Chcą odwołania lockdownu. Kluby fitness pogrążone w długach

Biznes
Chcą odwołania lockdownu. Kluby fitness pogrążone w długach
pixabay/ zdjęcie ilustracyjne
Dla branży fitness początek roku był zawsze najbardziej udany finansowo. Tym razem tak nie jest

Łączne należności branży fitness w 2020 roku wzrosły niemal o jedną czwartą. Kluby rozpoczęły ten rok z zadłużeniem sięgającym ponad 7,7 mln zł, a - traktowani osobno - trenerzy i instruktorzy mają do oddania 6,4 mln zł. Rekordzistą wśród zadłużonych jest warszawska spółka z o.o., która powinna spłacić ponad 970 tys. zł.

Wraz z przedłużającym się lockdownem narastają problemy finansowe branży fitness. Jak ustalił Krajowy Rejestr Długów, zadłużenie firm i osób prowadzących zajęcia w siłowniach na początku stycznia 2021 roku przekroczyło 14,1 mln zł. W całym zeszłym roku zobowiązania tego sektora urosły o ponad 2,7 mln zł. Zdecydowaną większość, bo 77 proc. zadłużonych firm stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze.

 

Finansowy wycisk

 

- Szczególnie dotkliwy dla branży jest obecny lockdown. Styczeń był zazwyczaj miesiącem największego wzrostu liczby klientów zmobilizowanych postanowieniami noworocznymi. W lutym następował zwykle spadek zadłużenia. Tym razem trudno się tego spodziewać. Z naszych danych wynika, że na zamknięciu klubów fitness w ogromnym stopniu tracą pojedynczy trenerzy i instruktorzy, którzy bardzo często mają nieregularny system pracy. Zazwyczaj są samozatrudnieni lub działają w oparciu o umowy o dzieło - mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

 

ZOBACZ: Branża fitness mówi "nie" i otwiera część klubów

 

Średnie zobowiązanie siłowni wynosi obecnie ponad 30 tys. zł. W czasie pandemii wzrosło ono o ponad 6 tys. zł. Najwyższą kwotę do spłacenia mają firmy z Mazowsza (2,8 mln zł) i Śląska (2,3 mln zł). Ponad jednomilionowe zaległości mają także obiekty i trenerzy z województw: kujawsko-pomorskiego, dolnośląskiego, zachodniopomorskiego i wielkopolskiego. Na Pomorzu Zachodnim Krajowy Rejestr Długów odnotował najwyższe średnie zadłużenie, sięgające 46,3 tys. zł. Niewiele mniej ma także do oddania przeciętny dłużnik ze Śląska (45,7 tys. zł).

 

Największe należności branża fitness musi zwrócić bankom (4,6 mln zł). Drugie miejsce w kolejce po pieniądze od sektora zajmują firmy zarządzające wierzytelnościami (3 mln zł), a trzecie instytucje z obszaru nieruchomości (1,5 mln zł). Rekordzistą wśród zadłużonych w sektorze fitness jest warszawska spółka z o.o., która ma do spłacenia 971,2 tys. zł.

 

Klienci chcą wrócić

 

Według sondażu przeprowadzanego przez IMAS International na zlecenie KRD, już wiosną 2020 rok otwarcie siłowni i klubów fitness po ówczesnym lockdownie było ważne dla co piątej osoby. Jak zaznacza prezes KRD, po wielu miesiącach zamknięcia centrów sportowych, liczba osób, które teraz chciałyby mieć możliwość trenowania w takich obiektach jest prawdopodobnie jeszcze większa.

 

- Branża straciła początek sezonu, ale po uruchomieniu klubów prawdopodobnie pojawi się w nich wielu klientów. Stęsknieni za sportem użytkownicy mogą pomóc stanąć sektorowi na nogi. Stąd też duża determinacja branży, by lockdown został odwołany - komentuje Adam Łącki, prezes KRD.

 

ZOBACZ: Będzie pozew branży fitness przeciwko restrykcjom. Chcą odszkodowania

 

Centra fitness i siłownie pozostają zamknięte od połowy października 2020 roku, z wyjątkiem nielicznych obiektów, których działalność jest dozwolona w ramach rozporządzenia. Ćwiczyć mogą jedynie osoby trenujące w ramach współzawodnictwa sportowego oraz zajęć na uczelni lub w szkole.

 

- To jednak mała grupa. Wiele obiektów stoi pustych, a przez to swojego zawodu nie mogą wykonywać trenerzy i instruktorzy, który często pracują na własny rachunek. Według Polskiej Federacji Fitness, blisko 90 proc. z nich funkcjonuje w oparciu o inną umowę niż umowa o pracę. Najczęściej są to umowy zlecenia. Zamknięcie większości klubów pozostawia trenerów i instruktorów bez środków do życia - zauważa Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

 

W sukurs przychodzą rządowe pieniądze. Jednak zdaniem przedstawicieli branży, tylko 15 proc. firm z tego sektora kwalifikuje się do pomocy z Tarczy PFR 2.0, a obiecywane pieniądze z rządowej Tarczy 6.0 pokryją zaledwie 5-10 proc. strat podmiotów, które takie wsparcie uzyskają.

Jacek Brzeski
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie