Koronawirus. Pensylwania w nietypowy sposób dostarcza testy dla amiszów

Świat
Koronawirus. Pensylwania w nietypowy sposób dostarcza testy dla amiszów
PAP/EPA/CJ GUNTHER/zdj. ilustracyjne
Lekarze pojechali z testami do amiszów i mennonitów... bryczkami i konno.

Klinika w Belleville w środkowej Pensylwanii (USA) postanowiła przeprowadzić testy na obecność koronawirusa w nietypowy sposób. Medycy dotarli za pomocą konnych bryczek do lokalnych społeczności amiszów i mennonitów.

Od 1 kwietnia klinika przeprowadziła w ten sposób prawie 65 testów na obecność koronawiru-sa. Próbki z wymazami trafiają do laboratorium. - Nasz system testowy CSI-Dx, bezpośrednio wykrywa genom wirusowy COVID-19 - zaznaczyła w rozmowie z CNN Regina Lamendella, współwłaścielka laboratorium, która jest również profesorem biologii w Juniata College.

 

Test pozwala na to, by zobaczyć cały genom wirusowy. Co daje możliwość na to, by sprawdzić, jak się zmienia oraz to, jakie szczepy unoszą się wokół niego. - Nadążanie za tą ewolucją patogenu będzie bardzo ważne - podkreśiła Lamendella.

 

Obecnie większość dostępnych testów na wykrycie koronawirusa potrzebuje około tygodnia, by wyniki były dostępne. Laboratorium, do którego zostają wysyłane próbki z Belleville, może przed-stawić wynik w ciągu 19 godzin - a czasami nawet szybciej - jak zaznacza Lamendella.

 

Cel edukacyjny

 

- Mamy już relacje z tą społecznością, a testy są okazją do podniesienia świadomości na temat potrzeby izolacji osób podatnych na zagrożenia - mówił doktor Holmes Morton, założyciel kliniki w Belleville, podała amerykańska telewizja FoxNews.

 

Morton wyraził nadzieję, że testy pomogą społecznościom, do których próbują dotrzeć, "wyprzedzić infekcję", zanim sytuacja się pogorszy.

 

W rozmowie z CNN lekarz zaznaczył, że działania mają także na celu edukowanie amiszów i mennonitów o ryzyku organizowania zgromadzeń m.in. w kościołach, na weselach czy też w trakcie pogrzebów.

 

Zdaniem ekspertów, trzeba tym społecznościom przekazać informację, że koronawirus zagraża także ich środowiskom, ale mogą to zagrożenie zminimalizować.

 

Wspólną charakterystyczną cechą mennonitów oraz amiszów jest niekorzystanie ze zdobyczy cywilizacji. Nie używają m.in. prądu oraz nie korzystają z motoryzacji. Do podróży używają m.in. bryczek konnych.

 

To dlatego podobny sposób transportu został wykorzystany przy dostarczeniu im testów na kornawirusa przez służby medyczne w Pensylwanii.

 

 

USA: nowy dobowy rekord

 

1973 chorych z SARS-CoV-2 zmarło w ciągu ostatnich 24 godzin w USA - wynika z najnowszych danych Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore. To najtragiczniejsza doba epi-demii w Stanach Zjednoczonych; w poprzednim dobowym raporcie informowano o 1939 zgonach.

 

W USA odnotowano łącznie 14 tys. 695 zgonów z powodu koronawirusa. Liczba ofiar śmiertelnych epidemii zbliża się do tej w Hiszpanii (14 tys. 792) oraz Włoszech (17 tys. 669).

 

Podane dane z USA obejmują okres 24 godzin od 2:30 czasu polskiego w nocy z wtorku na środę. W Nowym Jorku z powodu koronawirusa zmarło już więcej osób niż w ataku na World Trade Cen-ter 11 września 2001 roku. Według stanu na środę liczba ofiar śmiertelnych epidemii w mieście wynosi łącznie 4571, co nie uwzględnia osób, które zmarły w domu. W stanie Nowy Jork zmarło 6268 chorych.

 

Drugim najbardziej dotkniętym epidemią stanem USA jest New Jersey. Łączna liczba zmarłych z koronawirusem przekroczyła tu 1,5 tys. W środę ogłoszono, że w New Jersey przybyło 275 ofiar śmiertelnych; była to najtragiczniejsza doba w tym stanie od wybuchu epidemii.

 

Aż 959 chorych zmarło w Michigan, a 652 w Luizjanie.

 

Surowe ograniczenia dla mieszkańców zaczynają przynosić efekty w Oregonie i Waszyngtonie - zauważa portal The Hill. Te dwa stany na początku epidemii były największymi ogniskami choroby w USA. Teraz jednak odnotowują spadek przyrostów zakażeń.

 

"Światełko w tunelu"

 

Władze, w tym prezydent USA Donald Trump, mówią o "światełku w tunelu". Zgodnie z uaktualnionymi modelami, na które powołuje się Biały Dom w Stanach Zjednoczonych na Covid-19 umrze do sierpnia ok. 60 tys. osób. Wcześniejsze prognozy były bardziej pesymistyczne, mówiły nawet o łącznej liczbie zgonów sięgającej ponad 200 tys.

 

Amerykańskie Centrum ds. Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC) wydało w środę nowe wy-tyczne. Agencja Associated Press ocenia je jako "pierwszy mały krok w kierunku otwarcia kraju". Zgodnie z wytycznymi niektórzy zatrudnieni, w tym ci ze służby zdrowia oraz pracujący w łańcuchu dostaw żywności, mogą wrócić do pracy pod pewnymi warunkami. Wśród nich jest brak objawów i zachowywanie odległości ok. 2 metrów od osób, które miały lub mogły być zakażone.

 

- Gdy stopniowo wracasz, to nie wskakujesz od razu obiema nogami - ostrzegał w środę obrazowo dyrektor amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych doktor Anthony Fauci. - Mówiąc szczerze, nie wiem, czy znów będziemy ściskać dłonie. To będzie nie tylko dobry krok, by ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa. To prawdopodobnie znacząco zmniejszy przypadki grypy w kraju - dodał.

ms/hlk/ PAP, foxnews.com, philadelphia.cbslocal.com, "CNN"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze