Baza pedofilskiej siatki w niepozornej altance. Policjanci na granicy wytrzymałości

Świat
Baza pedofilskiej siatki w niepozornej altance. Policjanci na granicy wytrzymałości
Polsat News
Sprawcy - ojczym i ojcowie - wykorzystywali swoje dzieci i wymieniali się nimi przez lata w niepozornej altance w niemieckim Münsterze

Wykorzystywali seksualnie własne dzieci, wymieniali się nimi i wszystko nagrywali. Sposobem działania pedofilskiej siatki rozbitej w Niemczech zszokowana jest nawet tamtejsza policja. W związku ze sprawą aresztowano 11 osób. Wykorzystywane dzieci miały od 5 do 12 lat. Tej dramatycznej historii przyjrzał się korespondent Polsat News w Berlinie Tomasz Lejman.

To prawdopodobnie jedna z najtrudniejszych emocjonalnie chwil w zawodowej karierze wielu śledczych i zwykłych policjantów.

 

- Nawet najbardziej doświadczeni policjanci kryminalni dotarli do granicy tego, co człowiek może znieść, a może nawet poza tę granicę - przyznał w czasie konferencji prasowej Rainer Ruth, szef lokalnej policji.

 

ZOBACZ: Biskup tuszował pedofilię w Radomiu? Dziewięć osób pokrzywdzonych

 

Konferencja ta była niebywale emocjonalna i wbrew konwencji nie zaczęła się od zrelacjonowania wydarzeń, ale od postawienia przytłaczających pytań.  

 

- Czy ktoś zdawał sobie sprawę z tego, czym jest cierpienie, tortury dziecka, które doznało ich od sprawców-ojców, a częściowo nawet matek? Czy ktoś zdawał sobie sprawę z tego, co czują policjanci i policjantki, którzy musieli obejrzeć ponad 100 terabajtów filmów z obrzydliwymi treściami? - zwrócił się do dziennikarzy Furth.

 

Proceder trwał latami

 

Sprawcy - ojczym i ojcowie - wykorzystywali swoje dzieci i wymieniali się nimi przez lata w niepozornej altance w niemieckim Münsterze na zachodzie kraju. Dzieci były gwałcone, a filmy sprzedawane w darknecie.

 

- Do tej pory udało nam się ustalić trzy ofiary. To trzej chłopcy w wieku 5, 10 i 12 lat - przekazał prokurator Martin Botzenhardt.

  

Główny podejrzany miał w altance serwerownię, a w niej przechowywał filmy pornograficzne z udziałem dzieci. Śledczy zabezpieczyli nagrania o łącznej długości 300 tys. godzin. Policja podkreśla, że sprawcy nie działali jak amatorzy.

 

- Ci ludzie, jeżeli można ich tak nazwać, działali w tak perfidny sposób, że aż trudno to sobie wyobrazić. Mieli zabezpieczone i zaszyfrowane komórki, na których nie można znaleźć żadnych śladów - powiedział Joachim Poll, szef grupy śledczej pracującej nad sprawą.

 

ZOBACZ: Więzili i zbiorowo gwałcili 26-latkę w Łodzi. Zapadł wyrok

 

Wśród podejrzanych jest matka jednej z ofiar i matka jednego ze sprawców, która pracuje w przedszkolu i miała przyprowadzać do domu dzieci.

 

Fakty ujawnione w tej sprawie przez policję to najprawdopodobniej nie koniec tej dramatycznej historii. Śledczy zakładają, że ofiar i sprawców będzie znacznie więcej.

bia/prz/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze