Wybory prezydenckie. Brakuje chętnych do pracy w komisjach wyborczych

Polska
Wybory prezydenckie. Brakuje chętnych do pracy w komisjach wyborczych
PAP/Tytus Żmijewski
Minimalny skład każdej komisji to 5 osób

W części miast w kraju brakuje wystarczającej liczby chętnych do obsadzenia wszystkich spośród planowanych komisji wyborczych; w niektórych udało się zebrać wyłącznie wymaganą minimalną obsadę tych komisji - wynika z danych zebranych w całej Polsce.

Minimalna liczba chętnych do prac w komisjach wyborczych nie została osiągnięta w stolicy. - Zgłosiło się do nich 2 tys. 951 osób, zaś dla obsadzenia wszystkich komisji w składach minimalnych wymagane jest 3 tys. 835 osób - przekazała rzeczniczka prasowa stołecznego ratusza Karolina Gałecka. Jak dodała, na 21 kwietnia br. zostało powołanych przez komisarza wyborczego w Warszawie tylko 237 obwodowych komisji wyborczych spośród ogólnej liczby około 750 w całym mieście. - Składy komisji zostały powołane w terminie ustawowym w mocno okrojonym składzie i tylko w jednej trzeciej wszystkich obwodów głosowania w Warszawie - zaznaczyła.

 

Problemy w Krakowie i w Łodzi

 

W Krakowie powołano 272 komisje wyborcze z 450. Mniejsza liczba komisji jest spowodowana brakiem osób do obsadzenia ich składów. Do tej pory miasto otrzymało ponad 2,4 tys. zgłoszeń na członków komisji. Ok. 200 z ponad 2,4 tys. zgłoszeń nie przeszło pomyślnie weryfikacji, co oznacza, że na ten moment w składy komisji mogłoby wejść ponad 2,2 tys. osób. Aby w minimalnym, pięcioosobowym składzie obsadzić 450 komisji, potrzeba 2 tys. 250 osób; w składzie maksymalnym - 4 tys. 78 osób.

 

Natomiast w Łodzi powołano 291 z 317 obwodowych komisji wyborczych, które powinny być w tym mieście. Do pracy w komisjach zostały zgłoszone 2 tys. 143 osoby, z których 2 tys. 14 zostało pozytywnie zweryfikowanych.

 

ZOBACZ: Wybory "częściowo tradycyjne" albo internetowe. Szef PSL "nie traci nadziei"

 

Komisje wyborcze we wszystkich 185 wytyczonych obwodach wyborczych udało się powołać w Białymstoku. W sumie do pracy w komisjach zgłosiło się tam nieco ponad 1,2 tys. osób. Jak informował białostocki magistrat: "we wszystkich trybach (zgłoszenia kandydatów dokonane przez komitety wyborcze i samodzielnie przez kandydatów) zgłoszono łącznie 1 tys. 306 kandydatów, w tym liczba zgłoszeń prawidłowych - 1 tys. 207". Minimalna liczba potrzebna do stworzenia komisji w tym mieście to 925 osób, zaś aby stworzyć pełne komisje wyborcze, potrzebnych było ok. 1,6 tys. osób.

 

Wymaganą minimalną liczbę członków blisko 170 komisji wyborczych udało się zebrać w Katowicach - z czego 80 proc. zgłosiły komitety wyborcze. W Gliwicach możliwa była obsada ponad 30 z blisko 120 komisji; komitety zgłosiły tam ok. 30 proc. z wymaganych członków.

 

Także w Rzeszowie udało się skompletować we wszystkich komisjach wymaganą minimalną liczbę członków. To w sumie około 600 osób. Problem ze skompletowaniem składu komisji jest natomiast w Przemyślu. Jak powiedziała rzeczniczka prasowa miejscowego ratusza Agata Czereba, tylko 13 komisji na niemal 40 ma minimalny wymagany skład.

 

100 z 310 wymaganych komisji we Wrocławiu

 

Z kolei w Gdańsku, Gdyni i Sopocie nie powołano wystarczającej liczby obwodowych komisji wyborczych. Najgorsza sytuacja pod tym względem jest w Sopocie, gdzie powstały tylko 2 na 21 komisji. Komisje skompletowano natomiast prawie w całości w Starogardzie Gd.

 

We Wrocławiu powołano tylko 100 z 310 wymaganych obwodowych komisji wyborczych w mieście. Do większości komisji wyborczych nie było tylu chętnych osób, by osiągnąć minimalny pięcioosobowy skład komisji - podały służby prasowe magistratu.

 

ZOBACZ: Ważna deklaracja Kidawy-Błońskiej ws. wyborów

 

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak informował w czwartek, że w tym mieście udało się skompletować 10 proc. wszystkich komisji wyborczych. Jak dodawał, dotychczas do pracy w komisjach zgłosiło się łącznie 950 osób, a wymagane minimum to 1 tys. 300 osób. - Ale żeby to zrobić w sposób bezpieczny, to tak naprawdę potrzeba mieć w tych komisjach 2 tys. 200 osób - zaznaczał.

 

Również w Lublinie brakuje ludzi do utworzenia około jednej trzeciej obwodowych komisji wyborczych, choćby w minimalnych składach. Do pracy podczas wyborów potrzebnych jest tu 1 tys. 878 osób do utworzenia 208 komisji wyborczych. Jak informowała Joanna Stryczewska z biura prasowego prezydenta Lublina, w połowie kwietnia - po zakończeniu zgłoszeń uzupełniających - brakowało osób do powołania 84 z 208 komisji. Po tym terminie składy komisji może uzupełniać komisarz wyborczy. - Zgodnie z naszą wiedzą, wszystkich prawidłowych zgłoszeń jest obecnie łącznie 1 tys. 50 i wciąż nie ma możliwości powołania 63 z 208 komisji, nawet w minimalnych składach - zaznaczyła.

 

Wystarczającej liczby kandydatów do komisji wyborczych nie ma też w Olsztynie, gdzie jest 100 komisji wyborczych, a obsadzonych zostało ok. 50 proc. - 318 osób zgłosiło chęć zasiadania w komisjach wyborczych w Olsztynie. Dane zostały przekazane do komisarza - podała rzeczniczka urzędu miasta w Olsztynie Marta Bartoszewicz.

 

Chętnych do pracy w komisjach wyborczych nie ma również w Kaliszu

 

W Szczecinie natomiast spośród zgłaszających się do komisji wyborczych zweryfikowanych zostało 1 tys. 149 osób - poinformowała Marta Czapiewska z biura szczecińskiej rady miasta. Maksymalna liczba osób, które mogą zasiadać w komisjach to 1 tys. 926. Jak dodała Czapiewska, w 70 komisjach w mieście nie ma niezbędnego minimum liczby członków. W Szczecinie jest 206 obwodowych komisji wyborczych, z czego 192 to komisje stałe.

 

W Koszalinie są 54 obwodowe komisje wyborcze. Na razie ponad połowa z nich jest w mniej niż pięcioosobowym składzie. Skład ponad 10 komisji został uzupełniony przez komisarza wyborczego. W Kołobrzegu na 24 obwodowe komisje wyborcze aż 16 jest na razie jednoosobowych, a pozostałe dwuosobowe.

 

ZOBACZ: Apel Episkopatu do rządu i opozycji. Chodzi o wybory

 

Tymczasem w całym województwie opolskim na 7 tys. miejsc w obwodowych komisjach wyborczych zgłoszono około 3,5 tys. kandydatów. Rafał Tkacz z delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Opolu przekazał, że pod tym względem sytuacja w stolicy regionu nie odbiega od średniej i chętnych wystarczy do obsadzenia nieco więcej niż połowy komisji. - W tej chwili są jeszcze pojedyncze zgłoszenia od osób indywidualnych, jednak nie wpłyną one znacząco na ostateczną liczbę - uważa Tkacz.

 

Chętnych do pracy w komisjach wyborczych nie ma również w Kaliszu, gdzie udało się powołać cztery komisje na 56. Jak powiedziała dyrektor kaliskiej delegatury PKW Agnieszka Jakubowska, na obszarze całej delegatury, obejmującej swym zasięgiem siedem powiatów i miasto Kalisz, zostało powołanych 137 obwodowych komisji wyborczych na wymaganych 470. - Tak więc na naszym terenie mamy niepowołanych aż 333 komisji - przekazała.

 

Minimalny skład każdej komisji to 5 osób. Praca w komisji polega na czuwaniu nad odpowiednim przebiegiem wyborów, czyli wydawaniem kart zgodnie z listą mieszkańców podporządkowaną danemu okręgowi, a następnie na liczeniu głosów. W zależności od pełnionej funkcji w komisji można zarobić od 350 do 500 zł. W przypadku dwóch tur kwota się podwaja.

dk/ PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie