Hindusi dzwonią na linie alarmowe, żeby zamówić jedzenie. Kara: czyszczenie rynsztoku

Świat
Hindusi dzwonią na linie alarmowe, żeby zamówić jedzenie. Kara: czyszczenie rynsztoku
PAP/EPA/FAROOQ KHAN

Mężczyzna z Rampuru w Indiach chciał zamówić cztery samosy na linii informacyjnej dotyczącej koronawirusa. Oprócz zapłacenia grzywny, za karę musiał wyczyścić rynsztoki. Hindusi dzwonią na linie alarmowe i informacyjne, żeby zamówić samosy, tytoń do żucia, a nawet pizzę.

Dziennik "The Indian Express" opisał funkcjonowanie telefonicznej linii alarmowej stworzonej do walki z koronawirusem w północnoindyjskim Rampurze.

 

- Mamy telefony z poważnymi sprawami. Na przykład mieliśmy nauczycielkę w ciąży, która się źle poczuła. Chciała opuścić okręg i jechać do domu - powiedział dziennikowi szef okręgu Rampur Ajani Kumar Singh. - Ale poradziliśmy jej, by została, i wysyłamy jej posiłki oraz leki, a lekarz regularnie sprawdza stan jej zdrowia - wyjaśnił.

 

- Jednak 50 proc. naszych zasobów i czasu spędzamy na zmaganiu się z tymi bezsensownymi żądaniami - podkreśla.

 

ZOBACZ: "Tsunami" na rynku pracy w Finlandii. Zwolnienia grupowe dotyczą ponad 300 tys. osób

 

Mężczyzna, który zamówił cztery samosy, czyli smażone na oleju pierożki z nadzieniem ziemniaczanym, nie tylko został ukarany grzywną 500 rupii (ok. 27 zł), ale dla przykładu musiał wyczyścić wszystkie rynsztoki w okolicy.

 

- Jedna osoba zadzwoniła z pytaniem, czy przywieziemy jej pizzę. Właściciel sklepu z tytoniem zadzwonił i powiedział, że skończył mu się betel i musimy mu go przysłać - powiedział Singh.

 

21-dniowa ogólnokrajowa kwarantanna

 

Wielokrotnie, kiedy wolontariusze docierali do dzwoniących, okazywało się, że "testowali system". Tylko w ciągu pięciu dni rampurscy urzędnicy wystawili mandaty za nadużywanie infolinii oraz łamanie nakazu pozostania w domu na łączną sumę 200 tys. rupii.

 

Zdarzają się jednak telefony tylko z pozoru wyglądające na głupi żart. W poniedziałek na infolinię w Lakhnau zadzwonił starszy mężczyzna, prosząc o rasgullę, słodki deser w kształcie kulek ulepionych z białego sera i polanego cukrowym syropem.

 

- Dotarliśmy do domu dzwoniącego Ramy Chandry Prasada Kesariego z sześcioma rasgullami - powiedział agencji ANI Satnosh Singh posterunkowy z dzielnicy Hazratganj. - Mężczyzna był sam w domu, w stanie hipoglikemii. Cierpi na cukrzycę i jego twarz była blada. Nie mógł się ruszyć – stwierdził policjant, dodając, że po zjedzeniu czterech słodkich kulek Kesari doszedł do siebie.

 

Mężczyźnie, który jest wdowcem, a jego dzieci mieszkają za granicą, skończył się podczas kwarantanny zapas słodyczy.

 

W Indiach trwa 21-dniowa ogólnokrajowa kwarantanna, w czasie której nie wolno wychodzić z domów i podróżować. Wyjątkiem są nagłe wypadki i zakupy pożywienia.

zdr/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze