Żurek wyjaśnia, co się stało w siedzibie KRS. "Zabawa w kotka i myszkę"
Waldemar Żurek skomentował akcję prokuratorów na warszawskim Mokotowie, gdzie w budynku należącym do KRS mieszczą się biura rzeczników dyscyplinarnych. Jak przekazał czynności mają zawiązek z "buntem na pokładzie", w wyniku którego nowi rzecznicy mają utrudnioną pracę. - To jest zabawa w kotka i myszkę, nie bawimy się w to - zaznaczył w programie "Gość Wydarzeń".

Waldemar Żurek zapewnił w programie "Gość Wydarzeń", że wejście prokuratorów w asyście policji do biur rzeczników i jednoczesne procedownie tzw. ustaw praworządnościowych nie było zorganizowaną akcją. - Proszę mi wierzyć, mogę tutaj państwu złożyć przyrzeczenie. Po prostu te terminy się nałożyły zupełnie przypadkowo - przekonywał minister sprawiedliwości w rozmowie z Markiem Tejchmanem.
Żurek wyjaśnia, czemu służby weszły do KRS. "Bunt na pokładzie"
Żurek przekazał, że prokuratorzy mieli zająć się sprawą jeszcze w ubiegłym roku, ale prowadzili postępowanie dowodowe i musieli przesłuchać pracownika KRS, więc termin się przesunął. - Nie wiedziałem nawet, kiedy będą te ustawy głosowane. Robiłem wszystko, żeby były jak najszybciej. Obiecałem to społeczeństwu i także mediom - dodał.
Zdaniem ministra w medialnych relacjach oraz politycznych komentarzach w związku z akcją pojawiło się "dużo przekłamań". - Przede wszystkim to jest budynek, który Krajowa Rada Sądownictwa wynajmuje od innej instytucji, a w tym budynku jest kilka biur, które są siedzibą rzeczników dyscyplinarnych - zaznaczył.
WIDEO: Żurek wyjaśnia, co się stało w siedzibie KRS. "Zabawa w kotka i myszkę"

- Oni tam mają swoją siedzibę i to nie jest siedziba KRS-u. To są biura rzeczników. One są akurat w budynku, bo rada zgodnie z ustawą ma zapewnić biura dla tych rzeczników - doprecyzował.
ZOBACZ: Awantura w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa. Weszła policja, doszło do przepychanek
Jak stwierdził "sytuacja jest bardzo dziwna". - Mamy nowych rzeczników dyscyplinarnych, powołanych przeze mnie i częściowo przez Adama Bodnara, ale ci odwołani rzecznicy zrobili swego rodzaju bunt na pokładzie - powiedział. Jak wyjaśnił polega on na tym, że nowopowołani urzędnicy mają utrudniany dostęp do akt. Jednocześnie ich poprzednicy nadal utrzymują, że są rzecznikami.
Minister musiał zapewnić nowym rzecznikom tymczasowe warunki do pracy. - Byłem osobiście, spotkałem się z dyrektorem biura. I on mówi: Proszę przyjść w poniedziałek, udostępnimy pokój pani sędzi Raczkowskiej. W poniedziałek przychodzimy, zmienili decyzję, więc to jest zabawa w kotka i myszkę, a w państwie prawa, gdzie ja jestem prokuratorem generalnym nie bawimy się w to - podsumował.
Pozostałe odcinki programu można obejrzeć TUTAJ.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej