Handel fałszywymi dyplomami. Prokuratura nie przesłuchała nikogo w tej sprawie. Strony zabrały głos

Polska
Handel fałszywymi dyplomami. Prokuratura nie przesłuchała nikogo w tej sprawie. Strony zabrały głos
Polsat News/PAP/Grzegorz Michałowski
Głównym podejrzanym o handel dyplomami jest naukowiec Zbigniew D.

Za pieniądze można wszystko, nawet zostać magistrem. Gdańska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie handlu podrabianymi dyplomami. Głównym podejrzanym jest naukowiec Zbigniew D. W sprawie przewijają się nazwiska piłkarzy takich jak Lewandowski, Milik czy Góralski, ale nie wiadomo, czy sami nie są też ofiarami tego procederu.

Portal Onet.pl poinformował w środę, że prokuratura w Gdańsku prowadzi śledztwo w sprawie handlu podrabianymi dyplomami studiów, a główny podejrzany, naukowiec Zbigniew D. przyznał się do winy.

 

ZOBACZ: Handel fałszywymi dyplomami. MEiN: zwrócimy się do rektora UNS w Łodzi o wyjaśnienie

 

Podano, że w jego telefonie odnaleziono też zdjęcia świadectw i dyplomów, wystawionych na nazwiska czołowych polskich piłkarzy, m.in. Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika, Piotra Świerczewskiego i Jacka Góralskiego.

Proponował Lewandowskim dyplom bez uczestnictwa w zajęciach

- Z materiałów zabezpieczonych przez śledczych wynika, że Zbigniew D. miał przygotowany dyplom magisterski z 2018 r. dla Roberta Lewandowskiego z pieczątką Uczelni Nauk Społecznych oraz podpisem żony doktora D. - napisał portal.

 

ZOBACZ: "Jesteś najlepszym kibicem". Robert Lewandowski odpowiedział na list dziewięciolatka

 

Według Onetu, Zbigniew D. miał korespondować z piłkarzami, ich rodzinami i znajomymi na temat wystawiania fałszywych dyplomów. Dr D. miał proponować Robertowi Lewandowskiemu i jego żonie dyplom bez uczestnictwa w zajęciach.

 

- Według mojej wiedzy, jeśli chodzi o Roberta Lewandowskiego, to bronił on pracę magisterską na tej uczelni - powiedział Wojciech Bijas, adwokat Zbigniewa D. Rzeczniczka kapitana polskiej reprezentacji odnosząc się do sprawy przypomniała, że Robert Lewandowski ma dyplom uczciwie zrobiony na innej uczelni.

"Nie mam matury"

- Robert Lewandowski ukończył studia w Wyższej Szkole Edukacji w Sporcie w Warszawie 2020 roku i obronił pracę magisterską, o czym publicznie informował. O prowadzonym postępowaniu dowiedzieliśmy się z mediów, nie komentujemy jej publicznie, a jeśli będzie taka potrzeba, wszelkich informacji udzielimy uprawnionym organom - powiedziała Monika Bondarowicz, rzeczniczka Anny i Roberta Lewandowskich.

 

W sprawie fałszywych dyplomów pojawiają się także inni piłkarze, w tym Arkadiusz Milik i Jacek Góralski. Pierwszy nie odpowiedział na prośby o komentarz. Drugi wyjaśnił, że to jest niemożliwe, bo nawet nie ma matury.

"Nie ma takiego zarzutu"

- Mój klient (Zbigniew D.) zaprzecza, że podrabiał dyplomy sportowców lub osób znanych, w tym te, które są wymieniane w mediach. Zwracam uwagę, że nie ma on takiego zarzutu - powiedział Wojciech Bijas, adwokat Zbigniewa D. 

 

WIDEO: Handel dyplomami. Materiał Polsat News

 

 

Pracownicy łódzkiej uczelni odsyłają dziennikarzy Polsat News do oświadczenia, w którym napisali, że "artykuł zawiera sugestię, jakoby w Uczelni Nauk Społecznych miało dochodzić do "fałszowania" lub "kupowania" dyplomów. Przekaz ten został zmanipulowany i nie odpowiada prawdzie. Uczelnia Nauk Społecznych dochowuje wszelkiej staranności w kształceniu" - napisała uczelnia.

 

ZOBACZ: "Edukacji nie można w żaden sposób upolityczniać i ideologizować". Czarzasty o działaniach Czarnka

 

Włodzimierz Bernacki, wiceminister Edukacji i Nauki powiedział Polsat News, że ministerstwo zwróciło się do rektor o złożenie obszernych i bardzo wnikliwych wyjaśnień. - Jeśli doszło do złamania prawa, dyplomy będą unieważnione - podkreślił wiceminister.

Rektor stanie przed komisją?

Bernacki zaznaczył w środę, że "wydawanie dyplomów leży w gestii uczelni". - Jeśli rektor będzie miał informacje, że te dyplomy zostały wydane w nieuczciwy sposób, to powinien działać od razu i natychmiast - dodał wiceminister.

 

Bernacki podkreślił przed dwoma dniami, że "jeśli rektor UNS nie podejmie takich działań, to ministerstwo wystąpi z działaniami dyscyplinującymi, a więc postawienia rektora przed Komisją Dyscyplinarną przy Ministrze Edukacji i Nauki".

Przedłużone śledztwo

Onet podał, że Zbigniew D. był kanclerzem prywatnej Uczelni Nauk Społecznych w Łodzi. Z tą szkołą są także związani najbliżsi dr. D. "Rektorem uczelni jest jego żona Urszula, zaś w szkole pracują także jego dwaj synowie — Piotr jest kanclerzem, a Karol, w przeszłości bramkarz piłkarski, pracuje w uczelnianej administracji" - podkreślono.

 

Rektorem Uczelni Nauk Społecznych w Łodzi jest dr hab. Urszula Anna Domżał.

 

Onet.pl przekazał, że "ani policja, ani prokuratura nie przesłuchały dotąd nikogo z piłkarzy ani żadnej znanej postaci spośród osób przewijających się w korespondencji dr. Zbigniewa D". Śledztwo gdańskiej prokuratury i tamtejszej Komendy Wojewódzkiej Policji zostało niedawno przedłużone do końca października.

 

aml/polsatnews.pl/Onet
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie