Tragedia w sylwestra w Szwajcarii. Właściciele lokalu wydali oświadczenie

Świat

"Jesteśmy zdruzgotani i przytłoczeni bólem" - oświadczyli Jacques i Jessica Moretti, właściciele baru w Crans-Montana, w którym w sylwestrową noc wybuchł pożar. Pochodzące z Francji małżeństwo zapewniło, że będzie współpracować ze śledczymi. Ich oświadczenie pojawiło się sześć dni po tragedii w szwajcarskim kurorcie, gdzie zginęło 40 osób, a 116 zostało rannych.

Grupa osób stoi przed ścianą z kwiatami i zniczami, upamiętniającą ofiary pożaru w Crans-Montana. W tle widoczny fragment płonącego obiektu.
PAP/EPA/CYRIL ZINGARO; X/Le Parisien
Właściciele baru w Crans-Montana złożyli kondolencje ofiarom tragedii

Jak donosi agencja AFP, we wtorek właściciele baru w Crans-Montana opublikowali pierwsze oświadczenie od czasu tragicznego pożaru w prowadzonym przez nich kurorcie. Obywatele Francji usłyszeli w sobotę łącznie trzy zarzuty w tej sprawie.  

 

"Słowa nie są w stanie w pełni opisać tragedii, która rozegrała się tamtej nocy w Le Constellation" - przekazało małżeństwo. 

"Zdruzgotani i przytłoczeni żałobą". Oświadczenie właścicieli baru w Crans-Montana 

Jacques i Jessica Moretti, wobec których wszczęto postępowanie związane z pożarem w Crans-Montana, złożyli kondolencje ofiarom tragedii i przekazali, że są "zdruzgotani i przytłoczeni bólem" po sylwestrowym incydencie.

 

"Nasze myśli są cały czas skierowane ku ofiarom, ich bliskim, którzy doświadczają tak straszliwej i przedwczesnej żałoby oraz ku tym wszystkim, którzy walczą o swoje życie" - napisali właściciele lokalu.

 

ZOBACZ: Tragedia w szwajcarskim kurorcie. Nowe informacje, wśród rannych Polak

 

W oświadczeniu opublikowanym przez ich prawników, małżeństwo Moretti zapewniło, że będzie współpracować ze śledczymi, aby jak najszybciej wyjaśnić okoliczności tragedii. Stwierdzili ponadto, że mają "pełne zaufanie do śledczych, którzy wyjaśnią sprawę i odpowiedzą na wszystkie pytania".

 

"Zapewniamy o naszej pełnej współpracy i że w żadnym wypadku nie będziemy próbować uchylać się od tych działań" - dodali francuscy obywatele.

Pożar w szwajcarskim kurorcie. Właściciele usłyszeli zarzuty

Jacques i Jessica Moretti zostali oskarżeni o nieumyślne spowodowanie śmierci, obrażeń ciała i podpalenie baru, w którym w sylwestrową noc zginęło 40 osób, z których większość stanowili nastolatkowie. 

 

Jak wynika z ustaleń śledczych, bezpośrednią przyczyną pożaru były iskry z zimnych ogni zamocowanych na butelkach szampana, które znajdowały się zbyt blisko sufitu. Szwajcarskie media podały, że był on wykończony pianką izolacyjną, użytą najprawdopodobniej do wygłuszenia sali.

 

W lokalu, w którym odbywała się noworoczna zabawa, miało dojść do licznych zaniedbań w kwestii bezpieczeństwa i uchybień w zarządzaniu. We wtorek rano władze w Crans-Montana przekazały, że od 2019 w obiekcie Le Constellation nie przeprowadzono żadnych kontroli bezpieczeństwa pożarowego. 

 

 

 

 

ZOBACZ: Premier zaoferował pomoc po pożarze w szwajcarskim kurorcie. "Szwajcarzy odmówili"

 

"Lokal okazał się śmiertelną pułapką, w której młodzi ludzie spłonęli żywcem lub udusili się dymem. Ucieczka stamtąd była utrudniona z powodu wąskich schodów i przejścia" - pisały szwajcarskie media.

 

Śledczy sprawdzą, czy w ciągu ostatniej dekady małżeństwo Morettich przestrzegało w lokalu norm bezpieczeństwa pożarowego i czy w barze wyraźnie oznaczono m.in. drogę do wyjść ewakuacyjnych.

 

Według źródeł bliskich sprawie, Jacques Moretti miał już wcześniej kłopoty z prawem. W 2005 i 2008 roku odbywał karę więzienia za przyjęcie korzyści majątkowej. Miał być również zamieszany w kilka innych spraw karnych, dotyczących m.in. oszustw finansowych.

Rodziny ofiar szukają odpowiedzi. "Nie jesteśmy nieodpowiedzialni"

Władze w Crans-Montana podały, wszyscy ranni w pożarze w Le Constellation zostali już zidentyfikowani. Większość ofiar tragedii stanowili nastolatkowie - najmłodsza osoba miała zaledwie 14 lat. 

 

Jedną z ofiar tragedii był 16-letni Arthur Brodard, który po raz ostatni skontaktował się ze swoją matką tuż po północy 1 stycznia, składając jej noworoczne życzenia. Przez następne 40 godzin kobieta prowadziła bezskuteczne poszukiwania syna.

 

O śmierci dziecka dowiedziała się dopiero w sobotę 3 stycznia. "Nasz Arthur odszedł na zabawę do raju. Teraz możemy zacząć naszą żałobę, wiedząc, że jest w pokoju, w świetle" - przekazała w internetowym nagraniu Laetitia Brodard-Sitre.

 

ZOBACZ: Tragiczny sylwester w Szwajcarii. Dziesiątki zabitych, ogłoszono stan wyjątkowy

 

Jak podaje francuski dziennik Le Parisien, w sieci pojawiły się komentarze oskarżające rodziców ofiar o nieostrożność i brak wystarczającej opieki nad nastolatkami. Kobieta w jednej z wypowiedzi odparła te zarzuty.

 

"Nie jesteśmy nieodpowiedzialnymi rodzicami. Jesteśmy w kurorcie, wszyscy świętują Nowy Rok, dzieci były w swojej grupie wiekowej, a wszyscy rodzice wiedzieli, gdzie są" - mówiła.

 

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Maria Kosiarz / polsatnews.pl / AFP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie