Włamanie do skrzynki Michała Dworczyka. Fala komentarzy. Opozycja pyta, jakie dokumenty wyciekły

Polska
Włamanie do skrzynki Michała Dworczyka. Fala komentarzy. Opozycja pyta, jakie dokumenty wyciekły
KPRM/ Krystian Maj
Szef KPRM Michał Dworczyk

Włamanie na prywatną skrzynkę pocztową i social media szef KPRM Michała Dworczyka momentalnie stało się tematem politycznym. Opozycja nie zostawia suchej nitki na służbach specjalnych, krytykuje także rząd i chce zwołania sejmowych komisji. Posłowie chcą wiedzieć, jakie dane wyciekły. Dworczyk zapewnia, że nie miał na mailu żadnych tajnych informacji.

Informacja o włamaniu na skrzynkę pocztową ministra Michała Dworczyka stała się jednym z najważniejszych politycznych tematów środy. 

Krytyka ze strony opozycji

Politycy opozycji krytykują zarówno służby specjalne, które ich zdaniem nie działają właściwie, a także samego Dworczyka za to, że wykorzystywał prywatną skrzynkę do załatwiania służbowych (państwowych) spraw. 

 

ZOBACZ: "To mogła być prowokacja". Gowin o włamaniu na skrzynkę mailową Dworczyka

 

- Jest to sytuacja niebywała, iż w Polsce, kraju Unii Europejskiej, praktycznie nie mamy kompletnie zabezpieczenia kontrwywiadowczego. Widać służby leżą, państwo jest z dykty - ocenił w trakcie konferencji prasowej poseł KO Paweł Olszewski. Podkreślał, że "nie wiemy, jakie dane zostały ukradzione i jakie czynności zostały podjęte, aby wyjaśnić tę sytuację". 

 

Dlatego posłowie KO domagają się zwołania posiedzenia sejmowych komisji: ds. służb specjalnych, a także cyfryzacji oraz administracji i spraw wewnętrznych. - Obywatele mają prawo wiedzieć, co się dzieje z państwowymi danymi, co się dzieje z informacjami o ważnym znaczeniu dla państwa - przekonywał rzecznik PO Jan Grabiec, zwracając przy tym uwagę, że niedawno wyciekły dane 20 tys. funkcjonariuszy, a także na finansowanie przez państwo systemu do inwigilacji Pegasus.  

 

"Aż tyle pieniędzy rozkradziono lub zmarnowano w państwie PiS, że nie ma ich już nawet na zabezpieczenie aktywności w sieci kluczowych osób w państwie? Co jeszcze mogli wykraść hakerzy, którzy wrzucili informacje z poczty Dworczyka na rosyjski komunikator?" - napisała na Twitterze posłanka KO Kamila Gasiuk-Pihowicz. 

 

Głos zabrał dziś także Robert Winnicki z Konfederacji. - Cyberprzestrzeń stała się polem walki. Polskie służby muszą pracować nad tym, by najważniejszym osobom w państwie zapewnić bezpieczeństwo. Nie powinno do tego dojść. Najważniejsze osoby w państwie powinny być objęte nadzorem. Jak widać mamy w tym zakresie bardzo poważne luki - ocenił. 

 

- Dlaczego szef KPRM, tak ważna osoba w Polsce, posługuje się prywatną pocztą do korespondencji służbowej? - pytała w "Graffiti" szefowa koła Polska 2050 Hanna Gill-Piątek. Zwróciła uwagę, że parlamentarzyści nie mają szkoleń z cyberbezpieczeństwa. - Gdy przechodziliśmy na "Sejm tabletowy", nasze certyfikaty były nieaktualne - podkreślała. 

 

Politycy PiS bronią Dworczyka. - Niestety, zdarza się to wszędzie na świecie, więc zdarza się też u nas; widocznie hakerzy okazali się sprawniejsi niż służby - stwierdził szef klubu PiS Ryszard Terlecki.

"Reżim nie cofnie się przed niczym"

Minister Dworczyk zapewnił w oświadczeniu, że w skrzynce "nie znajdowały się żadne informacje, które miały charakter niejawny, zastrzeżony, tajny lub ściśle tajny". 

 

Media informują, że wyciekło m.in. CV szef Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, a także skany dowodu osobistego i prawa jazdy Michała Dworczyka - nie wiadomo, czy są autentyczne. 

 

"Materiały, które zostały opublikowane nie były niejawne, klauzulowane, itp. To sprawa oczywista (np. dokumenty publicznie dostępne - zgłoszenie do wykazu prac rządu). Narracje o ujawnieniu "tajnych" informacji wpisują się w działania dezinformujące" - stwierdził szef rządowego Centrum Analiz Strategicznych Norbert Maliszewski.

 

W obronie Michała Dworczyka stanął także Pawieł Łatuszka, białoruski polityk, były minister i ambasador Białorusi. "Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że atak wymierzony w ministra Michała Dworczyka, wspierającego działania na rzecz Wolnej Białorusi, to przykład szeroko zakrojonej dezinformacji. Codziennie walczymy z tym zjawiskiem. Reżim nie cofnie się przed niczym" - napisał na Twitterze. 

Rosyjskie symbole w metadanych plików pochodzących prawdopodobnie z konta Dworczyka

"Kilka dni temu ktoś włamał się na konto Michała Dworczyka, szefa kancelarii polskiego premiera. Ściągnięte z niego poufne dane hakerzy opublikowali na jednym ze swoich kanałów na platformie Telegram. W metadanych opublikowanych plików są rosyjskie symbole" – twierdzi białoruski bloger i aktywista z kanału Nexta.

 

Jego zdaniem jest to kolejny "atak ze strony państwa związkowego (Białorusi i Rosji – red.)". "Nie ma co do tego wątpliwości, biorąc pod uwagę kampanię dezinformacyjną zorganizowaną przez białoruską propagandę, porwanie samolotu z (białoruskim opozycyjnym dziennikarzem) Ramanem Pratasiewiczem i nieskuteczne próby rozpoczęcia handlu więźniami politycznymi z Zachodem" – ocenia autor kanału Nexta na Telegramie.

 

Wskazuje, że w ostatnim czasie doszło do włamań na konta innych polityków, z których następnie publikowano obraźliwe treści pod adresem opozycji białoruskiej i jej liderki Swiatłany Cichanouskiej. Celem ataków mają być również konta organizacji mniejszości białoruskiej w Polsce – Białoruski Dom oraz autorów Nexta.

 

Nexta to opozycyjny kanał w komunikatorze Telegram, prowadzony przez mieszkającego w Polsce Białorusina Sciapana Puciłę. Władze Białorusi uznały go za "ekstremistyczny", a samego Puciłę ścigają za "organizowanie" protestów. 

jo/ sgo/polsatnews.pl/PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie