Opoczno. Bliźniaczki rozdzielone przez sąd

Polska
Opoczno. Bliźniaczki rozdzielone przez sąd
Polsat News/Interwencja/archiwum prywatne

Sąd Rejonowy w Opocznie rozdzielił pięcioletnie bliźniaczki: Laurę i Lenę. Po tym, jak partner pani Moniki został zatrzymany za przemoc domową, pomoc w wychowywaniu niepełnosprawnej Lenki zaoferowała jego matka. Później wystąpiła do sądu o przejęcie opieki nad wnuczką. Materiał "Interwencji".

41-letnia pani Monika siedem lat temu poznała Jarosława S. Zamieszkali w mieszkaniu pani Moniki w Opocznie. Oboje pracowali. Pięć lat temu urodziły się bliźniaczki: Laura i Lena. Niestety tuż po porodzie okazało się, że Lena jest niepełnosprawna.

 

ZOBACZ: Pionki: 46-latka zmarła na komisariacie. Jest śledztwo


- Lekarze stwierdzili wodogłowie i porażenie mózgowe. Córka nie chodzi, nie mówi – opowiada pani Monika.

Zatrzymanie Jarosława S.

To nie koniec kłopotów. Po kilku latach zgodnego życia w rodzinie, ojciec dziewczynek zaczął nadużywać alkoholu. Znęcał się psychicznie i fizycznie nad panią Moniką.


Jarosław S. był coraz bardziej agresywny. 11 czerwca tego roku mężczyzna po kolejnej próbie ataku na rodzinę został zatrzymany.


- W momencie zatrzymania miał ponad dwa promile, dowody pozwoliły postawić mężczyźnie zarzuty znęcania się nad kobietą. Decyzją sądu mężczyzna został tymczasowo aresztowany – informuje Barbara Stępień z policji w Opocznie.

Rozdzielenie bliźniaczek

Panią Monikę wspierała w wychowaniu dzieci jej mama. Pomoc w leczeniu i rehabilitacji Lenki zaoferowała także matka Jarosława S. - pani Teresa. Kobieta bez wiedzy pani Moniki zaczęła walczyć w sądzie o zostanie rodziną zastępczą dla chorej Lenki. I walkę wygrała. Sąd na jednej rozprawie dzieci rozdzielił.

 

ZOBACZ: Szczecin: Pijana wjechała w bramę szpitala. Placówka rozwiązała z nią umowę

 

- Z tego, co sądowi było wiadome, to babcia w głównej mierze zajmowała się dzieckiem chorym. Dziadkowie organizowali rehabilitację, zajmowali się nią bezpośrednio – mówi Mirosława Makowska, prezes Sądu Rejonowego w Opocznie.


Nie wynikało to jednak z zaniedbania matki, lecz zaoferowanej jej pomocy przez babcię.

Pytania do sądu

Dziennikarz "Interwencji" zapytał prezes sądu, czy zasięgnięto opinii Ośrodka Pomocy Społecznej. - Była opinia z PCPR oraz opinia z OPS, dotyczyły kandydatów na rodzinę zastępczą – odpowiada prezes Mirosława Makowska.


Reporterka: A opinia w sprawie pani Moniki lub Jarosława S.?


- Takich ustaleń nie było.


- Jak biorą dzieci z domu dziecka, to nie rozdzielają… Uważam, że trzeba pomagać, ale nigdy bym nie powiedziała, że ona złoży taki pozew. Mnie się wydaje, że jej tylko chodziło o pieniądze. Otrzymuje przecież na Lenkę około 2800 zł - komentuje pani Bogusława, matka pani Moniki.


Dziennikarz programu próbował także porozmawiać z rodzicami Jarosława S. Nie chcieli jednak komentować tej sprawy.

"Z nami byłaby bezpieczna"

- Ja bym chciała, żeby to dziecko wróciło do domu, bo przecież jak on wyjdzie i zacznie tam pić, to wiadomo, że też będą awantury. Z nami byłaby bezpieczna – mówi pani Bogusława, matka pani Moniki.

 

ZOBACZ: Biskupiec: tragedia na żwirowni. Zginął 30-latek


- Będę walczyła, to jest moje dziecko i kocham je nad życie. Babcia myśli, że pomogła. Czym mi pomogła? - pyta pani Monika.

 

- Jak ona by się poczuła, gdyby ktoś zabrał jej dziecko? Nie może być tak, że mama ma iść odwiedzić dziecko, to babcia może przyjść w odwiedziny do wnuczki – dodaje kobieta.

zma/Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie