r. Od tego czasu w rejestrze lobbystów dokonano około 4 tysięcy wpisów. Dotyczy on również Parlamentu Europejskiego, ale wpisywanie się do rejestru jest dobrowolne.

 

"Bruksela to Bruksela"

 

Zgodnie z propozycją KE do porozumienia w sprawie przejrzystości włączone zostałyby także najważniejsze osoby w Radzie UE, czyli instytucji reprezentującej rządy państw członkowskich. Obowiązek wpisania do rejestru dotyczyłby nie tylko spotkań z sekretarzem generalnym i dyrektorami generalnymi Rady UE, ale także z ambasadorami i zastępcami ambasadorów z kraju pełniącego półroczne przewodnictwo w Unii oraz kraju, który przejmie przewodnictwo w następnej kolejności.

 

- Dla naszych obywateli Bruksela to Bruksela. Nie rozróżniają oni pomiędzy poszczególnymi instytucjami. Dlatego instytucje muszą działać razem. To, jak podejmowane są decyzje i kto na nie wpływa, budzi zainteresowanie opinii publicznej - powiedział Timmermans. Dodał, że jeśli pozostałe dwie instytucje UE wyrażą taką wolę, KE jest otwarta na jeszcze bardziej wyśrubowane zasady kontaktów z lobbystami.

 

Inicjatywę Komisji pochwaliła wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego odpowiedzialna za sprawy przejrzystości, francuska socjaldemokratka Sylvie Guillaume. - Po ujawnieniu kilku skandali zaufanie obywateli do UE ucierpiało. Dlatego tak ważna jest przejrzystość instytucji, otaczanych przez różne grupy interesu  - oświadczyła Guillaume. Europarlament ma zająć się propozycją KE 5 października.

 

Rysa na wizerunku KE

 

Na wizerunku KE zaciążyły ostatnio kontrowersje związane z zatrudnieniem byłego szefa Komisji Jose Barroso przez bank Goldman Sachs. W poniedziałek portugalski dziennik "Publico" ujawnił, że Barroso jeszcze jako szef KE kontaktował się z władzami tego banku.

 

Polityk potwierdził, że dochodziło do spotkań, lecz zapewnił, że były to kontakty służbowe i miały na celu walkę z kryzysem. Z kolei w środę media poinformowały, że Barroso otrzymuje od KE świadczenia z tytułu wcześniejszego przejścia na emeryturę, choć podjął pracę w Goldman Sachs.

 

Timmermans nie chciał w środę komentować tych doniesień. Powiedział jedynie, że szef KE Jean-Claude Juncker przygląda się sprawie. Nie wypowiedział się także na temat drugiej afery, związanej z byłą komisarz ds. konkurencji, a następnie agendy cyfrowej Neelie Kroes.

 

Przy okazji dziennikarskiego śledztwa w sprawie interesów przedsiębiorców w raju podatkowym na Bahamach wyszło na jaw, że Kroes zataiła swoją działalność w firmie Mint Holdings Limited. A działalności dodatkowej, czy to płatnej, czy bez wynagrodzenia, zabrania komisarzom kodeks Komisji Europejskiej. Według Timmermansa, Komisja chce ustalić fakty, zanim podejmie działania w tej sprawie.

 

PAP