Sześć ciał w bułgarskich górach. Śledczy badają tajemniczą, "mroczną sagę"

Świat

Media określają to mroczną sagą, a policja rozkłada ręce. Od początku lutego w bułgarskich górach znaleziono sześć ciał. Śledczy twierdzą, że co najmniej dwie z tych osób mogły zostać zamordowane, przy czym najprawdopodobniej żadna z nich nie zmarła naturalnie. W sprawie pojawił się wątek wyznaniowy.

Policyjny kogut ze światłami ostrzegawczymi na tle górskiego krajobrazu
Unsplash/Max Fleischmann/Bill Swt (Zdj.ilustracyjne)
Tajemnicze zgony w górach w Bułgarii. Policja prowadzi śledztwo w sprawie "Bliźniaczych szczytów"

Jak opisuje "The Guardian", śledztwu nadano nazwę "Bliźniacze szczyty". W odstępstwie kilku dni policja ujawniła łącznie sześć ciał w górach w Bułgarii.

Tajemnicza śmierć w górach w Bułgarii. Policja prowadzi śledztwo

Sprawa rozpoczęła się na początku lutego, kiedy trzech mężczyzn w wieku 45, 49 i 51 lat odnaleziono martwych w zgliszczach chaty w pobliżu Przełęczy Petrochańskiej, łączącej rejony Sofii i północno-zachodniej Montany. Na każdym z ciał ujawniono rany postrzałowe głowy.

 

Według biegłych sądowych rany w czaszce prawdopodobnie są wynikiem samookaleczenia, choć prokuratura nie wyklucza ingerencji osób trzecich. Na zabezpieczonej broni wykryto ślady pochodzące wyłącznie od zmarłych.

 

Do kolejnego ujawnienia zwłok doszło w minioną niedzielę w rejonie Okolchitsa Peak, około 100 km na północ od Sofii. Policja odnalazła tam dwóch martwych mężczyzn w wieku 51 i 22 lat oraz 15-letniego chłopca. Jak podała agencja Rutera, śledczy uważają, że byli powiązani ze wspomnianymi wcześniejszymi zgonami.

 

ZOBACZ: Albo układ, albo wojna? Negocjacje z Iranem na krawędzi, lotniskowiec czeka na znak

 

Policja nadal jednak nie wyjaśniła, czy doszło do targnięcia się na własne życie tych osób, czy też do zbrodni. - To przypadek bez precedensu w naszym kraju - powiedział Zahari Vaskov, dyrektor krajowej dyrekcji generalnej policji na poniedziałkowej konferencji.

Dwa scenariusze górskiej tragedii

Jak podaje agencja Reutera, chata, w której odnaleziono pierwsze trzy ciała, służyła jako baza organizacji pozarządowej zajmującej się ochroną przyrody. Niektóre relacje opisywały jednak jej członków jako "strażników leśnych", którzy przez lata patrolowali teren w pobliżu granicy z Serbią i współpracowali ze strażą graniczną.

 

Policja podała, że pięć ofiar należało do organizacji National Agency for Control of Protected Areas i mieszkało w tej chacie. Szósta ofiara, chłopiec, był synem ich przyjaciela.

 

Reporterzy agencji Reutera przekazali, że na nagraniu z monitoringu w pobliżu chaty z dnia śmierci trzech mężczyzn widać wszystkich sześciu zmarłych, żegnających się ze sobą. Później kamery zarejestrowały trzy osoby, które pozostały w obiekcie i go podpaliły.

 

ZOBACZ: Eksplozja rurociągu w Meksyku. Trzy osoby nie żyją, co najmniej sześć rannych

 

Według policji członkowie organizacji interesowali się buddyzmem tybetańskim. W chacie znaleziono buddyjskie książki i transparenty. Policja powołała się także na krewnego jednego z członków grupy, który mówił o "wyjątkowej niestabilności psychicznej" wśród jej członków.

 

W pobliżu trzech pierwszych ciał znaleziono cztery łuski, dwa pistolety i karabin. Eksperci kryminalistyki ustalili, że padły strzały z bliskiej odległości. - Możemy stwierdzić, że dla obu śledztw jedną z głównych wersji jest morderstwo z odebraniem sobie życia oraz samo targnięcie się na życie - przekazała agencji Reutera Natalia Nikolova, zastępczyni prokuratora w Prokuraturze Odwoławczej w Sofii.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Patryk Idziak / polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie