Marcin Przydacz ostrzega przed reakcją USA. "Nie będzie silnego NATO"
- Trzeba Izrael zapytać, o co chodziło. Myślę, że tutaj spiritus movens całej tej sytuacji był Binjamin Netanjahu - stwierdził w "Politycznym WF-ie z gościem" prezydencki minister Marcin Przydacz, dopytywany o cele amerykańsko-izraelskiej operacji w Iranie. Jednocześnie zaznaczył, że zachodni sojusznicy, którzy mają odpowiednie zdolności, powinni zaangażować się w odblokowanie cieśniny Ormuz.

Wojna na Bliskim Wschodzie i atak na Iran pogłębiły podziały w Sojuszu Północnoatlantyckim. Reakcja sojuszników na wezwania prezydenta USA Donalda Trumpa o zaangażowanie się w odblokowanie cieśniny Ormuz wywołały irytację amerykańskiej administracji.
Przyszłość NATO. "Rolą Polski próba obniżania temperatury"
Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej przyznał, że trwa dyskusja na temat obecnego kształtu NATO i samej solidarności euroatlantyckiej. - Z jednej strony Amerykanie mówią wprost, że czują się miejscami wykorzystywani czy porzuceni przez swoich europejskich sojuszników, kiedy ich potrzebują. Z drugiej strony Europejczycy mają podobne myślenie o Amerykanach. I naszą rolą, rolą Polski, jest przynajmniej próba obniżania tej temperatury sporu - skomentował w nowym "Politycznym WF-ie z gościem".
Podkreślał, że w interesie Polski jest utrzymanie jak najlepszych relacji transatlantyckich. - Starać się trzeba, nawet przy tak niełatwym partnerze, sojuszniku jakim jest Ameryka Donalda Trumpa, zabiegać o te interesy bezpieczeństwa dla nas ważne w duchu wykorzystywania tej pozytywnej relacji, tej sympatii, bo prezydent Trump co do Polski ma absolutnie pozytywne odczucia i uczucia - uznał w niedzielę na antenie Polsat News.
WIDEO: Przydacz ostrzega przed reakcją USA. "Nie będzie silnego NATO"

Jak nadmienił, amerykański przywódca uważa Polskę "za zdrową część Europy, za państwo, które wydaje wystarczająco na swoje bezpieczeństwo i Polskę kojarzy ze swoją własną wizytą w roku 2017 w Warszawie". Dodał, że na tym gruncie można budować "coś pozytywnego". Wskazując na doświadczenia historyczne Polski zaznaczył, że jednocześnie należy rozwijać swoją armię i inwestować w bezpieczeństwo.
- Bo sojusze są sojuszami i nie podważajmy art. 5 (NATO - red.), ale w pierwszej kolejności trzeba mieć pewność, że się ma własne narzędzia do obrony, a dopiero w drugiej kolejności prosić sojuszników o wsparcie - uzasadnił.
Cieśnina Ormuz. Trump chce pomocy sojuszników. Przydacz o oczekiwaniach wobec Polski
Prowadzący Piotr Witwicki i Marcin Fijołek poruszyli też kwestię blokady przez Iran cieśniny Ormuz i roszczeń Trumpa wobec sojuszników. - Nie ma oczekiwania, żeby Polska akurat brała udział w tego typu operacji. Z resztą mam wrażenie, że ani pan prezydent, ani większość Polaków - mam wrażenie - nie jest gotowa i nie chce tego typu zaangażowania - powiedział.
ZOBACZ: Spięcie w studiu Polsatu. "Mamy święta, a pan kłamie"
Zaznaczył, że część zachodnich sojuszników, którzy dysponują odpowiednią flotą w ramach działalności koalicyjnej powinno wesprzeć Amerykanów. - Nie tylko w imię własnego interesu - bo to jest jasne, jeśli zostanie odblokowana cieśnina Ormuz, to spadną ceny energii - natomiast w imię też solidarności euroatlantyckiej - tłumaczył.
Odnosząc się do kryzysu wewnątrz Sojuszu przyznał, że bez USA nie będzie silnego NATO. - Jeśli Europa dzisiaj powie Amerykanom: "radźcie sobie sami, to jest wasz problem, sami sobie go wywołaliście", to za chwilę Amerykanie mogą w innej sprawie, europejskiej powiedzieć: "to jest wasz problem, europejskiego bezpieczeństwa, nas od Rosji atakującej Ukrainę dzieli cały piękny ocean, my się nie musimy w to angażować" - mówił.
Powód ataku na Iran. "Trzeba zapytać Izrael"
Prezydencki minister nie był w stanie jasno odpowiedzieć na pytanie, dlaczego doszło do amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. - To trzeba Izrael zapytać, o co chodziło. Myślę, że tutaj spiritus movens całej tej sytuacji był Binjamin Netanjahu i rząd izraelski - stwierdził.
Powiedział też, że wpływ określonych środowisk żydowskich na amerykańską politykę nie jest żadną tajemnicą. - Ale decyzję w moim przekonaniu Amerykanie podjęli świadomie - dodał.
ZOBACZ: Iran grozi Rumunii. Chodzi o pomoc dla amerykańskich samolotów
Przydacz przypomniał, że USA zdecydowały się koncentrować siły w rejonie Bliskiego Wschodu w odpowiedzi na masowe protesty w Iranie i jednym z motywów decyzji o rozpoczęciu operacji było oczekiwanie, że zmieni się sytuacja wewnętrzna. - Myślę, że (w Waszyngtonie - red.) zweryfikowano cele i dzisiaj mówi się o eliminacji zdolności ofensywnych Iranu. I pewnie to w dużej mierze się udało - zakończył.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej