Upozorował samobójstwo żony, oszukał śledczych

Polska
Upozorował samobójstwo żony, oszukał śledczych
Interwencja
Kamil T. zatuszował morderstwo. Śledczy uwierzyli w samobójstwo

Anna Gołda miała 30 lat, mieszkała w Starachowicach. Jej mężem był o pięć lat starszy Kamil T. Mężczyzna nadużywał alkoholu i znęcał się nad panią Anną. W maju 2014 roku doszło do kłótni, a Kamil T. udusił żonę sznurkiem. Następnie skutecznie upozorował jej samobójstwo: oszukał policjantów, prokuratora, a nawet biegłego. Prawda wyszła na jaw dopiero po kilku latach. Zobacz materiał "Interwencji".

Anna Gołda miała 30 lat. Od 11 lat była żoną i matką. Mieszkała w Starachowicach. Jej mężem był o pięć lat starszy Kamil T. – miejscowy mechanik samochodowy. Ich związek nigdy nie należał do łatwych.

 

ZOBACZ: Znęcali się nad żoną i matką, później upozorowali samobójstwo. Ojciec i syn staną przed sądem

 

- Kamil nadużywał alkoholu. Zaczął Kamil pić. I to był ten problem - mówi przyjaciółka pani Anny.

 

- Córka do mnie dzwoniła, żebym przyszedł, bo ją szarpie. Zaczęła się przemoc - dodaje ojciec zamordowanej Aleksander Gołda.

 

- Widziałam, jak miała te lima. Miała założone okulary i wstydziła się wyjść do ludzi. Ostatnie momenty były takie, że po prostu dolatywał do niej i łapał ją za szyję. Był strasznie zmieniony w oczach, nie ten sam Kamil - relacjonuje przyjaciółka.

 

Ruszała ręką, dlatego "poprawił"

 

W kwietniu 2014 roku Kamil T. wyprowadził się z domu. Zamieszkał u swoich rodziców. Co kilka dni przychodził jednak do pani Anny, aby odwiedzić syna. Tak było też czwartego maja – w ostatni dzień długiego weekendu.

 

- Był około dwudziestej. Zabrał syna do rodziców, bo córka miała iść rano do pracy - mówi pani Maria Gołda, matka zamordowanej.

 

- Wydzwaniał, że jeszcze przyjdzie chyba wieczorem, że chce wziąć jakieś dokumenty, bo właśnie wybiera się na leczenie odwykowe - wspomina pan Aleksander.

 

- Powiedziałam, żeby nie wpuszczała zięcia, bo coś poczułam. Czułam, że może się coś wydarzyć - dodaje pani Maria.

 

WIDEO: zobacz reportaż "Interwencji"

  

Ojciec Kamila T. mówi, że podczas feralnej nocy pani Anna miała powiedzieć swojemu mężowi, że nigdy go nie kochała. - Gdyby to wtedy wyszło, wyszłoby, że to jest zbrodnia w afekcie - mówi mężczyzna.

 

- Kiedy ona była odwrócona, on zarzucił jej sznurek na przednią część szyi, od tyłu. Zaskoczył ją. Chciał zabić i podjął działania wystarczające, adekwatne, aby do tego skutku doprowadzić - opisuje Jan Klocek, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach.

 

- Jak córka się osunęła, zobaczył, że poruszyła ręką. Powiedział, że podszedł do niej drugi raz, wziął znów ten sznur i jeszcze poprawił - dodaje pan Aleksander.

 

- W celu upozorowania samobójstwa przeciągnął zwłoki swojej żony do łazienki i przy pomocy tego samego sznurka zawiesił je na kaloryferze. Następnie Kamil T. udał się do mieszkania swoich rodziców, gdzie spędził resztę nocy. Sąd nie ustalił, czy mężczyzna wtajemniczył ich w zbrodnię - mówi Leszek Sikora, pełnomocnik rodziny zamordowanej.

 

Bliscy pani Anny przypominają, że ojciec Kamila T. jest emerytowanym policjantem.

 

Reporter "Interwencji": Myśli pani, że to mogło mieć wpływ na to, jak śledztwo się potoczyło w początkowym etapie?

 

Przyjaciółka zamordowanej: Myślę, że tak.

 

"Powiedział, że podcina sobie żyły"

 

Następnego dnia po zabójstwie Kamil T. ponownie pojawia się w mieszkaniu pani Anny. Potem wykonuje telefon do swojego ojca. Dzwoni też do przyjaciela. Mówi, że Anna popełniła samobójstwo. I że on również zamierza odebrać sobie życie.

 

- Zadzwonił do mnie, że podcina sobie żyły. Nie pamiętam, czy było dużo krwi, wiem, że mu owinąłem koszulką tę rękę i tyle - tłumaczy przyjaciel Kamila T.

 

- Kamil zadzwonił do mnie dzień po zabójstwie. Powiedział: "Twoja koleżaneczka nie żyje. Nie płaczesz? Ty dzisiaj, k***, też masz przej****" - dodaje przyjaciółka pani Anny.

 

- Krzyczałam na cały dom. Morderca zabił mi córkę. Wiedziałam, że się nie powiesiła - przekonuje pani Maria.

 

Po nieudanej próbie samobójczej Kamil T. trafia do szpitala. Chwilę później, w mieszkaniu pani Anny pojawiają się śledczy. Drzwi otwiera im ojciec Kamila T. – emerytowany policjant. Jest obecny przy oględzinach zwłok.

 

- Prokuratura umorzyła całe śledztwo, pomimo że były tam dowody ewidentne, że jest to zabójstwo. Za to, że syn od razu nie był zatrzymany, winię prowadzących oględziny. Przy zabójstwie decydujące jest słowo biegłego - zapewnia ojciec Kamila T.

 

ZOBACZ: Brutalne morderstwo 20-letniej żołnierki. "Poćwiartowane szczątki zalano betonem"

 

Podczas pierwszych oględzin zwłok biegły sądowy stwierdza samobójstwo.

 

Reporter "Interwencji": Pan znał ojca tego sprawcy?

 

Biegły sądowy: No, jak pracował na komendzie, no to co? To myśli pan, że… Co mi pan sugeruje? Że on mi dał łapówę, żebym ja napisał fałszywą opinię? Co mi pan tu sugeruje? Jak pan śmie tutaj tak do mnie się zwracać?

 

- Nie wierzę w to, że Kamil by nie pękł przez ten czas i ojcu nie powiedział, co się stało - dodaje przyjaciółka zamordowanej pani Anny.

 

Ojciec Kamila T.: Wyobraża pan sobie, jaki ja miałbym dylemat moralny? Ja bym wiedział, co zrobić.

 

Reporter "Interwencji": Doniósłby pan na własnego syna?

 

Ojciec Kamila T.: A wyobraża pan sobie, że nie? Zabić człowieka i zatuszować to?

 

"Oskarżony pękł"

 

Sprawa śmierci pani Anny została umorzona. Ale rodzice kobiety nigdy nie pogodzili się z tą decyzją. Dwa lata po zabójstwie udało im się dotrzeć do policjantów z Komendy Wojewódzkiej w Kielcach. Ci postanowili na nowo zainteresować się sprawą i przebadać Kamila T. wykrywaczem kłamstw.

 

- Miał zadane chyba dwa razy pytanie, czy odebrał życie swojej żonie. Początkowo chyba mówił "nie", później się przyznał. Powiedział: tak, zamordowałem ją - mówi pan Aleksander Gołda.

 

- Mówiąc potocznie, trywialnie, oskarżony pękł. To był de facto główny dowód w tej sprawie, no bo świadków tej zbrodni nie było - mówi sędzia Jan Klocek.

 

- Pod paznokciami zabezpieczono materiał genetyczny, który pochodził od dwóch osób – jedna osoba została zidentyfikowana jako Kamil T. Drugiej osoby nie zidentyfikowano - dodaje adwokat Leszek Sikora.

 

- W zeszłym roku jeszcze była robiona wizja, eksperyment, gdzie manekina wieszano w tym mieszkaniu. Robiono to pod kątem mojego współudziału - wyjaśnia ojciec Kamila T.

 

Po tym, jak Kamil T. przyznał się do morderstwa, śledczy postanowili ekshumować i ponownie przebadać ciało ofiary. Tym razem sekcji zwłok dokonał biegły z innego miasta. Jego badanie doprowadziło do zaskakujących wniosków.

 

- Stwierdzono obecność bruzdy typowej dla powieszenia. Na szyi były 3, a nawet 4 bruzdy - informuje pan Aleksander.

 

Biegły sądowy: Wie pan, ile ja sekcji zrobiłem w życiu? Ponad 3000.

 

Reporter "Interwencji": No, ale nie zauważył pan trzech bruzd wisielczych?

 

Biegły sądowy: Proszę pana, co pan mi będzie mówił, czy ja zauważyłem, czy nie zauważyłem…

 

- Nie oszukujmy się. To jest doktor. Myślę, że to wszystko było zrobione celowo - dodaje przyjaciółka pani Anny.

 

Czekanie na sprawiedliwość

 

W marcu 2018 roku w sprawie zabójstwa Anny zapadł pierwszy wyrok. Kamila T. skazano na 25 lat więzienia. Jego obrońcy odwołali się jednak do Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Tam wyrok zmniejszono do 15 lat.

 

- Gdy usłyszał, że dostaje 15 lat, to na jego twarzy pojawił się taki szeroki uśmiech - relacjonuje pan Aleksander.

 

- Sąd uznał, że jego przyznanie się jest szczere i że bez jego wyjaśnień sprawca mógłby nie być pociągnięty w ogóle do odpowiedzialności - tłumaczy sędzia Tomasz Szymański z Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

 

Reporter "Interwencji": Teraz toczy się kolejne śledztwo – tym razem śledztwo w sprawie...

 

Aleksander Gołda: W sprawie niedopełnienia obowiązków, zacierania śladów.

 

Reporter "Interwencji": Chodzi o prokuratora, biegłego i policjantów?

 

Aleksander Gołda: No, chyba tak.

 

Mimo upływu lat nikt z biorących udział w śledztwie w sprawie śmierci pani Anny nie usłyszał jeszcze żadnych zarzutów. Biegły, który uznał, że doszło do samobójstwa, nadal pracuje i sporządza kolejne opinie. Sprawą obniżonego wyroku dla Kamila T. zainteresował się jednak sam Minister Sprawiedliwości. Skierował w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego.

 

ZOBACZ: Tortury i morderstwo 7-latki. Nieznajoma kobieta zabrała ją sprzed szkoły

 

Rodzice pani Anny dostali list od mordercy ich córki, wysłany z więzienia. "Pragnę was jeszcze raz bardzo przeprosić za krzywdę i tragedię, jaką wam wyrządziłem" - brzmi jego fragment.

 

- Tak myślałem o nim i po prostu… popłakałem się. Jego też mi jest szkoda - mówi pan Aleksander Gołda.

 

- To cierpienie też jest po coś. Dziękuję Bogu, że ja je potrafię znieść, wytrwać w tym cierpieniu i jeszcze modlić się za mordercę - mówi pani Maria.

 

- Wierzę w sprawiedliwość. Myślę, że Pan Jezus jeszcze dokończy to. Jak już się zaczęło, to dokończy - zapewnia pan Aleksander.

bas/ "Interwencja"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze