Nie pojadą na Igrzyska Paraolimpijskie. "To zwykłe oszustwo"

Polska
Nie pojadą na Igrzyska Paraolimpijskie. "To zwykłe oszustwo"
"Interwencja"
Duży żal. Olimpiada jest marzeniem każdego zawodnika - mówi pani Magdalena o decyzji władz sportowych.

Pani Magdalena Cycak oraz pani Monika Bartyś to niepełnosprawne sportsmenki. Kobiety uprawiające jeździectwo miały nadzieję, na start na Igrzyskach Paraolimpijskich w Tokio. Przez zmianę zasad, tak się jednak nie stanie. Materiał "Interwencji".

42-letnia Magdalena Cycak spod Wrocławia od 15 lat startuje w zawodach w ujeżdżeniu konia - w parajeździectwie. Pani Magda urodziła się z czterokończynowym porażeniem mózgowym. Wymaga stałej opieki innych, bo sama nie funkcjonuje. Jeździectwo sprawa, że zapomina o swojej ciężkiej niepełnosprawności.

Mówili, że jeśli przeżyje będzie rośliną

- Uprawiam jeździectwo od 1991 roku, czyli prawie 30 lat. Od 2006 roku regularnie startuję w zawodach - mówi "Interwencji" pani Magdalena. - Po urodzeniu lekarze nie dawali mi żadnych szans na przeżycie. Mówili, że jeśli przeżyję, to będę roślinką. To jest duże osiągnięcie dla mnie, że ja jeżdżę, prowadzę stajnie - dodaje.

 

- Ona jest wicemistrzynią polski w paraujeżdżaniu na poziomie pierwszym. Zawodnik posiada najwyższą niepełnosprawność i wolno mu wykonywać zadane elementy tylko i wyłącznie w stepie, czyli w tym najwolniejszym chodzie konia - wyjaśnia "Interwencji" Wanda Willim, osobista opiekunka pani Magdy na zawodach.

 

ZOBACZ: "Interwencja": Kupił samochód po zalaniu. Od lat próbuje odzyskać pieniądze

 

- Osoby jeżdżące na poziomie pierwszym takie jak Magda, to są najodważniejsi jeźdźcy na świecie! - uważa Jarosław Poręba, trener Kadry Narodowej Paraujeżdżenia.

 

- Gdy Magda jedzie na koniu i jest w stanie nim pokierować, wtedy staje się pełnosprawna. To jest magia jeździectwa i magia tego nieprawdopodobnego połączenia. Dwa serca, jedna dusza. Dlatego tak to kochamy - mówi Dominika Kraśko, trenerka.

Sześciokrotna mistrzyni bez śródstopia

Z kolei 45-letnia Monika Bartyś z Warszawy jest sześciokrotną mistrzynią Polski w paraujeżdżeniu. Sportowo jeździ od 10 lat. Jej ułomność jest znacznie mniejsza - nie ma śródstopia, ma zdeformowane dłonie.

 

- Nie mam śródstopia. Mój ortopeda twierdzi, że teoretycznie nie powinnam chodzić - mówi Monika Bartyś.

 

W tym roku jest w szczytowej formie, co potwierdzają jej ostatnie trofea - wygrane prestiżowe zawody w Niemczech i we Włoszech.

 

ZOBACZ: "Interwencja": Tomek został ciężko poparzony. Kto zawinił?

 

- Myślę że nigdy w życiu nie była w lepszej formie ponieważ szykowaliśmy się na Tokio. I Monika pojechał fenomenalnie bardzo trudne zawody w Niemczech, potem razem z koniem pojechała do Włoch na ogromne zawody, które również wygrała - mówi trenerka Dominika Kraśko.

 

Obie panie powinny właśnie przygotowywać się do największej imprezy w ich życiu. Polki były na liście rezerwowej na Igrzyska Paraolimpijskie w Tokio. Po rezygnacji dwóch państw, to im przypadały te miejsca. Tak się jednak nie stało. Dlaczego?

Polskie zawodniczki zostaną w domu

W wolne miejsca Międzynarodowa Federacja Jeździecka powinna wstawić w ramach relokacji dwie kolejne zawodniczki z rankingu, czyli Monikę i Magdę. Jednak Federacja wysłała do centralnej puli puste miejsca, które Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski przyznał Francuzkom i Irlandkom - ale już na zasadzie reklasyfikacji czyli z rankingu indywidualnego zasiliły pulę drużynową.

 

- Zakwalifikować się można drużynowo i to są wtedy cztery osoby, bądź indywidualnie, wtedy maksimum dwie. Zarówno Irlandczycy jak i Francuzi mieli już zakwalifikowanych po dwóch zawodników, więc decyzją Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego utworzyli drużynę, a do tej pory drużyny wchodziły z rankingu drużynowego - wyjaśnia pani Monika.

 

ZOBACZ: "Interwencja": lekarz stwierdził, że ciąża zagraża jej życiu. Kobieta urodziła zdrowe dziecko

 

- Nagle z indywidualnych stali się drużyną. To jest dla mnie sprzeczne z zasadami Fair Play - dodaje kobieta.

 

- W tym przypadku mamy do czynienia z rankingiem, tu nie ma mowy o uznaniowości. Dziewczyny były poza strefą możliwości wejścia na te redystrybuowane miejsca, ponieważ były niżej w rankingu od tych zawodniczek, które jadą - tłumaczy "Interwencji" Łukasz Szeliga, prezes zarządu Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego.

 

WIDEO - Polskie zawodniczki nie kryją żalu. Decyzja nie dopuściła do ich udziału w igrzyskach paraolimpijskich

 

Trener: nie postąpiono uczciwie

Innego zdania jest trener kadry, który uważa, że Polki powinny pojechać na paraolimpiadę.

 

- Nie postąpiono uczciwie. Tak się nie powinno zdarzyć. To jest zwykłe oszustwo, zrobiono taki trochę przekręt - stwierdził w rozmowie z "Interwencją" trener Jarosław Poręba.

 

- Monika i Magda nie pojadą do Tokio przez błędy administracyjne, które są kompletnie poza nami. To są bohaterki, to są kobiety, które potrafią tak nieprawdopodobnie pokonać swoje ograniczenia i pokazać się z jak najlepszej strony - mówi trenerka Dominika Kraśko.

 

ZOBACZ: Rozpacz w kamienicy. Dostali od księdza miesiąc na wyprowadzenie

 

- Duży żal. Olimpiada jest marzeniem każdego zawodnika - mówi "Interwencji" pani Magdalena.

 

Kolejne Igrzyska za trzy lata w Paryżu. Nasze mistrzynie - Monika i Magda jak na razie nie myślą o starcie. Chcą oswoić się z rozczarowaniem. Polski Związek Jeździecki złożył oficjalny protest. Odpowiedzi dotychczas nie ma.

 

- Za trzy lata jest kolejna olimpiada. Ale nie wiadomo jaki będzie nasz stan zdrowia. Koń jest teraz w formie. Nie wiem jak będzie za trzy lata. A nowego konia nie ma tak po prostu. Ja tego konia zdobyłam za pomocą zbiórki ludzi dobrej woli - kończy pani Magdalena.

hlk/Polsat News/"Interwencja"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie