Amerykanka twierdzi, że jest zaginioną Moniką z Legnicy. Wiemy, jak wpadła na polski trop

Polska
Amerykanka twierdzi, że jest zaginioną Moniką z Legnicy. Wiemy, jak wpadła na polski trop
zaginieni.policja.pl/KMP w Legnicy
Monika z Legnicy zaginęła 26 lat temu

- Z panią, która uważa, że może być Moniką jestem w kontakcie pod początku kwietnia. Zostałam poproszona o to przez grupę "Missing International". Teraz czekamy na przeprowadzenie testów DNA - powiedziała polsatnews.pl Natalia Brand, wolontariuszka zajmująca się znajdowaniem zaginionych osób. Dodała, że utrudnia to panademia koronawirusa.

27-letnia kobieta mieszkająca na co dzień w USA podejrzewa, że może być zaginioną w 1994 r. dziewczynką z Legnicy. Po tym, jak kobieta dowiedziała się, że została adoptowana, zaczęła szukać informacji o swoim pochodzeniu. Na "Missing International" jednej ze stron poświęconej osobom zaginionym natrafiła na zdjęcie Moniki i policyjny portret pokazujący, jak może wyglądać dziecko po latach.

 

ZOBACZ: Kobieta z USA twierdzi, że jest poszukiwaną Moniką z Legnicy. Zaginęła 26 lat temu

 

O kontakt z kobietą wolontariusze "Missing International" poprosili polską stronę "Zaginęła/Zaginął Cała Polska". Jej sprawą osobiście zajęła się Natalia Brand.

 

Wielkie nadzieje

 

- Zostałam poproszona, bym skontaktowała się z tą kobietą. Znam sprawę oraz biegle mówię w jej języku. I tak od 9 kwietnia jesteśmy w stałym kontakcie - powiedziała Brand w rozmowie z polsatnews.pl.

 

Pani Natalia poinformowała o sprawie polską policję. W odpowiedzi usłyszała, że strony zainteresowane powinny wystąpić o pobranie materiału genetycznego w celu przeprowadzenia badań DNA. Próbki nie zostały jeszcze pobrane przez utrudnienia związane z pandemią koronawirusa. - Dopóki nie będzie wyniku testu DNA, nie będzie można na 100 proc. potwierdzić czy ta kobieta faktycznie jest Moniką. Mamy wielką nadzieję, że tak rzeczywiście jest, lecz staramy się racjonalnie podchodzić do sprawy - dodała wolontariuszka.

 

Natalia Brand zapewniła, że wbrew pojawiającym się w mediach informacjom, rodzina Moniki nie kontaktowała się bezpośrednio z kobietą z USA. Mama Moniki wystosowała apel, by żaden dziennikarz nie kontaktował się z nią ani jej rodziną. O to samo prosi kobieta z USA.

 

- Prowadziliśmy kilka spraw osób zaginionych, gdzie osoby odnajdowały się po kilku miesiącach lub latach. Jednak nie zdarzyło nam się jeszcze, aby rodzina odnalazła zaginione dziecko po 26 latach - dodała pani Natalia.

 

Utrudniony przyjazd do Legnicy

 

We wtorek legnicka policja poinformowała o wznowieniu śledztwa ws. zaginięcia dziecka sprzed 26 laty. O kobiecie z USA funkcjonariuszy powiadomił Interpol.

 

Jagoda Ekiert, oficer prasowa legnickiej komendy zapewniła, że "prowadzone są bardzo intensywne czynności zmierzające do potwierdzenia lub wykluczenia podobieństwa kobiety z rodziną".

 

Matka Moniki na co dzień pracuje w Niemczech. Z powodu koronawirusa jej przyjazd do Legnicy jest utrudniony. Ma to nastąpić w ciągu kilku tygodni - wtedy też pobrany zostanie od niej materiał genetyczny.

 

List gończy za ojcem

 

Sprawę zaginięcia Moniki w 2008 r. opisywała w reportażu Interwencja.

 

W 1994 roku 1,5-roczna Monika zniknęła z wózka sprzed apteki w Legnicy, gdy dziadkowie kupowali tam leki. Jednym z tropów w śledztwie i poszukiwaniu małej Moniki było założenie, że mogła zostać porwana przez ojca - Roberta B. W czasie, gdy rodzina szukała zaginionej, mężczyzna uciekł za granicę.

 

ZOBACZ: Porwano im syna. Odnalazł się po 32 latach

 

Za domniemanym porywaczem wystawiono listy gończe. Ostatecznie ojciec dziewczynki został namierzony przez polskie służby w 1997 r., w Austrii.

 

Po sprowadzeniu mężczyzny do Polski, prokuratura oskarżyła go. o porwanie i sprzedaż własnej córki. Akt oskarżenia wpłynął do sądu w 1998 roku. Do żadnej rozprawy jednak wówczas nie doszło. Jeszcze przed procesem Robertowi B. uchylono areszt tymczasowy. Kilka dni po wyjściu zza krat, był już ponownie za granicą.

 

Kilka różnych wersji

 

W marcu 2008 roku, po dziesięciu latach, Robert B. nieoczekiwanie zwrócił się do sądu w Legnicy o list żelazny. Obiecywał, że da się osądzić, ale pod warunkiem, że po powrocie do kraju będzie odpowiadał z wolnej stopy.

 

Roberta B. przesłuchano w prokuraturze kilkanaście razy. Podejrzany o porwanie kilka razy zmieniał swoją wersję. Ostatecznie sąd uznał go za winnego porwania i sprzedaży córki i skazał na 15 lat więzienia. Karę odbywa od 2013 r.

bas/ml/ polsatnews.pl, miedziowe.pl, Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze