Turcja: strażacy z Polski nadal gaszą. Nie udało się opanować pożarów

Świat
Turcja: strażacy z Polski nadal gaszą. Nie udało się opanować pożarów
Zespół prasowy KG PSP/kpt. Piotr Zwarycz
Duża grupa strażaków wraz ze sprzętem ma pomóc także w opanowaniu pożarów w Grecji.

W Turcji trwają działania polskich strażaków, którzy z pokładu helikoptera naszej policji pomagają tłumić ogień, który trawi lasy wysoko w górach. Sytuacja jest jednak trudna, bo warunki do powstawania zarzewi są sprzyjające - jest gorąco i sucho. Polscy ratownicy uważają, że zagrożenia nie uda się opanować dopóki nie zacznie padać deszcz. Pożary trawią także Grecję - tam także pomagają Polacy.

- Pożar cały czas nie jest kontrolowany, a warunki do powstawania i rozwoju takich pożarów są wręcz idealne - powiedział dowódca polskich strażaków w Turcji mł. bryg. Grzegorz Borowiec z Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej. Dodał, że w poniedziałek strażacy wykonali w sumie 41 zrzutów wody.

Polacy gaszą w wysokich górach

Z kolei we wtorek - według informacji Komendy Głównej państwowej Straży Pożarnej - takich zrzutów wody z użyciem helikoptera Black Hawk polskiej policji wykonano 49. We wtorek grupa polskich policjantów i strażaków od rana prowadzi działania gaśnicze na terenie prowincji Mugla, w sąsiedztwie miejscowości Otman, gdzie jest największy pożar w okolicy. Jak powiedział dowódca polskich strażaków w Turcji mł. bryg. Grzegorz Borowiec, pożar nie został jeszcze opanowany.

 

ZOBACZ: "Wygląda to jakby była noc". Polscy strażacy o sytuacji w Turcji

 

Każdy ze zrzutów wazy około 3 ton.

 

- Dzisiaj występują bardzo ciężkie warunki pogodowe, w dzień było czterdzieści kilka stopni Celsjusza. Taka temperatura to duże obciążenie dla maszyny. Trzeba bardzo uważać, zwłaszcza kiedy latamy w okolicach wysokich gór i nad palącym się terenem. Występują tam bowiem dodatkowo zawirowania powietrza co powoduje, że może brakować mocy - powiedział Borowiec.

 

Według władz w Turcji większość pożarów, które szalały w 50 prowincjach, została już opanowana. Tureckie służby we wtorek walczyły jedynie z dwoma pożarami na wybrzeżu Morza Egejskiego, wokół Milas i Koycegiz w prowincji Mugla.

 

Idealne warunki dla ognia

Polscy strażacy napotkali na miejscu znaczne trudności. - Warunki do rozwoju pożarów są idealne. To gęsta i sucha roślinność porastająca zbocza, brak dróg dojazdowych, wysokość, temperatura, brak deszczu od wielu dni. To tworzy idealne warunki do rozwoju pożarów. Wybuchają one non stop w coraz to nowych miejscach i tak naprawdę raczej do czasu, kiedy spadnie deszcz ciężko je będzie opanować - ocenił dowódca polskiej grupy interwencyjnej.

 

Polska grupa złożona z policyjnych lotników i strażaków w Turcji pozostanie najprawdopodobniej do 15 sierpnia.

 

ZOBACZ: Grecja. Dwie ofiary śmiertelne pożarów. Pomogą polscy strażacy

 

W sobotę wieczorem do tureckiej miejscowości Dalaman dotarła trzyosobowa grupa strażaków, która w piątek wyruszyła z Polski drogą lądową. Strażacy zabrali m.in. sprzęt potrzebny do gaszenia pożarów ze śmigłowca, m.in. duży zbiornik na wodę o pojemności 3 tys. litrów, mniejszy zbiornik o pojemności 1,5 tys. litrów zabrano na pokładzie policyjnego śmigłowca S-70i Black Hawk, który do Turcji wyleciał w sobotę nad ranem z lotniska Warszawa-Babice. Na pokładzie było ośmiu policyjnych lotników oraz trzech strażaków.

 

Tureccy strażacy wraz ze wsparciem z Chorwacji, Hiszpanii, Ukrainy, Rosji, Azerbejdżanu i Iranu już od ponad tygodnia walczą z pożarami lasów na południowym wybrzeżu kraju. Pomoc zadeklarowała także Grecja, z którą Turcja ma napięte stosunki dyplomatyczne.

Polacy pomagają w Grecji

Także w Grecji działa polska misja strażaków - w sumie 46 pojazdów i 143 ratowników. Według greckiej straży pożarnej siły rozmieszczone w północnej części Eubei zostały wzmocnione we wtorek i wzrosły do 870 strażaków, z których wielu przybyło z Cypru, Słowacji, Polski, Serbii, Ukrainy i Rumunii. Zmobilizowano 17 bombowców wodnych oraz osiem samolotów, w tym trzy francuskie Canadair. Z innych krajów do walki z pożarami wysłanych zostało tam prawie 1000 strażaków, dziewięć samolotów i 200 pojazdów.

 

Mieszkańcy strawionych przez ogień obszarów Grecji naciskają jednak na rząd w sprawie uruchomienia większych zasobów do walki z żywiołem. Grecy mówią otwarcie o największej w historii katastrofie ekologicznej, a ich nastrojów nie poprawiły przeprosiny premiera Kyriakosa Micotakisa, który zapewnił, że wszystkie niedociągnięcia jego rządu zostaną wyjaśnione po opanowaniu sytuacji.

 

ZOBACZ: Kalifornia. Krajobraz jak po apokalipsie. Dym z ogromnych pożarów zagraża życiu

 

W sumie w całym kraju odnotowano do tej pory ponad 500 pożarów, które doprowadziły do ewakuacji kilkudziesięciu wiosek i tysięcy osób.

 

Według greckiej straży przybrzeżnej ponad 3 tys. osób zostało ewakuowanych drogą morską z Eubei, której północna część rozgorzała pożarami 3 sierpnia pod wpływem wysokich temperatur.

 

Władze Grecji we wtorek oceniły, że na wyspie "sytuacja jest znacznie lepsza", ale strażacy, wspomagani przez wielu ochotników, nadal walczyli o to, aby pożar nie dotarł do Istiai, 7-tysięcznego miasta, które nie zostało jeszcze ewakuowane. Walka z ogniem trwa także na drugiej co do wielkości wyspie Grecji, Eubei. Kolejnych 20 wiosek w greckiej Arkadii na Peloponezie dostało we wtorek nakaz ewakuacji.

hlk/PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie