Trzeci dzień protestów po decyzji TK. "Poseł Lewicy zatrzymany"

Polska
Trzeci dzień protestów po decyzji TK. "Poseł Lewicy zatrzymany"
Polsat News
W sobotę w całej Polsce odbywały się protesty

Sobota jest trzecim dniem protestów, które przetaczają się przez całą Polskę po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. Wieczorem w Katowicach demonstrowało ok. 4 tys. osób. "Trochę nas policja poturbowała, ale już spokojnie. Idziemy na rynek" - napisała posłanka Monika Rosa. Z kolei poseł Wiosny Maciej Kopiec został zatrzymany przez policję. Funkcjonariusze odnieśli się do sprawy.

W czwartek Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Ten wyrok TK wywołał protesty w polskich miastach, w tym protesty w Warszawie pod domem szefa PiS i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.

 

W sobotę protestowali m.in. mieszkańcy Warszawy, Łodzi czy Krakowa. Wieczorem wciąż odbywają się demonstracje m.in. w Katowicach.

 

Przed godz. 18. przed Archikatedrą Chrystusa Króla w Katowicach zebrały się setki głównie młodych i bardzo młodych ludzi, obecnych było także kilkoro parlamentarzystów opozycji. Zebrani zaczęli okrążać świątynię, czemu towarzyszyło skandowanie przede wszystkim okrzyków wrogich partii rządzącej.

 

ZOBACZ: Kosiniak-Kamysz apeluje do premiera. Chodzi o wyrok TK ws. aborcji

 

Posłanka Monika Rosa opublikowała zdjęcie z europosłem Lewicy Łukaszem Kohutem.  "Trochę nas policja poturbowała, ale już spokojnie. Idziemy na rynek" - napisała. Z kolei Kohut napisał: "poturbowani, poprzepychani przez policję, ale idziemy dalej". 

 

 

 

Na zatrzymanie przez policję skarży się poseł Wiosny Maciej Kopiec. "Po informacji o zatrzymaniu, zglebowaniu, podarciu ciuchów, zniszczeniu okularów wsadzeniu do suki, przewiezieniu kilku kilometrów, wyrzucono mnie z radiowozu pod komenda wojewódzka policji" - napisał na Twitterze. "Policja ZOMO kłamie, ale o tym później. Wracam na protest" - dodał w kolejnym wpisie.

 

 

- Wszystko jest w porządku, żyję. Dziękuję za słowa wsparcia - mówi na nagraniu Kopiec.

 

 

Do sprawy na Twitterze odniosła się śląska policja. "Policjanci w Katowicach interweniowali wobec Posła Macieja Kopca, który zaatakował mundurowych, kopał w tarcze, odmówił podania swoich danych, mężczyzna dopiero w radiowozie, w trakcie doprowadzenia do KMP, wylegitymował się, po spisaniu jego danych policjanci zakończyli czynności" - napisano.

 

"Powiedziałem, że jestem posłem"

 

Jak powiedziała rzeczniczka śląskiej policji podinspektor Aleksandra Nowara, ostatecznie w sobotę zatrzymana została jedna osoba - w związku z bezpośrednim atakiem na policjanta. - Później poseł Maciej Kopiec zaczął kopać w tarczę, potem odmówił podania danych osobowych; dlatego policjanci chcieli go przewieźć do komendy, aby potwierdzić te dane - mówiła Nowara.

 

- Dopiero, gdy był w radiowozie, nie był w świetle fleszy, pokazał dokumenty, zaproponowano mu możliwość skorzystania z pomocy medycznej – odmówił - i zażalenia na wszystkie czynności. Gdy policjanci potwierdzili w systemach jego dane, został natychmiast wypuszczony - dodała rzeczniczka śląskiej policji.

 

Sam Kopiec relacjonował po powrocie na demonstrację, że przed katedrą zobaczył człowieka wyciąganego z grupy protestujących przez policję. - Jako poseł mam prawo podejść do policji i zapytać, jaki jest powód tego, że podejmuje czynności wobec obywateli, co zrobiłem: powiedziałem, że jestem posłem - zadeklarował parlamentarzysta Lewicy.

 

ZOBACZ: "Krok w kierunku legalizacji tortur". Posłanki Lewicy apelują do TK ws. aborcji

 

- Był obok mnie europoseł Łukasz Kohut. Pytaliśmy, dlaczego ci ludzie są poddawani czynnościom, po czym zostałem odepchnięty, po czym próbowałem się dostać do tego kotła, aby zrealizować interwencję poselską. Nie byłem agresywny. Byłem zaniepokojony działaniami policji, ponieważ ten protest dzisiaj jest pokojowy, a policja chroni nie obywateli, a budynki, a obywatele są przez nią napadani na ulicy - ocenił Kopiec.

 

Zaznaczył, że nie wiedział, dlaczego policjanci podjęli czynności wobec zatrzymywanego mężczyzny. - Grupa sześciu policjantów powaliła mnie na ziemię, choć krzyczałem, że jestem posłem. Skuli mnie z tyłu, wsadzili mnie do suki i powiedzieli, że jestem zatrzymany, choć nie mieli prawa tego zrobić. Marszałkini Senatu Gabriela Morawska-Stanecka przykładała do szyby swoją legitymację, pytała gdzie mnie wywożą, nie powiedzieli - mówił poseł.

 

- Zostałem wywieziony (…) na zamknięty parking komendy wojewódzkiej w Katowicach i tam mnie z radiowozu wyrzucono, odmawiając wylegitymowania się - dodał. Pytany o to, że policjanci utrzymywali, że zabrali posła, ponieważ nie chciał się wylegitymować, Kopiec ocenił, że to kłamstwo. Zaznaczył, że po zatrzymaniu nie miał jak się wylegitymować, ponieważ był skuty.

 

"Nowy sposób na opozycję?"

 

Te informacje komentowali inni politycy. "Serio policja? Wczoraj Robert Biedroń, dzisiaj Maciej Kopiec?  To taki wasz nowy sposób na posłów opozycji?" - napisała Joanna Scheuring-Wielgus. 

 

 

"Poseł Lewicy Maciej Kopiec został zatrzymany w Katowicach. Pomimo immunitetu, mimo interwencji wicemarszałek Senatu Gabrieli Morawskiej-Staneckiej. Elżbieta Witek, co na to Marszałek Sejmu?" - pyta posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

 

 

 

 

W kierunku policjantów, którzy początkowo utworzyli szpaler przed schodami katedry, a także wokół bocznych wejść, uczestnicy demonstracji skandowali również: "Brońcie ludzi, nie Kościoła", "Policjanci, macie żony", "Co powiecie waszym córkom", "Przeproście matki - zdejmijcie mundury" czy "Polska policja chroni dyktatora".

 

Przemawiający krzyczeli również: "Był ten wyrok nielegalny", "Decyduję, myślę, czuję", "Rozdział państwa od Kościoła", "To jest piekło wszystkich kobiet", "Prawo ludzkie, nie kościelne", "Solidarni z kobietami".

 

 

W sobotę wieczorem na katowickich ulicach wznoszono także liczne niecenzuralne wrogie okrzyki przeciwko prezydentowi, prezesowi PiS, policji i Kościołowi. Na czas przejścia demonstrantów ruch był blokowany. Kierowcy spokojnie czekali, aż demonstracja ich ominie.

 

Wieszaki i znicze przed siedzibą PiS

 

Po południu na skwerze Kościuszki w Gdyni rozpoczęła się manifestacja pod nazwą "Piekło kobiet", w której - według szacunków policji- uczestniczy kilkaset osób. Protestujący przeszli głównymi ulicami miasta pod biuro poselskie posłów Prawa i Sprawiedliwości na ul. Starowiejskiej.

 

Uczestnicy mają ze sobą czarne parasolki transparenty z hasłami: "Siła jest kobietą”, „Polska chce być szczęśliwa", "Ratujmy kobiety", "Macie krew na rękach", "Gdyby ministranci zachodzili w ciążę, aborcja byłaby sakramentem". "Żądamy aborcji na życzenie".

 

"Nasze ciało nasza sprawa", "Mamy dość", "Je... PiS" - można usłyszeć wśród wznoszonych przez nich okrzyków. Odpalono też race. Do protestu wciąż dołączają nowe osoby.

 

Policjanci puszczają z megafonów komunikat o zasłanianiu ust i nosa, nawołują do zachowania dystansu społecznego.

 

ZOBACZ: Poseł Konfederacji: całkowity zakaz aborcji nie może mieć miejsca w cywilizowanym kraju

 

Na tabliczkach informujących o siedzibie PiS Gdyni zawieszono wieszaki. Demonstranci przed budynkiem ustawiali także znicze. Kibice Arki Gdynia mieli także sforsować drzwi do biura wiceministra infrastruktury Marcina Horały i wbiec do środka.

 

Polsat News

 

Polsat News

 

Od 18 trwa protest samochodowy pod hasłem: "Wyrok na kobiety". Uczestnicy mają przejechać w obu kierunkach z Gdyni przez Sopot do Gdańska. Na ulicach tworzą się ogromne korki. Z daleka słychać odgłos klaksonów.

 

Wcześniej kilka tysięcy osób zgromadziło się w centrum Gdańska, by zaprotestować przeciwko czwartkowemu wyrokowi TK uznającemu aborcję z powodów eugenicznych za niezgodną z ustawą zasadniczą.

 

Część manifestujących zablokowała samochodami m.in. skrzyżowanie Hucisko. Tłum ludzi przemieszczał się głównymi ulicami miasta, co spowodowało duże utrudnienia w ruchu. Protestujących można było spotkać między innymi na Targu Drzewnym, gdzie znajdują się biura posłów PiS, przy Placu Solidarności, na Długim Targu w okolicy Neptuna.

 

12 tys. "rozzłoszczonych gdańszczan"

 

Według wiceprezydenta Gdańska Piotra Borawskiego, w manifestacji uczestniczyło ok. 12 tys. osób. "Około 12 000 rozłoszczonych gdańszczanek i gdańszczan wybrało się dziś przespacerować" - napisał na swoim profilu w mediach społecznościowych.

 

Uczestnicy przynieśli ze sobą transparenty, na których widnieją hasła takie, jak: "Moje ciało, mój wybór", "Edukacja zamiast represji", "Dość", "Piekło kobiet", "Jak ciastka musisz robić dzieci", "Rząd kradnie nasze prawa kawałek po kawałku", "Wybór, nie zakaz", Jarek niestety, twój rząd obalą kobiety". "Myślę, czuje, decyduję", "Stop przemocy wobec kobiet", "To nie twoja broszka", "Walczcie z wirusem, a nie z kobietami", "Edukacja zamiast represji", "Urodzę wam lewaka", "Obalimy rząd", "Zajmijcie się pandemią".

 

Protestujący wykrzykiwali też obraźliwe, wulgarne hasła w kierunki partii rządzącej i funkcjonariuszy zabezpieczających zgromadzenie. W czasie manifestacji doszło do incydentów, interweniowała policja.

 

 

- Ok. 16:30 zostało zatrzymanych 6 mężczyzn w związku z naruszeniem nietykalności policjantów, znieważeniem i uszkodzeniem mienia. To zarówno mieszkańcy Gdańska jak i osoby spoza Trójmiasta, najstarszy z nich ma 26 lat. Jeden z nich miał przy sobie puszki ze sprayem i środki pirotechniczne. Wobec dwóch najbardziej agresywnych osób, które zaatakowały policjantów, funkcjonariusze użyli gazu służbowego - powiedział asp. sztab. Mariusz Chrzanowski z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Jak dodał, mężczyźni jeszcze dziś mają zostać zwolnieni.

 

Grupa osób, siedzi obecnie na jezdni pomiędzy gdańską komendą a Urzędem Miasta przy ul. Nowe Ogrody, gdzie skandują m.in.: "Uwolnić zatrzymanych", "Było trzeba nas nie wk...".

 

Kilka tysięcy osób we Wrocławiu

 

Kilka tysięcy osób zgromadziło się w sobotę wieczorem na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu, aby wyrazić sprzeciw wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego zaostrzającego prawo aborcyjne. Część manifestujących przyszła z wieszakami, które zawieszono na bramie Pałacu Arcybiskupiego.

 

W sobotę demonstranci postanowili zebrać się bezpośrednio na placu Katedralnym. "Nie odpuszczamy! Dziś w nocy idziemy na spacer z wieszakami na Ostrów Tumski do prawdziwych sponsorów Piekła Kobiet!" - zapowiadali organizatorzy protestu.

 

 

Manifestacja na Ostrowie Tumskim pod hasłem „Noc wieszaka” zgromadziła kilka tysięcy osób. Uczestnicy zabrali ze sobą transparenty z hasłami "Myślę, czuję, decyduję, "Nie będę żywą trumną, "To jest wojna". Skandowali m.in.: "Episkopacie, zostaw nasze gacie", "Walczcie z wirusem, nie z kobietami", "Rewolucja jest kobietą", "Nie dla piekła kobiet", "Nielegalny jest Trybunał".

 

Część manifestujących przyniosła ze sobą wieszaki, które symbolizują nielegalną aborcję i zawiesiła je na bramie przed Pałacem Arcybiskupim. Uczestnicy zapalili też znicze przed wejściem do archikatedry.

 

Organizatorzy przez cały czas trwania zgromadzenia apelowali do uczestników o niegromadzenie się w jednym miejscu i spacerowanie dookoła Ostrowa Tumskiego przy zachowaniu dystansu.

 

Na miejscu była też policja, która poprzez megafony informowała manifestujących o stanie epidemii i obowiązku zakrywania ust i nosa.

 

Protesty odbywają się także poza granicami kraju.

 

 

 

prz/ polsatnews.pl, PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie