To miał być rutynowy, prosty zabieg. 62-latka zmarła

Polska
To miał być rutynowy, prosty zabieg. 62-latka zmarła
Interwencja Polsat

62-letnia pani Elżbieta trafiła do szpitala na zabieg korekty odźwiernika żołądka. Po kilku dniach stan kobiety zaczął się pogarszać. W ciągu miesiąca przeszła cztery operacje - jedną planową, trzy ratujące życie. Niestety jej życia nie udało się uratować. Sprawą zajmuje się prokuratura. Materiał "Interwencji".

Pan Bogdan nie tak wyobrażał sobie zbliżającą się emeryturę. Mężczyzna miał spędzać czas ze swoją ukochaną żoną Elżbietą. Kobieta 14 lutego trafiła do szpitala MSWiA w Bydgoszczy, gdzie przeszła zabieg korekty odźwiernika żołądka. Miał to być rutynowy, prosty zabieg.

 

- Mama miała wymaz  robiony na Covid-19. Musi być informacja, że jest negatywny. Następnie w niedzielę rano tata zawiózł ją do szpitala. Nie mógł z nią oczywiście wejść, musieli się pożegnać na korytarzu. Rodzina nie mogła odwiedzać mamy ani na początku, ani w trakcie pobytu - opowiada "Interwencji" córka pani Elżbiety, Dominika Adamska.  

 

ZOBACZ: Czekała na karetkę kilkadziesiąt minut. 60-latka zmarła. Kontrola w pogotowiu  

 

- Operacja była 15 lutego, w poniedziałek o 8 rano. Po 2 czy 3 godzinkach żona zadzwoniła na komórkę i powiedziała, że jest już po zabiegu. Z tego, co wiem, operacja trwała 40 minut - powiedział mąż kobiety, Bogdan Adamski.

"Wymiotowała czarną mazią"

Trzy dni po zabiegu wyjęto pani Elżbiecie sondę, która miała za zadanie usuwać wydzieliny z żołądka. Na drugi dzień 62-latka odczuwała już nieprzyjemne dolegliwości.

 

- Mama zadzwoniła do mnie, że bardzo słabo się czuje. Mówiła, że ma ciśnienie 90/50, że oddycha jak rybka, że wszystko ją boli. Tłumaczyła, że lekarze kładą nacisk na to, żeby chodziła, a ona nie jest w stanie chodzić, bo ma nogi jak z waty - twierdzi druga córka pani Elżbiety, Agnieszka Adamska.

 

Stan pani Elżbiety zaczął się pogarszać. Kobieta wymiotowała czarną mazią.

 

WIDEO: Cały materiał "Interwencji"

 

"Lekarze nie zrobili absolutnie nic"

- Jak człowiek wymiotuje skrzepami i krwią, to znaczy, że coś się w jego organizmie dzieje, ma jakiś krwotok i zapewne już ma początki zapalania otrzewnej - powiedziała Dominika Adamska.

Zdaniem rodziny, szpital nie zrobił nic, aby uratować panią Elżbietę.

 

- Lekarze nie zrobili absolutnie nic. Lekarz wsadził sondę, po czym dwa worki tej samej treści, którą wymiotowała, zeszły i na tym się skończyło - dodała Dominika Adamska.

Po bezskutecznej operacji, stwierdzono u niej COVID-19

To jednak nie był koniec problemów. Tydzień po pierwszym zabiegu pani Elżbieta ponownie trafiła na stół operacyjny. Na dodatek 25 lutego, po dwóch daniach pobytu na intensywnej terapii, stwierdzono u niej COVID-19.

 

- Druga operacja nie wniosła zbyt wiele do poprawy i funkcjonowania, szwy pękały w środku, na zewnątrz szew był w ropie. Po trzeciej operacji lekarz wiedział, że będzie potrzebna czwarta. Niestety jej nie uratowali - mówi Agnieszka Adamska.

 

18 marca 62-latka zmarła. W karcie zgonu lekarz medycyny sądowej wpisał podejrzenie SARS-CoV-2. Sprawą zajmuje się obecnie rzecznik praw pacjenta i prokuratura.

Sprawą zajmuje się prokuratura

- Prokurator podjął decyzję o zabezpieczeniu kompleksowej dokumentacji medycznej, która zawiera opis diagnozy i leczenia zmarłej. Oczywiście trwają czynności ze świadkami, przesłuchiwane są osoby, które brały udział w procesie zarówno diagnozy jak i leczenia pokrzywdzonej - przekazała Agnieszka Adamska-Okońska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.

 

- Prokurator zasięgnie opinii niezależnego zespołu biegłych celem zweryfikowania prawidłowości postępowania medycznego w stosunku do pani Elżbiety - dodała Adamska-Okońska.

"Mam nadzieję, że będzie sprawiedliwość w sprawie mojej mamy"

- Mam żal do lekarzy, którzy mieli się zaopiekować mamą, a zbagatelizowali objawy i kazali jej tylko chodzić. Mam żal, że nie zostały zrobione odpowiednie badania krwi, że nie zostało zrobione badanie USG, nie został zrobiony rentgen jamy brzusznej - mówi Agnieszka Adamska.

 

"Interwencja" zwróciła się do szpitala MSWiA w Bydgoszczy z prośbą o wypowiedź.

"Do czasu zakończenia postępowania, wypowiedź przed kamerą nie jest możliwa. Tak że na tym etapie nie będzie odpowiedzi na zadane przez Panią pytania" - odpowiedział w mailu przesłanym do redakcji Marek Lewandowski, dyrektor SP WZOZ MSWiA w Bydgoszczy.

- Jestem rozżalona, zła. Żałuję, że jej tutaj z nami nie ma. Mam nadzieję, że będzie sprawiedliwość w sprawie mojej mamy i będziemy w stanie tę prawdę udowodnić - podsumowała Agnieszka Adamska.

kmd/"Interwencja"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie