Tymoszenko przed sądem. Mówiła o odszkodowaniu oraz "kawie, herbacie i ciasteczkach"

Świat

Sąd zastosował wobec Julii Tymoszenko środek zabezpieczający w postaci kaucji (ponad 33 miliony hrywien, ok. 700 tys. dolarów) - informują ukraińskie media. Była premier Ukrainy została oskarżona o próbę skorumpowania posłów. Polityk nie przyznała się do winy, zarzuty uważa za "polityczne", a znalezione podczas przeszukania pieniądze określiła jako "odszkodowanie od USA".

Julia Tymoszenko przemawia do mikrofonu z dokumentami w ręku.
Facebook.com/YuliaTymoshenko
Julia Tymoszenko zaprzecza zarzutom o próbę korumpowania polityków

Jak informuje "Ukraińska Prawda", prokuratura wnioskowała o wyższe zabezpieczenie - 50 milionów hrywien. Podczas piątkowego posiedzenia, sąd zdecydował nie tylko o kaucji, ale też o innych środkach zapobiegawczych, wśród nich oddanie paszportów, stawianie się na wezwania władz, nieopuszczania obwodu kijowskiego czy zakaz kontaktowania się z wybranymi politykami.

Tymoszenko nie przyznaje się. Mówi o wydatkach na "kawę, herbatę i ciasteczka"

Julia Tymoszenko nie przyznała się do zarzutów o próbę korumpowania ukraińskich polityków. Według oskarżycieli była premier miał oferować pieniądze za korzystne głosowanie w wybranych sprawach. Tymoszenko  mówiła przed sądem, że znaleziona podczas przeszukania lista transakcji była wydatkami "na kawę, herbatę i ciasteczka".

 

ZOBACZ: Agenci weszli do biura Julii Tymoszenko. Była premier Ukrainy z zarzutami

 

Jak informuje ukraińska agencja UNIAN, znalezione przy Tymoszenko przez agentów 40 tysięcy dolarów jest wg. niej odszkodowaniem od USA za prześladowania, których doznała podczas rządów Wiktora Janukowycza. 

 

Zakwestionowała także prawdziwość opublikowanych nagrań, na których miała oferować pieniądze jednemu z polityków. Oskarżona stwierdziła, że zostały one sfabrykowane przy pomocy najnowszych technologii. Informowała też, że nie może wpłacić kaucji, gdyż jej konta bankowe zostały zablokowane.

Afera wokół Julii Tymoszenko. Miała korumpować polityków

We wtorek ukraińskie służby poinformowały o wręczeniu zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Tymoszenko w związku z próbą przekupienia szeregu posłów w celu uzyskania określonych wyników głosowania w parlamencie.

 

ZOBACZ: Polski ambasador poleci na Grenlandię. Sikorski wyjaśnia decyzję

 

W środę rano Tymoszenko potwierdziła w mediach społecznościowych informacje o przeszukaniu w biurze jej partii i oświadczyła, że jest to działanie polityczne przeciwko niej.

 

"Nie znaleźli nic, więc po prostu zabrali moje telefony służbowe, dokumenty parlamentarne i osobiste oszczędności, o których informacje są w całości zawarte w oficjalnej deklaracji. Kategorycznie odrzucam wszystkie absurdalne zarzuty" - napisała była premier.

 

Według Tymoszenko działania służb wynikają z faktur, że zbliżają się wybory w Ukrainie i ma to na celu eliminację konkurentów.

 

"To nie jest pierwsze polityczne zlecenie wymierzone we mnie. Prześladowania i terror to moja codzienność od wielu lat. Od dawna nie boję się niczego, bo wiem, że jestem uczciwa wobec siebie, ludzi i Ukrainy" – zaznaczyła.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Jakub Pogorzelski / polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie