Kilka tysięcy złotych dopłaty za ogrzewanie. Mieszkańcy są zszokowani

Polska
Kilka tysięcy złotych dopłaty za ogrzewanie. Mieszkańcy są zszokowani
"Interwencja"
Władze spółdzielni nie zamierzają poddawać żadnym dodatkowym analizom wskazania podzielników i twardo żądają uiszczenia opłat.

W szok wprawiło mieszkańców łódzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej im. Jagiełły tegoroczne rozliczenie opłat za ogrzewanie. Dotychczas otrzymywali oni zwroty z opłat ryczałtowych. W tym roku, po zamontowaniu nowych podzielników ciepła przyszły dopłaty wysokości kilku tysięcy złotych. Materiał "Interwencji".

- To był rekordowy rachunek, niespotykany w takim małym mieszkaniu. Mam 61-metrowe mieszkanie, a koszt ogrzewania za ubiegły rok to 6220 zł. To jest aż nieprawdopodobne – mówi jeden z mieszkańców Antoni Babiak.

 

- Ja dostałam rachunek na 2600 zł, a mieszkanie ma 42 metry. W kuchni nie ogrzewam w ogóle. Zawsze miałam nadpłatę – opowiada Alicja Raczyńska.

 

ZOBACZ: Przez jej działkę przechodzi rurociąg. Od pięciu lat czeka na odszkodowanie

 

- Ja mam do zapłacenia 1800 zł, a metraż niecałe 43 metry – dodaje Urszula Musiał. Jak zapewnia, w poprzednich latach zawsze miała nadpłatę.

 

Swoje rachunki pokazali "Interwencji" kolejni członkowie wspólnoty. Bogusław Kraska miał dopłaty 1850 zł do 50-metrowego mieszkania, Zbigniew Markiewicz 828 zł do 44-metrowego lokalu, natomiast mama Jacka Krępińskiego 2400 zł do 42 metrów.

 

Wideo: zobacz materiał "Interwencji"

  

Władze spółdzielni nie zamierzają poddawać żadnym dodatkowym analizom wskazania podzielników i twardo żądają uiszczenia opłat.

 

- U mnie to są koszty prawie 4 tys. zł. za 61-metrowe mieszkanie. Spółdzielnia próby pytań zbywa milczeniem, nie odpowiada na wiele kwestii. Pierwszy krok spółdzielni jest zazwyczaj chyba wszędzie taki sam, tzn. tłumaczenie lokatorom, że źle korzystają z ciepła, że mają za długie firanki, że otwierają okna. Lokator jest postawiony w sytuacji, że musi udowodnić, że tego nie robi – mówi Michał Kowalski.

 

ZOBACZ: Tajemnicze zaginięcie Polaka we Francji. Rodzina nie ma z nim kontaktu

 

- Na moją reklamację spółdzielnia nie odpowiedziała wcale, Tym, którym odpowiedziała, zaproponowała rozłożenie płatności na raty – dodaje Jacek Krępiński.

 

"Tamte podzielniki nie były tak dokładne jak te elektroniczne"

 

Reporterzy "Interwencji" udali się po wyjaśnienia do spółdzielni:

Reporter: Zmienił się system naliczania opłat? Bo wcześniej te same osoby, korzystając w taki sam sposób tyle nie dopłacały?

Przedstawiciel spółdzielni: Korzystały z innych podzielników, natomiast tamte podzielniki nie były tak dokładne jak te elektroniczne.

- Czyli co? Wyście dopłacali do interesu wtedy, jako spółdzielnia, przy zamawianiu ciepła?

- To nie było tak dokładne i te mieszkania nie były tak zróżnicowane. Bo wie pan, rozliczenie ciepła jest w bardzo prosty sposób: bierze pan ile jest dostawa energii, dzieli pan przez wskazania wszystkich podzielników tak ogólnie mówiąc i ma pan rozliczenie. Ludzie nie  potrafią użytkować i to jest prawda. Dostali w momencie montażu podzielników instrukcję obsługi, nikt nie przeczytał tego.

- A czy ten monter powiedział tym ludziom, by zapoznali się, bo inaczej może to się skończyć dopłatą 5 tys. do ogrzewania?

- Na pewno to było powiedziane, że proszę przeczytać, bo to są zupełnie inne podzielniki.

Władze twardo żądają uiszczenia opłat, tłumacząc jednocześnie, że wysokie dopłaty to wina wyłącznie użytkowników, którzy nieodpowiedzialnie korzystają z grzejników. Mieszkańcy nie zgadzają się z tymi argumentami i zapowiadają skierowanie sprawy do sądu.

 

ZOBACZ: Walczy o trzy miliony odszkodowania. W szpitalu w Poznaniu stracił żonę i dziecko

 

- Przez wiele lat roczne całkowite koszty ogrzewania oscylowały w granicach 1000-1200 zł, a w tym roku otrzymuję z przeliczeń nowych podzielników elektronicznych kwotę 5 tys. zł. To osoba, która to liczy od wielu lat w spółdzielni, powinna się zastanowić, gdzie leży problem – uważa Kamil Chrzanowski, mieszkaniec osiedla.

 

– Myśmy pozakręcali kaloryfery i siedzimy w zimnym mieszkaniu, ubierając swetry, ubierając dodatkowe rzeczy i ciepłe kapcie. Ci państwo w ogóle nie chcą ze mną rozmawiać. Mam zapłacić, koniec, kropka. Czuję się naciągnięty, jakby wyłudzono ode mnie pieniądze i nie mam na to żadnego wpływu – podsumowuje Antoni Babiak.

msl/ "Interwencja"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie