Wojna na Ukrainie. "To również nasza wojna". Polski medyk o sytuacji na froncie

Świat
Wojna na Ukrainie. "To również nasza wojna". Polski medyk o sytuacji na froncie
Polsat News / Sztab Generalny ZSU
Polski medyk pola walki w Ukrainie

- Sprzęt (z Zachodu - red.) nie jest potrzebny na za pół roku, tylko na pół roku temu. Za każdy dzień oczekiwania płacą ukraińscy żołnierze i to cenę najwyższą bo zdrowiem i życiem - mówił pan Janusz, polski medyk pola walki służący w Ukrainie. Wolontariusz przyznał, że choć informacja o pakiecie pomocowym z USA ucieszyła żołnierzy, to jednak jest ona bardzo spóźniona.

W rozmowie z Polsat News medyk odniósł się do najnowszych informacji dotyczących pomocy finansowej, na którą zgodę wydała amerykańska Izba Reprezentantów i Senat. Dzięki temu na ukraiński front trafić ma sprzęt i amunicja, które pozwolą uzupełnić straty poniesione w trakcie ciężkich walk z Federacją Rosyjską.

 

Zdaniem pana Janusza, który od blisko dwóch lat znajduje się na froncie, decyzja amerykańskich polityków bardzo ucieszyła żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy ale nie wywołała nadmiernej euforii.

 

- W ostatnim czasie amunicji, zwłaszcza tej artyleryjskiej bardzo zaczyna brakować, jest to widoczne. Wszyscy czekaliśmy na to, jaką decyzję podejmie Izba Reprezentantów i Senat. Dostaliśmy informacje o pakiecie wsparcia z Wielkiej Brytanii, ale należy pamiętać, że decyzje to jedno, a skompletowanie sprzętu i dostarczenie to drugie - mówił.

 

ZOBACZ: Rosja. "Psy żyją lepiej". Ukraiński żołnierz o pobycie w niewoli

 

- Sprzęt nie jest potrzebny na, za pół roku, tylko na pół roku temu. Za każdy dzień oczekiwania płacą ukraińscy żołnierze i to cenę najwyższą bo zdrowiem i życiem - dodał.

Wojna na Ukrainie. "Gotowi walczyć do końca, wojny albo ich"

Zdaniem polskiego medyka pola walki pomimo bardzo poważnych problemów na froncie ukraińskim wojskowym nie brakuje woli do walki co udowadniają każdym kolejnym dniem i kolejnymi misjami bojowymi.

 

- Oni są gotowi walczyć do końca. Do końca wojny, albo do końca ich. Generalnie morale są nadal wysokie, oni nie zamierzają się poddawać, chociaż znam wielu, którzy są zdania, że oni tego końca wojny nie dożyją. Oni walczą po to, żeby ich dzieci nie musiały, więc są gotowi na najwyższe poświęcenie - wyjaśniał.

 

Jednocześnie, zdaniem pana Janusza, nie ma mowy o żadnych rokowaniach pokojowych, które miałyby się rozpocząć w najbliższych miesiącach.

 

ZOBACZ: Ukraina potrzebuje młodszych żołnierzy. Zełenski tłumaczy się z decyzji

 

- Oni są świadomi tego, że jakiekolwiek ustępstwa teraz nie rozwiążą problemu, co najwyżej kupią im trochę czasu. Ten problem później powróci. Samo oddanie tego terytorium, czy układanie się z Rosją na jej warunkach w żadnym przypadku nie rozwiązuje ich problemu - podkreślił.

Polski medyk pola walki w Ukrainie. "To mój obowiązek"

Jednym z wątków rozmowy była praca frontowa polskich wolontariuszy, najczęściej pełniących funkcję medyków. Pan Janusz wyjaśnił, jak wygląda codzienność i ich praca na polu walki.

 

- Mamy trzydobowe dyżury na pozycjach, z chłopakami. Siedzimy generalnie w ziemiance i naszym zadaniem jest ewakuacja rannych z pozycji do cywilizacji, do najbliższej placówki medycznej. Po trzech dniach dyżuru następują trzy dni odpoczynku z tym, że w tym czasie często dostajemy dyżury na ewakuacjach między placówkami medycznymi w sąsiednich miejscowościach albo pomagamy, asystujemy lekarzom ukraińskim na punktach stabilizacyjnych - mówił.

 

Jednocześnie polski medyk pola walki przyznał, że ma świadomość znajdowania się na "czarnej liście" rosyjskich służb.

 

ZOBACZ: Wojskowy wprost o armii Rosji. "Sukcesy nie są oszałamiające"

 

- Prawie na pewno rosyjskie służby mają już teczkę z moim zdjęciem. Nie wiem na ile jest ona kompletna i nawet po zakończeniu wojny nie mam co myśleć o jakimś turystycznym zwiedzaniu Rosji. Przekroczenie granicy raczej kiepsko by się dla mnie skończyło - stwierdził.

 

Kończąc swoją wypowiedź pan Janusz podkreślił, że dla niego "jest to również nasza wojna" i udzielanie pomocy medycznej "jest jego obowiązkiem".

Marcin Jan Orłowski / sgo / Polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie