Chersoń. Mieszkaniec mówi, jak wyglądały referenda. "Zrobili to tylko po zdjęcia dla telewizji"

Świat
Chersoń. Mieszkaniec mówi, jak wyglądały referenda. "Zrobili to tylko po zdjęcia dla telewizji"
Polsat News
Mieszkaniec Chersonia o referendach: Maksymalnie nieprzygotowane

- W samym Chersoniu ludzie omijali punkty, w których odbywało się głosowanie, w obwodzie było dużo gorzej. Żołnierze chodzili z bronią po domach i zmuszali do oddania głosów - mówił na antenie Polsat News mieszkaniec Chersonia, pan Władysław. Powiedział, że to, że Władimir Putin ogłosi, że okupowane tereny są częścią Rosji nic nie zmieni. - My się go nie boimy, jego armii i broni jądrowej - mówił.

Pseudoreferendów, które w ostatnich dniach odbyły się na okupowanych terytoriach Ukrainy nie da się porównać do tego, które odbyło się na Krymie w 2014 roku. Pan Władysław, mieszkaniec Chersonia opowiedział na antenie Polsat News o tym, jak wyglądało "głosowanie" w mieście. 

 

- W Chersoniu zorganizowano 13 miejsc do głosowania, w których pracowała minimalna liczba osób i tyle samo ludzi przychodziło tam głosować. Były tam tylko zwykłe stoły, skrzynka i dwóch lub trzech komisarzy - mówił.

Mieszkańcy omijali punkty do głosowania

Mieszkaniec Chersonia relacjonował, że ludzie trzymali się jak najdalej od miejsc, w których odbywało się głosowanie, tak by nie zostać do niego przymuszonym. - Okupanci zorganizowali też mobilne skrzynki do głosowania, chodzili i szukali miejsc, gdzie ludzie się koncentrowali, ale ludzie uciekali, omijali te miejsca - powiedział. 

 

ZOBACZ: Gruzja. Protest na granicy. Pytają Rosjan: Czemu uciekacie, skoro popieracie wojnę?

 

Ocenił też, że te pseudoreferenda były "maksymalnie nieprzygotowane". - Wszystko zostało zrobione tylko po to, żeby uzyskać zdjęcia do telewizji - powiedział. 

 

WIDEO: Chersoń. Mieszkaniec mówi, jak wyglądały referenda. "Zrobili to tylko po zdjęcia dla telewizji".

 

Grozili bronią i kazali głosować

Dodał, że dużo gorzej sytuacja wyglądała w obwodzie, gdzie komisarze wyborczy poruszali się w eskorcie uzbrojonych żołnierzy. - Chodzili od domu do domu i groźbą zmuszali ludzi do głosowania. Często w takich grupach nie było nawet komisarzy, tylko sami żołnierze z bronią - relacjonował. 

 

- Dane wyrażające poparcie dla Rosji są wyssane z palca - powiedział. 

"Nie boimy się Putina, jego armii i broni jądrowej"

Władysław stwierdził też, że to, że Władimir Putin ogłosi przyłączenie Chersonia i okupowanych terenów do Rosji "nic nie zmieni".

 

- My będziemy dalej walczyć, a Putin może robić co chce. My się go nie boimy, nie boimy się jego armii i jego broni jądrowej - powiedział. 

 

ZOBACZ: Rosja. Władimir Putin w piątek ogłosi aneksję ukraińskich terenów

 

Odnosząc się do strachu Władysław powiedział, że Rosjanie boją się armii ukraińskiej. - Oni nie chcą walczyć, ciągle są ze sobą skonfliktowani i trwają wewnętrzne spory - powiedział. 

 

- Nie chcą walczyć, chcą uciec z Chersonia, zanim zjawią się ukraińscy żołnierze, ale najpierw chcą też coś ukraść, bo to armia barbarzyńców - mówił. 

mst/ sgo/polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie