Polacy utknęli na Dominikanie. Maszyna LOT-u się zepsuła

Świat

Fatalny finał zagranicznego wypoczynku dla prawie 300 polskich turystów. Wczasowicze czekali prawie dobę na odlot czarterowym samolotem PLL LOT z Dominikany. Jak relacjonowali, boją się, iż zostaną wyrzuceni z lotniska. - Znaleźliśmy dla nich pokoje hotelowe, ale większość zadecydowała się zostać na lotnisku i tam czekać na lot powrotny - poinformował rzecznik przewoźnika Krzysztof Moczulski.

Samolot PLL LOT z widocznym podwoziem w locie na tle błękitnego nieba z chmurami
Wikimedia Commons / BriYYZ
Awaria samolotu czarterowego LOT uniemożliwiła wylot z Dominikany do Warszawy (zdj. ilustracyjne)

Lot o numerze LO6286 miał wystartować w sobotę z lotniska w Punta Cana na wschodnim wybrzeżu Dominikany do Warszawy o godz. 15.30 czasu lokalnego (20.30 czasu polskiego). Tak się jednak nie stało.

 

W samolocie - Dreamlinerze - wystąpiła usterka techniczna, której nie udało się usunąć na miejscu. W efekcie 293 pasażerów utknęło na lotnisku. Ich powrót zaplanowano na niedzielę, na godz. 16.00 czasu lokalnego (21.00 czasu polskiego). Czas lotu to blisko 10 godzin.

Dominikana. Niemal 300 pasażerów z Polski utknęło na lotnisku

W sobotni wieczór podróżni, którzy na Dominikanę polecieli na wczasy zorganizowane przez biuro podróży Itaka, zostali na lotnisku. Jak wyjaśnił rzecznik prasowy PLL LOT, zorganizowanie noclegu dla wszystkich było mocno utrudnione ze względu na nocne godziny.

 

Dodatkowymi przeszkodami stały się jeszcze bardzo ograniczona dostępność miejsc w hotelach, a także anulowanie rejsu przez jeszcze jedną linię lotniczą.

 

ZOBACZ: Wpakowali ludzi do samolotu transportowego. Niespodziewana przesiadka w Rosji

 

- Miejsca w hotelach, 90 pokoi, udało się znaleźć dopiero w niedzielę rano, ok. godz. 9.00. Większość pasażerów stwierdziła jednak, że nie chce jechać do hotelu na zaledwie kilka godzin i woli zostać na lotnisku. Otrzymali oni odpowiednie świadczenia - powiedział Moczulski.

"Bez biletów, bez pomocy". Problemy Polaków na turystycznej wyspie

Jak podał "Fakt", powołując się na podróżnych, najpierw przez dwie godziny tkwili oni w samolocie bez klimatyzacji, a następnie zawrócono ich do hali odlotów. - Wszystko zamknięte, nie ma jedzenia, kończy się woda (...). Mamy obawy, że jak nas wyrzucą, nie będziemy mogli wrócić. Bez biletów, bez pomocy - opisywali turyści, dodając, iż Itaka oraz PLL LOT przerzucają się odpowiedzialnością.

 

Głos na łamach dziennika zabrało również biuro podróży. Itaka podkreśliła, iż "zgodnie z obowiązującymi przepisami pasażerowie są pod opieką linii lotniczej", lecz jest ona w kontakcie z klientami za pośrednictwem SMS-ów. Dodatkowo rezydenci mają odpowiadać na wiadomości, lecz nie mogą rozmawiać ze wszystkimi naraz. Zapewniła też, że turyści otrzymają vouchery do sklepów na lotnisku.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Monika Bortnowska / wka / polsatnews.pl / PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie