Pożar w hotelu zamiast "wakacji marzeń". Biuro podróży nie bierze odpowiedzialności

Polska
Pożar w hotelu zamiast "wakacji marzeń". Biuro podróży nie bierze odpowiedzialności
Polsat News
Turyści nie zgodzili się na hotel zastępczy po pożarze

To miały być wakacje marzeń na Zanzibarze. Odskocznia od trudnych miesięcy pandemii. Skończyło się ucieczką z płonącego hotelu, ratowaniem życia, a później niemałą opłatą za hotel z własnej kieszeni. Polscy turyści walczą z biurem podróży TUI. Materiał "Interwencji".

- Wakacje marzeń zamieniły się w jeden wielki koszmar. Nazywałam to piekłem na Ziemi – mówi Anna Łosiak. Na egzotyczne wakacje pojechała z mężem, dziećmi i dalszą rodziną. Do dziś ciężko im wspominać to, co działo się styczniowej nocy tego roku.

"Zostalibyśmy tam na zawsze"

- To był koszmar, kiedy wyciągaliśmy dzieci z ognia. Paliło się naprzeciwko naszego pokoju. Moja siostra nas obudziła, bo my tego nie widzieliśmy, były zasłony. Gdyby nie ona, to zostalibyśmy tam na zawsze. Dwie osoby z obsługi usiłowały polewać nasz budynek wodą, ale to nie leciało na budynek, bo węże były podziurawione jak ser szwajcarski – wspomina.

 

ZOBACZ: Rok 2020 najgorętszym w historii Hiszpanii

 

Jak twierdzą turyści, na miejscu nie dostali żadnej pomocy. - Staliśmy przed pokojem i zastanawialiśmy się, gdzie uciekamy: na plażę czy do recepcji. Siostra przypomniała sobie, że na plaży na Zakynthos zaczadzieli ludzie. W recepcji, stojąc parę minut, zobaczyliśmy, że ten ogień idzie na nas. Nikogo nie było z obsługi, pamiętam tylko krzyk ludzi. Nie mieliśmy wody, dzieci płakały, chciały chociaż łyk. Wszędzie było ciemno, na całej wyspie nie było prądu – wspomina.

 

WIDEO: Miały być wakacje marzeń, jest traumatyczny wyjazd. Turyści chcą zwrotu pieniędzy

  

 

- To była totalna improwizacja, nie było żadnych osób, które by nas kierowały, które by mówiły, gdzie jest droga ewakuacyjna, w którym kierunku podążać. Planowaliśmy wspaniałą wycieczkę w tych trudnych covidowych czasach. Chcieliśmy pokazać dzieciom trochę słońca, radości, a jak się skończyło, to nie życzyłbym tego nikomu - opowiada Rafał Izak.

Zakwaterowanie zastępcze

Turyści postanowili działać. Na własną rękę szukali pomocy i nowego hotelu, gdzie mogliby się schronić. Na propozycję biura podróży się nie zgodzili.

 

- Zaproponowali nam hotel, ale o niższym standardzie, a wcześniej dostałam informację, że będziemy zakwaterowani do hotelu o tej samej kategorii, jaką wykupiliśmy. Po kilku godzinach dostaliśmy informację, że proponują nam hotel z dwuosobowymi pokojami „w miarę możliwości blisko siebie”. Zapytałam, jak to jest możliwe, jak moje dzieci same boją się pójść do toalety – wspomina Anna Łosiak.

 

- Ponieśliśmy cały koszt dalszego pobytu. Za hotel, za wyżywienie… Nie potrafimy tego zrozumieć, dostaliśmy pismo, że decyzja o pobycie w tym hotelu była naszą indywidualną – dodaje Rafał Izak.

Tylko z Polakami

Biuro podróży TUI za hotel wybrany przez turystów nie chce zwrócić pieniędzy. A każda rodzina zapłaciła dodatkowo za resztę pobytu po 15 tysięcy złotych. Poprosiliśmy biuro podróży o komentarz w tej sprawie. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

 

ZOBACZ: Niepełnosprawna mieszka w ruinie domu. MOPS: nie mamy pola do popisu

 

- Osób z TUI, które wysłały nam te piękne pisma, tam nie było. To, co napisały, nie ma żadnego pokrycia. One nic nie wiedzą. Oni nas zbyli i praktycznie zostawili bez żadnej pomocy – komentuje Paweł Łosiak.

 

- Zadałam pytanie, czy tak samo by postąpili z turystami z Niemiec, bo mam wrażenie, że nie. Że postępują tak z nami Polakami – dodaje Anna Łosiak.

pdb/ sgo/Polsat News, Polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie