- Nie przychodzę z gotowymi rozwiązaniami problemów, jakie trapią królową sportu, ani z workiem pieniędzy, ale mam nadzieję, że moje nazwisko ułatwi szukanie źródeł finansowania - powiedział.


Podczas niedzielnego spotkania z przedstawicielami mazowieckich klubów rekordzista Polski zaznaczył, że choć nie obiecuje uruchomienia „lawiny pieniędzy dla sportu” to deklaruje pełne zaangażowanie.


- Jestem przyzwyczajony do ciężkiej pracy i jeśli mam być prezesem, to takim prawdziwym, który nie zbija bąków w biurze, jest aktywny i potrzebny, służy radą, a przede wszystkim pomaga klubom w szukaniu finansowania ich działalności. Wiem, że trzeba będzie pukać do wielu drzwi - podkreślił.


"Dwumilionowa stolica nie ma stadionu"


W jego opinii sport na Mazowszu był przez ostatnie lata traktowany "po macoszemu" i niewiele wskazuje, by zaszły jakieś zmiany w tym aspekcie. Wśród problemów Majewski wymienił m.in. upadek stadionu Skry.


- Afera reprywatyzacyjna wskazuje raczej, że iskra Skry zgasła, ale trzeba walczyć. Naszemu środowisku marzyłaby się organizacja lekkoatletycznych mistrzostw Europy, a póki co dwumilionowa stolica nie ma stadionu, na którym można rozegrać czempionat kraju - opowiadał.


"W sporcie jest prosta, ale czasem wywrotna demokracja"


Wicemistrz świata z 2009 roku nie podał na spotkaniu nazwiska ewentualnego kontrkandydata.


- 30 września odbędą się wybory. Jeśli zostanę prezesem, to kilka tygodni później zechcę się ubiegać o wejście do zarządu PZLA. Jednak nie mogę zakładać, że wygram. W sporcie jest prosta, ale czasem wywrotna demokracja - komentował.


Dodał, że jeżeli nie obejmie stanowiska szefa WMOZLA, to wciąż będzie chciał promować swoją dyscyplinę.


- Dalej będę działał na rzecz rozwoju lekkoatletyki. Ja nie mam przymusu pracy, mogę aktualnie robić to, co lubię, a że kocham ten sport, to wciąż będę chodził po szkołach, zachęcał dzieciaki do aktywności i szukał wśród nich talentów - mówił.


"Jedna czwarta odżywek jest zanieczyszczona"


Pytany o opinię w temacie rzekomej obecności niedozwolonej higenaminy w organizmie Konrada Bukowieckiego, Majewski ocenił, że należy poczekać na wyjaśnienie sprawy, ale substancja, występująca w niektórych odżywkach i diecie "to śmiech na sali".


- Jeżeli rzeczywiście Konradowi przytrafiła się jedna z zanieczyszczonych odżywek, choć to przykre, to zgodnie z przepisami zawodnik ponosi całkowitą odpowiedzialność za to, co jest w jego organizmie. Jednak doping dopingowi nierówny i podejrzewam, że w przypadku higenaminy kara nie powinna być surowa, a Konrad jest przyszłością polskiego sportu, więc mam nadzieję, że wynik badań będzie dla niego korzystny - powiedział.


Czterokrotny uczestnik igrzysk olimpijskich zwrócił uwagę, że problem z odżywkami jest niebagatelny. - Jedna czwarta tych dostępnych na rynku jest zanieczyszczona. Sportowiec musi bardzo uważać na to, co je i jaką suplementację stosuje - tłumaczył.


Majewski 5 września ostatnim startem w Zagrzebiu zakończył po 20 latach zawodniczą karierę.

 

PAP