Putin powtórzył propagandę o przyczynie wojny. Oskarżył o nią Zachód
Władimir Putin po raz kolejny powtórzył kremlowską propagandę na temat rzekomej przyczyny wojny z Ukrainą. Rosyjski dyktator powiedział, że przyczyną napaści na Krym w 2014 roku i późniejszych zbrojnych agresji było wsparcie państw Zachodu dla społecznych protestów, nazwanych Euromajdanem, z powodu których władzę stracił prorosyjski prezydent Wiktor Janukowycz.

- Kryzys na Ukrainie wynikał ze wsparcia państw zachodnich dla zamachu stanu w Kijowie - stwierdził Putin w rozmowie dla kanału "Wieści", cytowany przez kremlowską agencję TASS. Dyktator dodał też, że odsunięcie od władzy Wiktora Janukowycza, który uciekł do Rosji było początkiem, po którym "rozpoczęły się wydarzenia na Krymie, a potem w południowo-wschodniej Ukrainie, w Donbasie i w Noworosji ogólnie".
Agresja Rosji na Ukrainę. Putin powtórzył propagandę
Propagandowe twierdzenia o "zamachu stanu" wielokrotnie powielał także sam Janukowycz. W 2017 roku jego adwokaci złożyli w jego imieniu w prokuraturze w Kijowie zawiadomienie o zamachu stanu, który doprowadził do "negatywnych wydarzeń na Krymie" i naruszenia jedności terytorialnej państwa.
ZOBACZ: Prezydent Iranu rozmawiał z Putinem. Przedstawił "szczegółowe informacje"
Zawiadomienie Janukowycza dotyczy wydarzeń związanych z Euromajdanem w Kijowie z przełomu 2013 i 2014 roku, znanych jako rewolucja godności. 21 listopada 2013 roku, gdy ówczesne władze Ukrainy ogłosiły, że odkładają podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE, rozpoczęły się tam masowe protesty zwolenników integracji europejskiej.
W wyniku brutalnych działań sił bezpieczeństwa przeciwko demonstrantom pokojowe początkowo wiece z przełomu 2013 i 2014 roku przekształciły się w demonstracje przeciwko ekipie Janukowycza. W walkach ulicznych zginęło ponad 100 osób.
Putin i kremlowska propaganda konsekwentnie nazywają też zbrojne agresje na należące do Ukrainy tereny jako "wydarzenia".
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej