Zdjęcia Ewy Kopacz po katastrofie smoleńskiej. Lawina komentarzy

Polska
Zdjęcia Ewy Kopacz po katastrofie smoleńskiej. Lawina komentarzy
Polsat News/Twitter/Patryk Jaki
Opublikowano zdjęcia z prosektorium, na których widać ówczesną minister zdrowia Ewę Kopacz, w towarzystwie m.in. pracowników zajmujących się przenoszeniem ciał ofiar katastrofy.

Relacje i zeznania świadków dotyczące katastrofy smoleńskiej ukazano w filmie dokumentalnym "Stan zagrożenia" wyemitowanym w niedzielę wieczorem w TVP. W materiale pojawiły się zdjęcia ówczesnej minister zdrowia, które wywołały lawinę komentarzy. "Słodkie foto z moskiewskiego prosektorium z ciałem ofiary. Brakuje słów" - napisał Patryk Jaki. Zdaniem posłów KO, zdjęcia "nie są dowodem na nic".

Jak poinformowano, film wyreżyserowany przez Ewę Stankiewicz został oparty na dokumentach Naczelnej Prokuratury Wojskowej i raporcie technicznym podkomisji do planowego zbadania wypadku lotniczego. Emisja tego filmu była wielokrotnie przekładana.

 

ZOBACZ: "Niefrasobliwy". Ziobro o stosunku Tuska do śledztwa smoleńskiego

 

"W ostatnim niewygłoszonym przemówieniu, prezydent Lech Kaczyński podkreślał, że zabicie elity miało zniszczyć państwo polskie i utorować drogę Rosji sowieckiej do podboju Europy. Zdolność powiedzenia prawdy o tym, kto zabił, uważał za fundament naszej suwerenności" - oświadczono w filmie.

 

"Zagrożenie dla Polski"

 

W dokumencie ukazano kontekst polityczny i stan relacji polsko-rosyjskich przed katastrofą smoleńską w 2010 r. "Lech Kaczyński prezydent Polski, kraju uzależnionego od Rosji przez niemal dwa poprzednie wieki, w 2010 r. dostrzegał odradzające się imperium rosyjskich służb specjalnych. Napad Rosji na Gruzję, uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu, kłamstwa i wypieranie się mordów na Polakach podczas II wojny światowej we współpracy sowietów z hitlerowskimi Niemcami, prezydent Lech Kaczyński postrzegał jako zagrożenie dla Polski" - podkreślili autorzy filmu.

 

ZOBACZ: Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Wassermann: idziemy do prokuratury

 

Zwrócono uwagę, że TU-154M, na krótko przed katastrofą przeszedł remont przeprowadzony w Rosji, przez firmę, której właścicielem był oligarcha zaprzyjaźniony z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. "Wiemy, że jeżeli nie było ochrony samolotu w Samarze to można było z tym samolotem zrobić i włożyć do niego cokolwiek się chciało i gdzie chciało" - powiedział Tomasz Grudziński, były zastępca szefa BOR.

 

Ukazana w filmie wirtualna symulacja wskazała, że w punkcie pod podłogą salonki generalskiej Tupolewa w górnym rogu baku paliwowego znajdowało się epicentrum eksplozji, która - w założeniu autorów - miała mieć miejsce w Smoleńsku. Podkreślono, że im bliżej tego punktu, tym większe rozdrobnienie konstrukcji samolotu, a szczątki salonki generalskiej zostały rozrzucone na całym wrakowisku.

 

Tzw. pancerna brzoza

 

Tomasz Ziemski, specjalista podkomisji cytowany w filmie, powiedzą, że zbadał tezę, zgodnie z którą skrzydło samolotu miało uderzyć w tzw. pancerna brzozę. "Okazało się, że poszycie górne zamiast być zgniatane przez pień drzewa od skrzydła, które na niego napierało, to te odłamki wybrzuszały, się wywijały się na zewnątrz do góry, a dolne zawijały się w loki powybuchowe na zewnątrz do dołu. To zupełnie zmienia obraz niszczenia końcówki tego skrzydła" - powiedział ekspert.

 

Z ujawnionych w filmie protokołów przesłuchań jednego ze świadków obecnych na lotnisku w Smoleńsku wynika, że słyszał on podczas katastrofy huki i detonacje. Inny świadek mówił z kolei o dźwiękach trzech wybuchów.

 

Autorzy wskazywali też na zaniedbania, które ich zdaniem miały miejsce po katastrofie. Zwrócono uwagę, że polscy śledczy przybyli na wrakowisko po 11 godzinach od wypadku. Jak dodano, Rosjanie skończyli już wówczas niektóre prace i wysłali część ciał do Moskwy.

 

Zdjęcia Ewy Kopacz

 

Cytowany w dokumencie specjalista medycyny ratunkowej, który był dzień po katastrofie w Moskwie, powiedział, że podczas identyfikacji ciał w prosektorium polscy medycy sądowi nie uczestniczyli w samych sekcjach. Ukazano przy tym zdjęcia z prosektorium, na których widać ówczesną minister zdrowia Ewę Kopacz, w towarzystwie m.in. pracowników zajmujących się przenoszeniem ciał ofiar katastrofy.

 

Na jednej z fotografii widać czarny worek położony na noszach.

 

"Dziś ujawnione w filmie E. Stankiewicz słodkie foto z moskiewskiego prosektorium z ciałem ofiary katastrofy smoleńskiej. Brakuje słów" - napisał na Twitterze Patryk Jaki.

 

 

"Nie było zamachu. Nie przeżyły trzy osoby. Ale nie o to chodzi. Miał szokować obrazem. Przekroczeniem etycznych granic twórców. Ich brakiem elementarnej empatii. Otwarte trumny. Prosektorium. Czy kolejny pokaże ekshumacje Macierewicza bez zgody rodzin ofiar? Czas powiedzieć: Dość!" - napisał na Twitterze Michał Szczerba.

 

 

"TVP ujawniło dziś zdjęcia Ewy Kopacz z prosektorium w Moskwie. Na obu zdjęciach uśmiechają się osoby stojące obok Kopacz. Kto zrobił te zdjęcia w Moskwie? Gdzie były do tej pory? Dlaczego pojawiły się gdy mamy napiętą sytuacje na Ukrainie? Mamy prawo wiedzieć!" - napisał poseł Lewicy, Maciej Gdula. 

 

 

"Zdjęcia nie są dowodem na nic"

 

O zdjęcia te byli na poniedziałkowej konferencji pytani szef klubu KO Cezary Tomczyk i rzecznik Po Jan Grabiec.

 

- Możemy tylko podziękować całemu polskiemu państwu, że stanęło wtedy na wysokości zadania, że ludzie, którzy wyjaśniali przyczyny tej katastrofy znaleźli się na tym miejscu od razu - powiedział Tomczyk.

 

- Pani premier Kopacz była tam na miejscu, aby z rodzinami na samym początku mieć absolutny kontakt, przypomnę, że dziękował jej też Jacek Sasin - zaznaczył.

 

- Jeżeli chce się z czegoś takiego robić jakiś dowód, to najlepiej świadczy o tych, którzy ten dowód chcą przeprowadzić. Z uśmiechniętego Jarosława Kaczyńskiego na miesięcznicy smoleńskiej nie wynika dokładnie nic - powiedział Tomczyk.

 

- To bulwersujące, że po 11 latach od katastrofy smoleńskiej są środowiska, które chcą grać politycznie na tej tragedii - powiedział Jan Grabiec.

 

Dodał, że wiele osób pamięta "kto w tamtym czasie pojechał do Moskwy z rodzinami ofiar i wspierał te rodziny", a "kto w dniu katastrofy wyjeżdżał ze Smoleńska i wracał w strachu do Polski". - Ci co rzucają oskarżenia powinni zrobić rachunek sumienia - podkreślał rzecznik PO. 

 

"Udział osób trzecich nie został zbadany"

 

Jeden z ekspertów podkomisji, mąż reżyserki dokumentu Glenn Jorgensen powiedział, że teraz potrzebne jest rzeczywiste i niepolityczne zarządzanie pracami, żeby można było zakończyć i udokumentować to dochodzenie zgodnie z międzynarodowymi standardami.

 

"Pomimo oficjalnego dokumentu państwa polskiego, raportu technicznego, który wskazuje, że przyczyną rozpadu samolotu były eksplozje, udział osób trzecich nigdy nie został realnie zbadany, a pytania o zamach są piętnowane i ośmieszane" - wskazali autorzy.

 

W dokumencie zacytowano też wypowiedź Magdaleny Merty, żony jednej z ofiar katastrofy. - Uważamy, że mamy prawo pytać, czy ich zabito. Nawet jeżeli w kimś będzie takie pytanie budziło pusty śmiech - powiedziała kobieta.

msl/Polsatnews.pl/PAP/Interia
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie