Ukrywanie prawdy o pandemii i walka z niezależnymi mediami na Białorusi

Świat
Ukrywanie prawdy o pandemii i walka z niezależnymi mediami na Białorusi
Polsat News
Dziennikarze nieprzychylni władzy są na Białorusi represjonowani

Dziennikarz Biełsatu Zmicier Łupacz został aresztowany za ujawnianie prawdziwych danych na temat pandemii koronawirusa na Białorusi. O kulisach walki prezydenta Łukaszenki ze społeczeństwem obywatelskim opowiedział w programie Grzegorza Dobieckiego "Dzień na świecie".

Biełsat to jedyna nadająca po białorusku, a niezależna od władz w Mińsku telewizja na Białorusi. Jej współpracownik i aktywista społeczny Zmicier Łupacz został zatrzymany na początku maja w Głębokiem, podczas relacji z protestu w obronie kandydującego na prezydenta Siarhieja Cichanouskiego.

 

Na trzy dni trafił do aresztu śledczego. Białoruski sąd za pracę bez akredytacji i udział w nielegalnym zgromadzeniu skazał go na karę grzywny i dziesięć dni aresztu. Po wyjściu z sądu dziennikarz zasłabł.

 

"Wiem, że niektórzy życzą mi śmierci"

 

- Dowiedziałam się później, że tata trafił na oddział intensywnej terapii. Modliłam się, żeby wszystko dobrze się skończyło - powiedziała Swietłana Łupacz, córka dziennikarza. 

 

Łupacz wyszedł już ze szpitala, ale pomimo złego stanu zdrowia sąd nie złagodził wyroku. Musiał wrócić do aresztu i odbyć karę.

 

ZOBACZ: 55 osób chętnych do startu w wyborach prezydenckich na Białorusi. Część już odrzucona

 

- Jeszcze nie skończyła się rozprawa, a już czekało na mnie dwóch milicjantów, jakby spodziewając się wyroku. W żadnym normalnym państwie tak to nie działa. Wiem, że są tacy, którzy chcieliby, żebym umarł w tej celi, ale mam nadzieję, że wyjdę o własnych siłach - podkreślił dziennikarz telewizji Biełsat. 

 

Zmicier Łupacz był już wcześniej wielokrotnie karany za pracę bez akredytacji dziennikarskiej, mimo że na Białorusi jest ona wymagana jedynie od zagranicznych dziennikarzy. Po raz pierwszy jednak, został skazany na karę więzienia.

 

- Dostajemy mnóstwo telefonów. Ludzie nie tylko okazują nam wsparcie, ale też oferują pomoc. Ta sytuacja pokazuje, że ludzie nie będą milczeć i nawet kiedy są do tego zmuszani nie zamierzają jedynie stać z boku - mówiła Swietłana Łupacz.

 

Niewygodna prawda

 

Łupacz relacjonował rozwój pandemii koronawirusa w swoim regionie. Nie było to wygodne dla władz w Mińsku, które od początku starały się zaniżać liczbę zakażonych. Oficjalne statystyki mówią o ponad 30 tys. chorych na Covid-19 i 171 zgonach. Dziennikarz wielokrotnie też nagrywał protesty skierowane przeciwko prezydentowi Łukaszence.

 

ZOBACZ: Zakaz wywozu z kraju kaszy gryczanej, czosnku i cebuli. Białoruś reaguje na pandemię

 

- Czy wiadomo, jaki jest teraz stan zdrowia Zmiciera Łupacza? Czy pozostaje cięgle w areszcie? Bo według Agnieszki Romaszewskiej-Guzy, redaktor naczelnej Białsatu, zagrożone jest wręcz jego życie? - zapytał Aleksego Dzikawickiego, wicedyrektora Telewizji Biełsat Grzegorz Dobiecki. 

 

WIDEO: Kulisy walki prezydenta Łukaszenki ze społeczeństwem obywatelskim

  

- Niestety, Łupacz wciąż pozostaje w areszcie. To, przez co przechodzi na pewno nie wpływa dobrze na jego zdrowie, choć jest to bardzo dzielny człowiek. Staramy się wspierać jego rodzinę tak jak możemy - powiedział Dzikawicki.

 

- Po protestach w Białorusi zatrzymano masę ludzi, natomiast aresztowanie Zmicera Łupacza miało w zamyśle władz zniechęcić innych niezależnych dziennikarzy. Podobny los spotkał także innego naszego współpracownika, który dostał właśnie kolejne kilkanaście dni aresztu - podkreślił gość programu.

 

Polowanie na youtuberów

 

Według Centrum Praw Człowieka WIASNA między 6 a 13 maja zatrzymano około 120 osób, które brały udział w opozycyjnych spotkaniach, 50 skazano na areszt. Do aresztu trafiły miedzy innymi dwie osoby z Bloku Młodzieżowego, które przyszły na próbę defilady przed Dniem Zwycięstwa z trumną - by protestować przeciwko imprezom masowym w czasie pandemii.

 

- Władze chcą sobie wyczyścić pole przed wyborami prezydenckimi, które mają się odbyć na początku sierpnia - ocenił Dzikawicki. - W przypadku pandemii zareagowano bardzo późno, a teraz obawiają się protestów, niezadowolenia Białorusinów i dlatego prezydent Łukaszenka chce wyeliminować wszystkich, którzy mogą cokolwiek o tych protestach powiedzieć. Mamy teraz polowanie na popularnych youtuberów. Ludzie nie wierzą mediom państwowych i masowo szukają informacji w innych źródłach. Jeden z najbardziej znanych przebywa obecnie w areszcie i dlatego nie mógł się zarejestrować jako kandydat na prezydenta - relacjonował przedstawiciel niezależnych mediów. 

 

ZOBACZ: "Traktor wyleczy wszystkich". Łukaszenka o koronawirusie

 

Zwraca uwagę niska liczba zgonów w stosunku do liczby infekcji. W Szwecji, która ma podobną liczbę mieszkańców, podobną liczbę zakażeń i też nie wprowadziła kwarantanny zmarło ponad 3,5 tys. osób.

 

- Od początku trudno było ufać władzy. Najpierw sam Łukaszenka mówił, że żadnego wirusa nie ma i przysięgał, że nikt na Białorusi na niego nie umrze. Kiedy nie dało się tego dłużej ukrywać, władza w jakimś sensie przyznała że jest wirus, ale myślę, że nie można wierzyć oficjalnym danym o liczbie ofiar - powiedział Dzikawicki. 

 

Zbiórkę pieniędzy na pomoc dla represjonowanych dziennikarzy białoruskich prowadzi Fundacja "Strefa Solidarności".

emi/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze