Rosjanin przeżył atak niedźwiedzia. Pomógł mu telefon

Świat

- Nagle niedźwiedź wybiegł. Szamotaliśmy się chyba z cztery sekundy, tarzając się w śniegu. Właściwie to była prawdziwa walka wręcz - powiedział 30-letni Dmitrij Łapicki, który przeżył atak niedźwiedzia. Drapieżnik zaatakował mężczyznę i jego towarzysza, kiedy snowboardziści zjeżdżali ze stoku.

Snowboardzista wykonujący skok na tle śnieżnego krajobrazu, obok niego pojawia się niedźwiedź brunatny.
Wikimedia Commons, Pexels
Rosja. Niedźwiedź zaatakował snowboardzistę

Do ataku niedźwiedzia doszło 22 lutego w Rezerwacie Przyrody Południowego Uralu w Rosji. 30-letni Dmitrij Łapicki przyjechał tam z dziesięcioosobową grupą. Doświadczony snowboardzista próbował pomóc jednemu z uczestników wycieczki, który przewrócił się podczas jazdy. Kiedy zbliżył się do mężczyzny, pojawił się drapieżnik.

Rosja. Niedźwiedź zaatakował snowboardzistę

- Napotkaliśmy najróżniejsze niebezpieczeństwa, ale nigdy nie zdarzyło nam się, żeby niedźwiedź zaatakował nas żywy i biegnący - powiedział Dmitrij Łapicki po ataku drapieżnika. Mężczyzna tłumaczył, że na snowboardzie jeździ od 12 lat i ma za sobą wiele tras, jednak taka sytuacja nigdy wcześniej go nie spotkała.

 

ZOBACZ: Pod jego domem zamieszkał niedźwiedź. "Wyskoczyłem z łóżka"

 

Do ataku doszło, kiedy towarzyszący Łapickiemu przyjaciel przewrócił się, a mężczyzna ruszył w jego kierunku, aby mu pomóc. Wtedy w stronę snowboardzisty wybiegł niedźwiedź

 

- Mój przyjaciel »zszedł z toru« – przewrócił się. Zobaczyłem go leżącego na dole. Zacząłem więc schodzić do niego, a nagle niedźwiedź wybiegł. Szamotaliśmy się chyba z cztery sekundy, tarzając się w śniegu. Właściwie to była prawdziwa walka wręcz - relacjonował Łapicki.

Atak niedźwiedzia w Rosji. Mężczyźnie pomógł telefon

Jak powiedział mężczyzna, podczas walki niedźwiedź zadał mu cios w udo. W tym właśnie miejscu Łapicki schował swój telefon. Dzięki temu, że w kieszeni znajdowało się urządzenie, uderzenie drapieżnika zostało częściowo zamortyzowane.

 

- Są tam tętnice, ale miałem szczęście: telefon zamortyzował część obrażeń. Miałem też szczęście, że udało mi się przeczołgać pod kłodą, co również pomogło - opowiadał mężczyzna. Łapicki dodał, że wraz z towarzyszem próbowali odstraszyć zwierzę hałasem.

 

ZOBACZ: Atak niedźwiedzia grizzly na wycieczkę szkolną. Nauczyciel ocalił dzieci

 

- Krzyknąłem mu do ucha, a mój przyjaciel też nie stracił zimnej krwi, wstał i zaczął krzyczeć z boku. Tak go spłoszyliśmy. Niedźwiedź albo zjadł szkło z telefonu, albo znudził się naszym krzykiem – cóż, zostawił mnie i odszedł. Właściwie w pobliżu jest ścieżka przyrodnicza i droga, i są tam ludzie. Nic nie powstrzymałoby zwierzęcia przed podejściem do nich. Wyglądał, jakby nie spał od miesięcy. Był naprawdę czujny i aktywny, i nagle pobiegł w moją stronę - powiedział Rosjanin.

Rosjanin wygrał walkę z niedźwiedziem. W rezerwacie trwa dochodzenie

Kiedy mężczyźni byli już bezpieczni, udali się do stacji straży leśnej. Następnie poraniony Łapicki został przewieziony do szpitala, gdzie specjaliści udzielili mu pomocy. Rany szarpane ramienia i uda zostały opatrzone, mężczyznę zaszczepiono też przeciwko wściekliźnie i tężcowi.

 

Po zdarzeniu szlak został tymczasowo zamknięty, a pracownicy rezerwatu prowadzą w tej sprawie dochodzenie.

 

- Eksperci zdecydują o losie niedźwiedzia. Powołano komisję, podczas gdy dochodzenie jest w toku. Nie wiadomo, dlaczego niedźwiedź nie śpi, przyczyn może być wiele. Być może nie pochodzi z tego obszaru, być może obudzili go myśliwi lub drzewo powalone przez wiatr i zabłądził na ścieżkę przyrodniczą. Trzeba to zbadać na miejscu - powiedział agencji TASS Ałmaz Zagirow, zastępca dyrektora rezerwatu i szef ochrony.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Maria Literacka / polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie