Sąsiadka błaga o pomoc dla pana Rafała. Urzędnicy nie reagują
Pan Rafał żyje bez wody, ogrzewania, w rozpadającym się domu. Mimo że urzędnicy znają jego sytuację, a przyrodnia siostra mieszka niedaleko, to 50‑letni, życiowo nieporadny mężczyzna, od miesięcy zdany jest wyłącznie na pomoc sąsiadki. To ona przynosi mu wodę czy ciepły posiłek. Kobieta alarmuje, że kwestią czasu jest, gdy dojdzie do tragedii. Materiał "Interwencji".

Zaczarnie to mała miejscowość w województwie małopolskim, w której mieszka 50-letni pan Rafał. O jego dramatycznej sytuacji powiadomiła naszą redakcję Ewa Osuch. Kobieta jest najbliższą sąsiadką samotnego mężczyzny. Regularnie mu pomaga, m.in. donosi jedzenie.
Pan Rafał żyje w skrajnie ciężkich warunkach. Nie działa kuchnia, nie ma wody
- Jego mama zmarła w 2019 roku, a brat w 2025. Gdy żyli, lepiej funkcjonował. Mieszkali razem. Ktoś pilnował, żeby jadł ciepły posiłek, umył się, miał czyste ubrania – opowiada pani Ewa.
ZOBACZ: Sąd orzekł eksmisję, ale ciotka zostaje. Właścicielka bezradna
Warunki w domu pana Rafała są bardzo trudne.
- Widzę, że wody nie ma – mówi reporterka.
- No, nie ma teraz, zepsute jest – odpowiada pan Rafał.
- Kuchnia nie działa, bo nie ma bieżącej wody - dodaje pani Ewa.
Sąsiadka wskazuje na brak pomocy ze strony rodziny oraz urzędników.
- Instytucje powołane do pomocy mają obowiązek oczywiście zadziałać. Mają obowiązek zweryfikować sytuację i podjąć odpowiednie działania, które zmierzają do zaspokojenia potrzeb danej osoby. Nie powinno być tak, że taka instytucja się w jakiś sposób uchyla od tego albo zamyka oczy i mówi, że skoro pan ma rodzeństwo przyrodnie, które mieszka niedaleko, czy ma sąsiadkę, no to my tej pomocy nie udzielamy. Bo ani sąsiadka, ani rodzeństwo nie są w stanie czasami takiej pomocy zapewnić, jaką daje instytucja powołana do dawania tej pomocy – zauważa Monika Wiśniewska, prawniczka do spraw rodzinnych.
Urzędnicy dostarczyli węgiel. "Napaliły i odjechały"
Reporterzy "Interwencji" rozmawiali z dyrektorką Ośrodka Pomocy Społecznej w Lisiej Górze. Kobieta nie zgadza się jednak na oficjalną wypowiedź przed kamerą. Zapewnia, że pan Rafał jest objęty opieką w ramach środków, jakie OPS posiada. Potwierdza ustalenia, że urzędnicy dostarczyli mężczyźnie klika worków węgla. Przedstawicielki ośrodka napaliły też w piecu panu Rafałowi, problem w tym, że nie zainteresowały się, w jakim on jest stanie.
ZOBACZ: Parkowali przed blokiem za darmo przez 20 lat. Teraz muszą płacić
- Napaliły i odjechały zaraz, bo tak kopciło się. Rafał z tego pieca wyrzucił węgiel na zewnątrz – wspomina pani Ewa.
Sąsiadka pokazała dokument z 2015 roku, który "niejednokrotnie był przedłożony w gminie".
- Jest w nim napisane wyraźnie, że Rafał wymaga systemowego, środowiskowego wsparcia w samodzielnej egzystencji. Przez co rozumie się korzystanie z usług socjalnych, opiekuńczych, terapeutycznych i rehabilitacyjnych świadczonych przez sieć instytucji pomocy społecznej, organizacji pozarządowych oraz inne placówki. Jest podkreślone, że on tego wymaga. Kompletnie nie wiem, co jest powodem tego, że panie mu odmówiły pomocy - dodaje.
Dyrektorka OPS nie chce udzielić informacji, rodzina unika kontaktu
Pani Ewa w obecności ekipy "Interwencji" zadała dyrektorce OPS w Lisiej Górze kilka przejmujących pytań:
- Dlaczego nie interweniujecie w żaden sposób? W żaden. Jeśli nie wy, to dlaczego nie kontaktujecie się z rodziną, z kimkolwiek? Naprawdę tak skrajnie nieważne dla was jest życie ludzkie?
- Tak jak powiedziałam: nie będę udzielać informacji. Jeżeli państwo chcecie jakichś informacji, to proszę się mailem zwrócić - odpowiedziała dyrektorka.
- A wie pani, że jak stanie się tam tragedia, to wtedy pani będzie musiała otworzyć usta - zwróciła uwagę reporterka "Interwencji"
- Będę... No to odpowiednim władzom udzielę informacji - podsumowała urzędniczka.
ZOBACZ: Z dachu nad głową niewiele zostało. Katastrofa budowlana wisi w powietrzu
Pan Rafał jest najmłodszy z czworga rodzeństwa. Jako jedyny miał innego ojca. Nikt z przyrodniego rodzeństwa nie interesuje się losem mężczyzny. Bracia mieszkają w odległych miejscowościach w Polsce. Siostra pana Rafała mieszka we wsi obok. To zaledwie 10 kilometrów.
- Gmina powiedziała mi, że Rafał ma tu na miejscu siostrę i ona się powinna nim zająć. Zadzwoniłam do tej siostry, miała do mnie oddzwonić. Po czym dostałam informację, mogę pokazać: "j*** mnie to. Rafał jest dorosły" – relacjonuje pani Ewa.
Przyrodnia siostra również nie chciała rozmawiać z reporterami. Stwierdziła jedynie, że nikt nie nakazuje sąsiadce pomagać panu Rafałowi.
Pan Rafał zabrany do DPS. Skutek działań "Interwencji"
Przedstawiciele Ośrodka Pomocy Społecznej nie odpowiedzieli na żadne z pytań zadanych mailowo, twierdząc że zabrania im tego prawo.
- Komin u Rafała jest niesprawny. Jeszcze jak jego brat Czesiek żył, to sam mi mówił, że z tego powodu w nocy się boi palić. Przestrzegał Rafała, żeby w ogóle pieca nie dotykał. Komin jest w strasznym stanie, w dodatku dach grozi zawalaniem,. On jest popękany z każdej strony, wewnątrz jest obłożony sadzą. Tu się stanie tragedia. Namawianie go do tego, żeby palił w tym piecu, to jest skazanie go na to, że dojdzie do nieszczęścia. Dojdzie do tragedii. To jest kwestia czasu – alarmuje Ewa Osuch.
*Dostaliśmy informację, że wczoraj - po interwencji dziennikarzy - pan Rafał został zabrany do Domu Pomocy Społecznej. Czyli tymczasem nie marznie i ma co jeść.
Materiał wideo dostępny jest TUTAJ.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej