Wojna w Ukrainie. Elektrownia w Czarnobylu bez prądu. Ekspert wyjaśnia co grozi nam w Polsce

Świat
Wojna w Ukrainie. Elektrownia w Czarnobylu bez prądu. Ekspert wyjaśnia co grozi nam w Polsce
Polsat News
Czarnobyl pozbawiony energii. Ekspert o zagrożeniu

Wojska rosyjskie odłączyły elektrownię nuklearną w Czarnobylu od sieci. Zapasowe generatory pozwolą zasilać kompleks przez dwie doby. Adam Rajewski, ekspert Instytutu Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej, powiedział w Polsat News, że "nie ma powodu, by szukać w aptece płynu Lugola".

Jak podał Dmytro Kułeba, ukraiński minister spraw zagranicznych, "uszkodzona została cała linia zasilająca elektrownię jądrową w Czarnobylu", a "wszystkie jej obiekty jądrowe kontrolowane przez armię rosyjską". Potwierdził, że Czarnobyl jest pozbawiony energii.

 

ZOBACZ: Wojna w Ukrainie. Wołodymyr Zełenski: maksymalny poziom zagrożenia w kraju

 

- Nie spodziewajmy się jakiegokolwiek skażenia na terytorium Polski. Płyn Lugola nie służy do profilaktyki jodowej, a przyjmowanie preparatów jodu bez powodu może prowadzić do rozstroju zdrowia - podkreślił na antenie Polsat News Adam Rajewski, ekspert Instytutu Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej.

 

Jak przypomniał, czarnobylska elektrownia została wyłączona ponad 20 lat temu. - W paliwie, które nie pracowało od takiego czasu, nie ma promieniotwórczego jodu, którego obawialiśmy się w 1986 roku, w czasie katastrofy - stwierdził.

 

WIDEO: Ekspert o tym, co grozi nam w Polsce

 

 

"To nie jest tak, że za 48 godzin skończy się świat"

Rajewski podkreślił, iż w Czarnobylu "jest przechowalnik, który wymaga chłodzenia, a jego pomieszczenia potrzebują wentylacji dla zapewnienia, że wewnętrzne poziomy promieniowania są akceptowalne dla pracy załogi".

 

Jego zdaniem, "jeżeli zasilanie w byłej elektrowni nie zostałoby przywrócone, mogłoby dojść do wzrostów poziomów promieniowania na terenie obiektów". Ekspert nie wykluczył też "stopniowego nagrzewania wody", jak i "być może jakichś uszkodzeń paliwa".

 

- Ale to są kwestie wielu setek godzi, zanim jakieś poważne, niebezpieczne zjawiska się wydarzą. Nawet w czynnej elektrowni takie procesy zajęłyby wiele godzin. To nie jest więc tak, że za 48 godzin skończy się świat - podsumował Adam Rajewski.

 

msl/ml/Polsat News/PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie