Wirus zabija usługi. Wielkie straty małego biznesu

Biznes
Wirus zabija usługi. Wielkie straty małego biznesu
Czy przedsiębiorcy będą mieli do czego wracać po zakończeniu epidemii koronawirusa?

Polscy restauratorzy, fryzjerzy, organizatorzy targów i eventów – wszyscy oni mogą pozazdrościć usługodawcom w Niemczech, czy Irlandii. W tamtych krajach urzędowemu zamknięciu rynków towarzyszy kosztowna próba hibernacji biznesów, tak by po zakończeniu pandemii można było do czego wracać.

Skalę wyłączenia europejskiego małego biznesu z obiegu gospodarczego najlepiej obrazują dzisiejsze dane o wskaźniku koniunktury PMI dla sfery usług w pięciu krajach i w całej strefy euro (w Polsce nie jest wyliczany). Liczby są szokujące. O ile w lutym PMI wszędzie wyraźnie przekraczał granicę 50 punktów, to po marcu mamy w Wielkiej Brytanii 34,5 punktu, w Niemczech - 31,7, we Francji - 27,4, w strefie euro - 26,4, w Hiszpanii - 23,0, a we Włoszech zaledwie 17,4 punktu.

 

Skok w przepaść

 

Kilka dni temu poznaliśmy PMI dla sfery przemysłu w tych samych krajach. W jego wypadku skala regresu była dużo mniejsza, choć też rekordowa. Wskaźniki spadły najczęściej o 6-8 oczek, ale utrzymały się ponad granicą 40 punktów. Przypomnijmy, że wynik powyżej 50 punktów świadczy o przekonaniu przedsiębiorców, że w bliskiej przyszłości nie zderzą się z dekoniunkturą. W europejskich usługach ten sen o potędze z przełomu lutego i marca pękł jak mydlana bańka.

 

ZOBACZ: Świat skoronizowany. Nowy ład ze starymi problemami

 

Szacuje się, że przychody polskich restauracji spadły w jednej chwili o 70-80 proc., mimo, że potrawy można kupować na wynos, albo z dostawą do domu. Transport autokarowy realizuje tylko kilka procent przewozów w porównaniu z wynikiem sprzed roku. Branża wystawiennicza w ogóle nie pracuje. Imprezy nie będą organizowane do jesieni, ale prawdopodobnie do końca tego roku potencjalnym klientom zabraknie ochoty, odwagi i pieniędzy, by korzystać z oferty targowej.

 

Sztuka hibernacji

 

Rozmiary pomocy finansowej, na jaką może liczyć polski mały biznes są dużo mniejsze niż w bogatych krajach Zachodu. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapewnia, że żadna porządna firma nie upadnie z powodu epidemii – zostanie zamrożona i odżyje w lepszych czasach. Rząd w Berlinie przeznacza kilkaset miliardów euro na utrzymanie płynności firm niezależnie od ich wielkości. Nasz rząd dysponuje kwotą kilkudziesięciu miliardów złotych.

 

Niemcy mają 50 miliardów euro dla samych tylko mikroprzedsiębiorstw i osób samozatrudnionych. U nas eksponowane jest rozwiązanie przeznaczone dla zatrudniających do 9 osób. Mogą być zwolnieni z płacenia składki ZUS i dostać 5 tysięcy złotych bezzwrotnej pożyczki w zamian za utrzymanie etatów. Niewykluczone, że ta możliwość została wykorzystana przez niektórych beneficjentów do zwolnienia części pracowników jeszcze w marcu i obniżenia liczby zatrudnionych do 9.

 

Być jak Irlandia

 

W Irlandii rząd zadeklarował, że pokryje do 70 proc. wynagrodzenia netto pracowników, o ile przedsiębiorca ich nie zwolni. Górna granica takiego "doładowania" pensji to 410 euro tygodniowo. W dodatku, każdy kto w Irlandii stracił pracę może liczyć na wypłacany przez 3 miesiące zasiłek w wysokości 350 euro tygodniowo. Taką samą kwotę mogą dostać samozatrudnieni, o ile ich biznes został zamrożony decyzją rządu.

 

ZOBACZ: Pokolenie luxmedu nie ma szans w starciu z kryzysem

 

W Polsce przedstawiciele wielu branż - m.in. samochodowego transportu pasażerskiego zatrudniającego w sumie 50 tysięcy ludzi - też apelują o dopłaty do wynagrodzeń na dużo większą skalę, niż zaproponowana w tarczy antykryzysowej. Proszą także o dostęp do nowych kredytów obrotowych podtrzymujących bieżącą działalność.

 

Klienci mogą pomóc

 

W Polsce banki niektórym przedsiębiorcom zawieszają spłaty kredytów, a samorządy obniżają czynsze za wynajmowane lokale do czasu zniesienia lockdownu. Przedsiębiorcy z branży turystycznej i hotelowej dobrze odbierają posunięcie minister Jadwigi Emilewicz - opóźnienie zwrotów pieniędzy za odwołane wycieczki do 180 dni, albo proponowanie klientom bonów 1000+ na konto przyszłych usług.

 

Sporo jest w kraju małych, osiedlowych inicjatyw, kiedy to klienci kawiarni, restauracji lub gabinetów kosmetycznych już teraz płacą za dania, czy usługi, na które mają szansę dopiero za kilka tygodni. Domy weselne apelują do nowożeńców, by nawet jeśli nie rezygnują ze ślubów w wyznaczonym terminie opłaconą już zabawę przesuwali na później.

 

Bardzo długi lockdown może być jednak zabójczy dla polskiego małego biznesu. Stąd postulat wielu przedsiębiorców, by szkoły i uczelnie były zamknięte dużo dłużej niż zakłady usługowe. Proponują, by za kilka tygodni otwierać kluby fitness, kina, restauracje czy zakłady fryzjerskie z limitami osób korzystających z nich jednocześnie.

 

Pytanie tylko, kiedy będziemy mogli ograniczyć narodową kwarantannę bez ryzyka, że nie sprowokujemy kolejnej fali koronawirusa.

 

 

Jacek Brzeski
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie