Czy ostatnie deszcze uratują nas przed suszą? Zapytaliśmy ekspertów

Polska
Czy ostatnie deszcze uratują nas przed suszą? Zapytaliśmy ekspertów
PAP/Artur Reszko
Wypalone łąki po kwietniowym pożarze w Biebrzańskim Parku Narodowym

To, że teraz spadnie kilka razy deszcz, nie pomoże tak szybko uporać się z suszą. Musiałaby przez kilka najbliższych tygodni padać cały czas mżawka, by nadrobić te zaległości - mówi w rozmowie z polsatnews.pl Przemysław Nawrocki, ekspert WWF od ochrony wód i gatunków.

- My nie potrzebujemy obfitych deszczów, czy też takich nawałnic, przy których jeszcze dochodzi do strat w rolnictwie. Gwałtowne opady przynoszą nam ogromną ilość wody, która szybko ucieka, co nie daje korzyści w nawadnianiu gleby - zaznacza Nawrocki. Zdaniem specjalisty od kilku lat możemy mówić już śmiało o kryzysie klimatycznym, którego efekty widzimy m.in. w postaci suszy, z którą przyszło nam walczyć. - Średnie temperatury zwiększają się w Polsce, a jednocześnie nie wzrasta liczba opadów w ciągu roku. Co więcej, zauważaliśmy ich tendencję spadkową w czasie letnim oraz występowanie okresów, kiedy ten deszcz w ogóle się nie pojawia.

 

W ostatnich latach jest też niewiele śniegu. - Musimy sobie zdać sprawę, że taka sytuacja istotnie wpływa na rolnictwo i przyrodę. Opady śniegu pełnią bardzo ważną funkcję - dzięki nim gleba jest nasiąknięta wodą, w tym m.in. tereny rolne. Dawniej ta ilość, która nie została już wchłonięta, zasilała rzeki oraz jeziora. Charakterystycznym obrazem wiosny sprzed lat były roztopy, których od kilku lat brakuje. Obecna susza doskonale pokazuje, co nas czeka, kiedy będziemy mieli wyłącznie bezśnieżne zimy - podkreśla Przemysław Nawrocki.

 

Śnieg pomagał Biebrzy

 

Ekspert WWF odwołuje się do ostatnich wydarzeń w Biebrzańskim Parku Narodowym. - Dawniej cały pas nizin, do którego należy również województwo mazowieckie i podlaskie, czyli tam, gdzie jest Biebrza, był zasilany przez opady śniegu. Dziś widzimy, jak te tereny zaczynają boleśnie odczuwać skutki suszy - jednym z przykładów jest właśnie ten gigantyczny pożar na terenie parku narodowego. O tej porze roku powinno być tam mnóstwo wody z roztopów. Dolina Biebrzy (w dolnej części) powinna wyglądać jak wielkie jezioro.

 

Wideo: Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym

  

Specjalista twierdzi, że "nasze prawo wodne jest anachronizmem - musimy utrzymać rzeki w dobrym stanie, ale zarządzający nimi odbierają to w ten sposób, że rzeki powinny być regularnie przekopywane. W latach 2016-2017 na terenach, które teraz zmagają się z suszą, przekopano 18 tys. km rzek. Sami przyłożyliśmy rękę do problemu, z którym teraz przyszło nam walczyć".

 

Dodatkowo istotną rolę odegrała również kwestia związana z likwidacją tam bobrów. - Niszczymy to, co stworzyły. Ich działalność przecież pomaga nam w gromadzeniu wody. To wszystko przypomina "efekt Barei"- z jednej strony szukamy rozwiązania, jak wyjść z tej trudnej sytuacji, a z drugiej sami siebie wpędzamy w kłopoty.

 

W Polsce brakuje wody

 

Ekspert WWF zaznacza, że "do tej pory gospodarowanie zasobami w Polsce opierało się na przeświadczeniu, że mamy za dużo wody. Po wojnie zostało osuszonych zbyt wiele mokradeł - pozbyliśmy się ponad 80 proc. bagien i torfowisk. Kraj został pocięty siecią rowów melioracyjnych, które powinny mieć również zastawki (pozwalające na nawadnianie terenu). Niestety aż 90 proc. tych obiektów jest pozbawione takiej funkcji. Dodatkowo pod powierzchnią pól mamy tzw. "ciągi drenarskie" - czyli obszar naszego kraju jest drenowany. Kiedyś myślano, że to najlepsze rozwiązanie, niestety ten pomysł się nie sprawdził".

 

ZOBACZ: Będą przerwy w dostawach prądu? Susza wpływa na jego produkcję

 

Obecna sytuacja związana z pogodą to wielki problem dla gospodarzy. - Rolnicy nie będą w stanie na taką skalę nawadniać samodzielnie swoich pól. Jeśli będą kopać studnie i korzystać - w sposób niekontrolowany - z wód podziemnych, kiedyś ich zasoby przecież się skończą - zaznacza Przemysław Nawrocki.

 

Rolników czeka praca na nowych zasadach, które dyktuje natura. - Musimy już myśleć w kategoriach południa Europy, a nie centrum. W ostatnich latach zmieniła nam się strefa klimatyczna. Trzeba w końcu to przyjąć do wiadomości - a w szczególności rządzący muszą na to zwrócić uwagę. Oni przecież będą odpowiedzialni za to, jaką taktykę będziemy przyjmować w walce z problemami, które przyniesie m.in. susza. Zmieńmy przede wszystkim nasze myślenie. W naszym kraju nie ma nadmiaru wody, jej po prostu brakuje. Zacznijmy ją szanować - pod każdym względem - w zgodzie z naturą - podkreśla ekspert WWF.

 

Minimalna poprawa

 

- Wiosną mieliśmy bardzo niekorzystny start. Dodatkowo notowaliśmy wysokie temperatury, które zwiększyły parowanie. Opady minimalnie polepszyły sytuację hydrologiczną, ale nie cieszmy się, to nie koniec problemów związanych z suszą - mówi w rozmowie z polsatnews.pl Grzegorz Walijewski, rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej - Państwowego Instytutu Badawczego.

 

- Sytuacja związana z wilgotnością gleby - jeśli chodzi o jej wierzchnią warstwę - polepszyła się w ostatnim czasie w północno-wschodniej części kraju, gdzie teraz jej poziom wynosi ok. 90 proc. W południowo-zachodniej części jest to natomiast powyżej 80 proc. Pozostały obszar Polski w większości utrzymuje się w ok. 60 proc., ale są oczywiście miejsca, gdzie ta granica wynosi 35-40 proc. Tam sytuacja jest najgorsza - chodzi o woj. lubelskie, woj. lubuskie, północną część woj. podkarpackiego, woj. kujawsko-pomorskiego oraz woj. wielkopolskiego - tłumaczy Walijewski.

 

ZOBACZ: "Aby zażegnać suszę, przez trzy miesiące musiałby padać deszcz"

 

Z suszą hydrologiczną mamy do czynienia, jeżeli przepływ wody w rzece na stacji wodowskazowej spada poniżej pewnej granicy. Jest ona określana indywidualnie dla każdego punktu pomiarowego (przez hydrologów jest to określane jako: średni niski przepływ). - Jeszcze pod koniec kwietnia suszę obserwowaliśmy aż na 90 stacjach. Po ostatnich opadach sytuacja trochę się poprawiła, ponieważ ich liczba spadła do 54. To nadal bardzo dużo jak na tę porę roku - podkreśla rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej - Państwowego Instytutu Badawczego. Dla porównania, podczas suszy w 2019 roku (w dniu 14 maja) takich miejsc, które odnotowały spadek przepływu wody było jednie 9. - Mamy teraz do czynienia z poważniejszą sytuacją. To, że spadnie czasami deszcz, nie zmienia zbyt wiele w tej kwestii. Opadów jest zdecydowanie za mało, a ich rozkład jest nierównomierny - dodaje Walijewski.

 

Deszczu było naprawdę niewiele, a nawet jeśli już był - tak jak np. w Świdniku (woj. lubelskie) - powstawały burze, podczas których obserwowaliśmy podtopienia i zalania. Następnie woda w błyskawicznym tempie odpływała. Ostatnio mieliśmy też opady śniegu m.in. w północno-wschodniej Polsce (do 8 cm). Co ciekawe, w maju grubość pokrywy śnieżnej w kilku miejscach w woj. podlaskim była większa niż podczas minionej zimy - przypomina IMGW-PIB.

 

Co przyniosą najbliższe tygodnie?

 

W Polsce mamy ok. 630 stacji wodowskazowych, które mierzą poziom wody. - Optymalna sytuacja jest wówczas, gdy stan wody w korycie rzecznym jest w strefie średniej. Dziś ok. 45 proc. urządzeń IMGW-PIB mierzy stan wody w strefie niskiej. Jeszcze pod koniec kwietnia było ich ok. 65 proc., więc tutaj widać poprawę. Na początku maja wydaliśmy ostrzeżenia hydrologiczne przed suszą na obszar górnej i środkowej Odry oraz w rejonie górnej Warty, a także dla jej dopływów. Tam sytuacja jest najbardziej niebezpieczna, tj. w województwie: śląskim, dolnośląskim, wielkopolskim, lubuskim, łódzkim oraz częściowo opolskim.

 

ZOBACZ: "Susza to nie tylko efekt klimatu, ale także zaniedbań. Rząd robi za mało"

 

Czym w najbliższym czasie zaskoczy nas pogoda? - Poprawa w rzekach nastąpiła w lekkim stopniu nocą w ostatnią środę. Na południu kraju opady deszczu osiągnęły ok. 30-35 mm, maksymalnie na Polanie Chochołowskiej (37 mm). Dla dopływów górnej Wisły wydane zostały ostrzeżenie hydrologiczne pierwszego stopnia, uformowały się niewielkie wezbrania. Niestety to był tylko epizod, na kolejny - znaczący przyjdzie nam czekać bardzo długo - mówi rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej - Państwowego Instytutu Badawczego.

 

Kolejne prognozy nie są optymistyczne. W najbliższym tygodniu opady będą jedynie śladowe. - Maksymalnie do 5 mm na północy i południu. Nasi klimatolodzy prognozują, że do końca maja w całym kraju ilość opadów będzie wynosiła dalej poniżej normy. Z kolei czerwiec, w kwestii temperatury powietrza, zaskoczy nas wynikami powyżej normy, ale sytuacja z deszczem niestety nie ulegnie poprawie. Przewidywanych opadów dalej będzie niewystarczająco, by spokojnie stwierdzić, że susza opuściła nas na dobre.

ms/sgo/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze