Ekspert ds. cyberbezpieczeństwa: Narzędzia do inwigilowania to pokusa

Polska
Ekspert ds. cyberbezpieczeństwa: Narzędzia do inwigilowania to pokusa
Polsat News
W idealnym świecie istniałaby niezależna politycznie komisja, która zatwierdzałaby wnioski o kontrolę za pomocą informatyki śledczej - podkreśla Haertle

- Narzędzia do informatyki śledczej umożliwiają różne zastosowanie. Można je zastosować do ścigania przestępców i mamy nadzieję, że do tego będą używane. Ale jest to też pokusa. Pytanie, czy ktoś tej pokusie ulegnie i tych możliwości użyje, żeby ścigać uczciwych ludzi - mówi Adam Haertle, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, komentując doniesienia o nowych zakupach polskiej policji.

Według informacji, które podała stacja RMF FM, polska policja ma wydać dwa miliony złotych na zakup kolejnych aplikacji do informatyki śledczej. Przetarg dotyczy 80 dostępów do różnego typu oprogramowania umożliwiającego zdalny dostęp do danych z urządzeń mobilnych.

 

- Coraz częściej zdarza się, że osoby zatrzymane mają w kieszeni smartfona, mają w domu laptopa i policja musi zobaczyć, co jest na tych urządzeniach. Są to narzędzia, które pomagają w pracy policjantów i profesjonalizują ją. Teraz policjant już nie przegląda ręcznie telefonu, powinien podłączyć go do specjalistycznego urządzenia i to urządzenie powinno pomóc zobaczyć, co jest na tym urządzeniu. Pomóc utrwalić dowody w taki sposób, żeby można je było później w razie potrzeby pokazać w sądzie - wyjaśnia Adam Haertle z serwisu Zaufana Trzecia Strona, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

 

ZOBACZ: Sprawa Pegasusa trafiła do PE. Giertych i Wrzosek przed komisją śledczą

 

Według niego większość policjantów korzysta właśnie z takiej ręcznej metody przeszukiwania urządzeń. - Tych licencji na poszczególne rodzaje oprogramowania jest po kilkanaście, więc pewnie otrzymają je poszczególne oddziały Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, gdzie będą siedzieli eksperci, do których trafiać będą trudne przypadki. Natomiast policjanci na ulicy nadal będą przeglądać telefony ręcznie - mówi Haertle.

 

WIDEO: Adam Haertle w Polsat News

 

 

 

Zapytany o obawy dotyczące informacji o takich oprogramowaniach, także w kontekście sprawy z programem Pegasus i inwigilowaniem m.in. polskich polityków, ekspert odpowiedział:

 

- Narzędzia umożliwiają różne zastosowanie. Można je zastosować do ścigania przestępców i mamy nadzieję, że do tego będą używane. Ale posiadanie pewnych możliwości jest pokusą. Pytanie, czy ktoś tej pokusie nie ulegnie i tych możliwości nie użyje, żeby ścigać również uczciwych ludzi. Takie narzędzia w rękach ludzi o złych intencjach mają również możliwość robienia złych rzeczy.

 

- Ktoś może być zatrzymany np. w trakcie jakiejś demonstracji, trafi do aresztu, jego telefon trafi w ręce kogoś, kto bez zgody sądu zechce zapoznać się z treścią tego urządzenia, zrobi kopię zawartości i potem będzie chciał gdzieś ją wykorzystywać. Myślę, że w naszych głowach pojawiają się takie obawy. Niestety żyjemy w takiej rzeczywistości, w której trzeba się tego obawiać - twierdzi ekspert.

Niezależna politycznie komisja ekspertów

Haertle podaje także przykład odbioru informacji na temat programów do informatyki śledczej.

 

- Np. rządy różnych krajów kupują Pegasusa, mają 30 licencji, 25 używanych jest do ścigania terrorystów, przemytników, handlarzy żywym towarem, a pięć przez przypadek trafia na telefony osób, których rząd akurat nie lubi, opozycjonistów, osób niewygodnych dla rządzących. Załóżmy, że do dziennikarza trafia lista tych 30 numerów telefonów i okazuje się, że 25 to uzasadnione prawnie cele, osoby, które szkodzą społeczeństwu. O tym dziennikarz nie będzie mówił, bo zaszkodziłby działaniom służb. Ale te pięć pozostałych numerów trafia do mediów, więc my mamy taką percepcję, że te narzędzia do inwigilacji są używane tylko do inwigilacji opozycji. Nie, tak nie jest - podkreśla Haertle.

 

Ekspert konkluduje, że w idealnym świecie istniałaby niezależna politycznie komisja ekspertów, która zatwierdzałaby wnioski o kontrolę za pomocą informatyki śledczej.

 

- Komisja oceniałaby przyczyny, dla których taka daleko sięgająca w prywatność użytkowników kontrola musiała się odbyć i zatwierdzałaby ją albo nie. Niestety, na razie to nie w naszym kraju - twierdzi Haertle.

an/Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie