Prezydent Zamościa chciał mieć mniejszą pensję. Radni się nie zgodzili

Polska
Prezydent Zamościa chciał mieć mniejszą pensję. Radni się nie zgodzili
Needpix.com/zdj. ilustracyjne
Prezydent Zamościa uznał, że w czasie epidemii powinien zarabiać mniej. Ale radni go nie poparli.

Prezydent Zamościa Andrzej Wnuk chciał zarabiać mniej podczas epidemii, ale do pomysłu przychyliła się tylko jedna radna. Dwóch rajców miejskich wstrzymało się z głosem, a pozostali opowiedzieli się przeciwko tej propozycji. Jak zaznaczył jeden z jej przeciwników, pomysł ws. obniżenia zarobków "to typowy gest PR".

Obecnie wynagrodzenie zasadnicze prezydenta Zamościa (woj. lubelskie) wynosi 5000 zł. Do tego dochodzi dodatek funkcyjny w wysokości 2100 zł oraz specjalny - 2840 zł. Prezydent otrzymuje także 17 proc. wynagrodzenia z tytułu wysługi lat - informuje "Dziennik Wschodni".

 

Pomysł, który miał zmniejszyć dochody Wnuka, nie spotkał się z poparciem radnych. - To niczego nie zmieni. To typowy gest PR. My też możemy przyjąć, że obniżymy sobie diety o 1/3 czy o połowę. Na dwa miesiące. Miasto na tym nie skorzysta i to niczemu nie służy - mówił radny Grzegorz Podgórski podczas ostatniej sesji, oceniając propozycję prezydenta Zamościa.

 

Rozwiązanie  zostało przygotowane, aby zmniejszyć wydatki  w związku  z zaistniałą sytuacją związaną z koronawirusem. Nowe zasady miały obowiązywać do czasu odwołania stanu epidemii.

 

"Za" była tylko jedna radna

 

Według nowego projektu zmienić się miały kwoty dodatków dla prezydenta. Wysokość funkcyjnego planowano zmniejszyć do 1500 zł a specjalnego do 1300 zł.

 

Jednak głosowanie pokazało, że poparcia radnych nie da się uzyskać.

 

ZOBACZ: Radny PiS chce zamknięcia Lasu Kabackiego. Bo odbywają się "imprezy, ogniska, grille"

 

- Mam nadzieję, że ten gest zdeterminuje u nas takie działania, aby się solidaryzować z tymi ludźmi, którzy w obecnej sytuacji mają o wiele ciężej. Będą zwalniani z pracy, będą mieli mniejsze wynagrodzenia. Bardzo zachęcam państwa do podobnego gestu - tłumaczyła radna Agnieszka Klimczuk, jedyna zwolenniczka propozycji prezydenta wśród głosujących.

 

Do przeciwników tymczasowego rozwiązania należy przewodniczący Komisji Budżetu, Infrastruktury i Mienia Komunalnego Franciszek Josik.

 

- Ludzi trzeba motywować do pracy. Szukajmy oszczędności gdzie indziej. Obniżenie prezydentowi o jakąś kwotę, to kropla w morzu potrzeb. Prezydentowi obniżymy o tysiąc czy dwa. Co to ma za znaczenie, gdy potrzebujemy 30, 50 milionów złotych. Oczekujemy od prezydenta działań. Programu oszczędnościowego przedstawionego w czerwcu. Nie będziemy obniżać, żeby się pokazać - stwierdził samorządowiec.

 

20 proc. na cele charytatywne

 

Z kolei radny Sławomir Ćwik  zaznaczył: "w związku z pogarszającą się sytuacją finansową miasta, prezydent chciał wykonać gest", który  jest dla niego zrozumiały.

 

ZOBACZ: Stołeczni radni obradują w maseczkach antyseptycznych. Na sali ponad 50 osób

 

- Jeżeli chcemy mieć dobrego menadżera, który się stara pozyskiwać środki, musimy mu zapłacić - mówił Ćwik. I dodał, że w zaistniałej sytuacji prezydent Wnuk powinien bardziej starać się wpłynąć na poprawę sytuacji finansowej miasta. Dodatkowo radny przypomniał  także o realizacji obietnic.

 

Jeszcze przed głosowaniem Piotr Zając, zastępca prezydenta, poinformował o tym, że jeśli uchwała ws. zarobków na czas epidemii nie zostanie przegłosowana, Andrzej Wnuk przekaże 20 proc. swoich dochodów na cele charytatywne. Jak zaznaczył "Dziennik Wschodni", to rozwiązanie spodobało się radnym. Uznali, że to konkretna pomoc dla potrzebujących.

ms/hlk/ dziennikwschodni.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze