Dowozi żywność do sklepów. Mieszkańcy wsi nie chcą jej u siebie, boją się, że sprowadzi koronawirusa

Moto
Dowozi żywność do sklepów. Mieszkańcy wsi nie chcą jej u siebie, boją się, że sprowadzi koronawirusa
Goolge Street View
Burmistrz liczącej niewiele ponad 300 mieszkańców wsi Jort nie krył oburzenia

Mieszkańcy niewielkiej wsi Jort w Normandii wysłali list kobiecie, która jest kierowcą ciężarowej chłodni. Wezwali ją do tego, by się przeprowadziła i nie sprowadzała na miejscowość zagrożenia koronawirusem. "Prosimy, przebywaj gdzie indziej. Dlaczego na przykład nie w swojej ciężarówce" - napisali anonimowo. Do podobnych przypadków piętnowania kierowców tirów dochodzi również w Polsce.

"Codziennie udaje się pani do pracy. By zapobiec zarażeniu wsi oraz pani dziecka, prosimy: przebywaj gdzie indziej. Dlaczego na przykład nie w swojej ciężarówce. Dziękujemy za zrozumienie, mieszkańcy Jort" - takiej treści list znalazł w skrzynce mieszkaniec niewielkiej wsi w pobliżu Falaise (Normandia).

 

ZOBACZ: Kierowca tira dostał ataku serca i zmarł. Świadkowie nie pomogli, bo bali się koronawirusa

 

Adresatem listu była jego żona, która jest kierowcą ciężarowej chłodni i codziennie dowozi żywność do supermarketów w Normandii.  

 

- To nikczemne - skomentował anonim mąż kobiety.  

Burmistrz: to absurdalne, jestem oburzony

 

- Moja żona od poniedziałku do soboty jest w pracy. Swoją ciężarówką dowozi żywność do supermarketów, by ludzie mieli co jeść. Gdybyśmy przestali pracować, co ci ludzie by jedli? Tym bardziej absurdalne jest to, że podjęli ryzyko opuszczenia domu, tylko po to, aby włożyć to do naszej skrzynki - mówił mężczyzna w rozmowie z "Ouest France". 

Małżeństwo powiadomiło burmistrza, a później złożyło zawiadomienie w żandarmerii. - Zabrali nasze zeznania przez telefon. Nie mogliśmy złożyć skargi, ponieważ nie było żadnych szkód ani nie stwierdzono bezpośredniego zagrożenia - relacjonował mąż kobiety. 

 

Burmistrz liczącej niewiele ponad 300 mieszkańców wsi nie krył oburzenia. - To absurdalne, jestem oburzony - mówił burmistrz Jort Jean-François Guillemot.

 

ZOBACZ: Promy tykającą bombą z koronawirusem - alarmują kierowcy tirów

 

Dodał, że małżonkowie mają jego pełne wsparcie. - Pomagają innym i nie są sami - stwierdził Guillemot. Słowa wsparcia dla pary - za pośrednictwem mediów społecznościowych - przekazali również niektórzy mieszkańcy wsi. 

 

- Nie wiem, czy motywuje ich strach, ale nie mogą sądzić, że podpisali list w imieniu całej wioski - zapewniał burmistrz, mówiąc o autorach anonimu. 

 

Wójt ze wsi Czarna Dąbrówka: każdy powinien się dowiedzieć, kto to jest


Do podobnej próby napiętnowania kierowców ciężarówek doszło również w Polsce, we wsi Czarna Dąbrówka (woj. pomorskie). W tym przypadku to jednak wójt gminy przestrzegał mieszkańców przed kierowcą tira, który wrócił z Włoch. Uznał, że "beztrosko przemieszcza się po miejscowości".
 

"Uprzedzam wszystkich mieszkańców, szczególnie miejscowości Czarna Dąbrówka, iż swobodnie bez ograniczeń po tej miejscowości porusza się jej mieszkaniec, który wrócił trzy dni temu z Włoch, ale ponieważ jest kierowcą, wolno mu" - napisał wójt gminy Czarna Dąbrówka Jan Klasa.

Wyjaśniał, że kontaktował się z sanepidem, więc wie, że kierowca nie musi poddawać się kwarantannie. "Również kwarantanny nie ma jego rodzina. Wierzę, że pocztą pantoflową każdy powinien się dowiedzieć, kto to jest. Są osoby, które wiedzą o kogo chodzi i powinni przestrzegać swoich znajomych i przyjaciół. Wiem, że rozmowy z tą osobą, aby sama poddała się kwarantannie nie dały żadnego skutku" - ostrzegał wójt.

Po kilku godzinach wpis usunął.

 

"Trzeba było zrobić coś zupełnie niekonwencjonalnego"


W rozmowie z "Gazetą Pomorską" zapewniał, że z prośbą o interwencję zwrócili się do niego mieszkańcy wsi. - Alarmowali, że tak nie może być, że się boją, żeby coś z tym zrobić - mówił Klasa. - No i trzeba było zrobić coś zupełnie niekonwencjonalnego i dlatego zdecydowałem się na ten wpis - stwierdził. 

 

ZOBACZ: Coraz więcej osób wraca do Polski


Wójt skarżył się, że rozmawiał z mężczyzną, ale "nie spotkało się to z jakimś zrozumieniem, a raczej butą". Mężczyzna koniec końców przeniósł się do innej miejscowości. - Po pierwsze z powodu tej atmosfery, po drugie chyba ze względów rodzinnych. Jak tam się zachowuje to nie wiem. Dalej już tego nie śledziłem - dodał. 

 

Pytany, czy nie sądzi, że napiętnował mężczyznę, na co zwracali uwagę sami mieszkańcy wsi, odparł: - No, trochę nie było wyjścia. 

 

Prób wpływania na kierowców, a także ich rodziny, było więcej. Oni sami o problemie nie chcą się wypowiadać, boją się wykluczenia społecznego.

grz/luq/ "Ouest France", :Gazeta Pomorska", polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze