Ktoś mógł zjeść surowego nietoperza

Polska
Ktoś mógł zjeść surowego nietoperza
Pixabay.com/mattthewafflecat
Zrobiło się bardzo dużo specjalistów od koronawirusa i też sporo osób, które chcą się na nim wylansować - mówi prof. Małgorzata Polz-Dacewicz, kierownik Zakładu Wirusologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Codziennie czytam doniesienia Światowej Organizacji Zdrowia i raporty Narodowego Instytutu Zdrowia w Atlancie. Pojawiają się już pierwsze prace naukowe. Jest jasne, że nie jest to żadna broń biologiczna, tylko odzwierzęcy wirus - mówi prof. Małgorzata Polz-Dacewicz, kierownik Zakładu Wirusologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Piotr Witwicki: Zacznijmy od charakterystyki sprawcy: jest niewidzialny i zabija.

Prof. Małgorzata Polz-Dacewicz: Niewidzialny ani gołym okiem, ani pod mikroskopem świetlnym.

 

Jest nieuchwytny, ale umówiliśmy się, pani profesor, że stworzymy jego portret pamięciowy.

Na szczęście możemy go zobaczyć pod mikroskopem elektronowym.

 

I na podstawie tego wiemy, że...

...jak każdy wirus jest tworem bezkomórkowym. Bakteria jest komórką, ale wirus jest cząsteczką złożoną tylko i wyłącznie z kwasu nukleinowego i białek.

 

Porozmawiajmy o całej rodzinie wirusów. Kiedy powstały?

Pierwsze sto milionów lat temu. To były retrowirusy, których materiał genetyczny stanowi RNA.

 

Jakie mają zwyczaje?

To są bezwzględne pasożyty. Nie mogą się namnażać poza żywym organizmem.

 

Jesteśmy ich pożywką?

Jesteśmy im potrzebni.

 

Koronawirus też jest wirusem RNA?

Tak. To jest jednak zupełnie nowy wirus. Należy do rodziny koronawirusów. Jest siedem ludzkich koronawirusów, z czego trzy są bardzo patogenne, czyli SARS (epidemia w 2002 r.), MERS (2012) oraz obecny SARS-CoV-2, który pojawił się pod koniec 2019 r. Nazwa „korona" wzięła się od wypustek, które znajdują się na jego powierzchni. One układają się po prostu w kształt korony.

 

To definiuje ich metody działania.

Tymi wypustkami wirus przyczepia się do wrażliwej komórki posiadającej na swojej powierzchni odpowiednie receptory. Takie receptory znajdują się właśnie na powierzchni komórek nabłonkowych układu oddechowego, ale także w naczyniach krwionośnych oraz narządach wewnętrznych.

 

To jest stały schemat.

Tak. Koronawirus przenosi się drogą kropelkową i wnika do naszego układu oddechowego, znajduje sobie odpowiedni receptor, do którego się przyczepia, następnie wnika do wnętrza komórki, w której się namnaża. Ten wirus powoduje zapalenie płuc, które przy ciężkim przebiegu może doprowadzić do niewydolności oddechowej.

 

Po czym można go rozpoznać?

Typowe objawy to wysoka temperatura i kaszel. Ponieważ receptory dla tego wirusa znajdują się też w narządach wewnętrznych i naczyniach krwionośnych, zakażenie może także przebiegać z objawami ze strony przewodu pokarmowego. Czyli objawy kliniczne mogą być podobne do grypy żołądkowej.

 

Czytałem, że dochodzą problemy ze zmysłem powonienia.

Jak się przeziębimy i mamy katar, też możemy mieć takie objawy. Wtedy zresztą nie tylko nie czujemy zapachu, ale także smaku. Kliniczne objawy, zwłaszcza w początkowej fazie, mogą być podobne do grypy, tylko to, że są ciężkie, może nam pomóc zorientować się, że mamy do czynienia z czymś poważniejszym.

 

Żeby lepiej wiedzieć, z kim mamy do czynienia, porozmawiajmy o bliskiej rodzinie najnowszego wirusa, a w zasadzie to odtwórzmy drzewo genealogiczne.

Jak już wspomniałam, koronawirusy krążą w populacji ludzkiej, wywołując łagodne przeziębienia w sezonie jesienno-zimowym i zimowo-wiosennym i są przyczyną około 20–30 proc przeziębień. Groźniejsze są dopiero wspomniane już trzy.

 

Jest podobny do swoich kuzynów?

Istnieje duży stopień pokrewieństwa. Zwłaszcza z pierwszym SARS. Stąd zresztą jego pełna nazwa SARS-CoV-2. Jest też podobny do koronawirusów krążących w świecie zwierząt. Przypuszcza się, że naturalnym ich rezerwuarem są nietoperze.

 

W ten sposób przechodzimy do narodzin wirusa i jego rodziców.

Mówi się o tym, że wirus przekroczył granicę międzygatunkową i jest odzwierzęcy. Ktoś mógł zjeść niedogotowanego nietoperza. Dużo jest spekulacji na ten temat. Wirus może się przenieść ze zwierzęcia na człowieka, ale odwrotnej możliwości nie ma. Warto o tym pamiętać, psy i koty się od nas nie zarażą.

 

W sieci zastanawiano się, czy pies może przynieść takiego wirusa na łapach ze spaceru.

Myślę, że nie. Pies przynosi wiele brudów, więc można mu oczywiście umyć łapki, ale nie należy siać paniki.

Mamy taką paskudną rodzinę wirusów, ale dlaczego ten najnowszy jest o wiele bardziej niebezpieczny niż jego kuzyni?

Jest bardziej zakaźny, ale dlaczego? Tego jeszcze dokładnie nie wiemy. Czy zmutował, czy pojawiła się jakaś nowa jego odmiana. Ma dużą zakaźność i łatwość przenoszenia się.

 

I woli facetów – albo kobiety sobie lepiej z nim radzą.

Jedyne wytłumaczenie jest takie, że mają mocniejszy układ immunologiczny. Wchodzi też w grę jeszcze jedno rozróżnienie i chodzi o krew. Niektóre badania wskazują na to, że osoby z grupą zero są najbardziej odporne. Najczęściej zakażeniu ulegają osoby z grupą A, a potem AB, a najrzadziej z grupą krwi zero. Pojawia się to już w poważnych opracowaniach. Wiele publikacji naukowych na temat tego wirusa, czyli jego biologii, sposobów przenoszenia, dotyczy badań prowadzonych w Chinach, skąd wirus rozprzestrzenił się na cały świat, wywołując pandemię.

 

Z czego mogą wynikać te prawidłowości?

Nie ma jeszcze takich obserwacji. Jest zbyt wcześnie na wyciąganie daleko idących wniosków. Proszę pamiętać, że z tym wirusem mamy do czynienia dopiero od czterech miesięcy. A mimo to już dużo wiadomo na jego temat.

 

Wróćmy do portretu pamięciowego. Nasz bohater jest duży i ciężki.

To jest jeden z największych RNA wirusów. Jego średnica dochodzi do 180 nanometrów. Wielkość genomu też robi wrażenie, bo ma 32 tysiące par zasad. Wirusy RNA posiadające duży genom rzadziej ulegają mutacjom.

 

To jest pierwsza pozytywna informacja w naszych ustaleniach.

Są założenia, że on się nie będzie tak bardzo zmieniał. Choć pojawiają się też prace, że inny wirus był Chinach, a inny we Włoszech. Może jeszcze inny w Polsce. Tu trzeba dokonać sekwencji genomu i później porównać pokrewieństwo filogenetyczne. Wirusy tak szybko replikują, że ten, który zaraża człowieka, nie jest tym samym, który z niego potem wychodzi. Wirus wnika do jednej komórki układu oddechowego i się namnaża. Po replikacji z tej zakażonej komórki wydostaje się, powiedzmy, dwieście cząstek wirusa, które mogą być już trochę inne.

 

Dlatego co roku szczepionka na grypę stara się dogonić to, co się dzieje?

Wirus grypy mutuje bardzo szybko. Stąd konieczność przygotowania na każdy sezon nowego wariantu szczepionkowego. Ale wirus grypy ma inną strukturę genomu. Jest segmentowy, a ten wirus ma genom niesegmentowy. Trudno zatem przewidzieć, jak tu będzie, bo przecież nie mamy szczepionki. Mam na myśli taką, którą można by produkować na skalę masową i uodparniać ludzi. Szczepionka została uzyskana, ale w tej chwili jest testowana na ludziach. Zaszczepi się grupę osób, które trzeba będzie obserwować, by sprawdzić, jaka jest jej skuteczność. Czy będzie bezpieczna, czy nie daje niepożądanych odczynów poszczepiennych, no i przede wszystkim – czy stymuluje nasz układ immunologiczny do wytworzenia ochronnych przeciwciał.

 

Trwa pościg za szczepionką, a mamy jakąś broń, żeby wirusa zabić?

Na pewno jest czuły na promieniowanie ultrafioletowe, ale to jest dostępne w laboratorium. W sali chorych, w laboratoriach (jak nikogo nie ma) włącza się lampę ultrafioletową.

 

Zastanówmy się nad miejscem pobytu. Gdzie dobrze czuje się nasz wirus?

W warunkach chłodnych i wilgotnych. Czyli to, co było do tej pory. Środki, którymi można szybko i skutecznie inaktywować koronawirusy, są proste i łatwo dostępne, jak np. woda utleniona, etanol i podchloryn sodu (główny składnik wybielacza). Nie przeżyje też 70 proc. alkoholu, ale picie takiego alkoholu nie załatwi sprawy, bo wirus się namnaża w układzie oddechowym.

 

Niszczy pani ważne mity.

Do płuc nie wlejemy sobie alkoholu, bo byśmy tego nie przeżyli.

 

To jak to jest z tą pogodą, która mu pasuje? Bo zdaje się, że lato nie wystarczy, by go wykończyć.

Mamy zachorowania w Australii, gdzie jest koniec lata i wysokie temperatury. Mamy też zachorowania w Afryce. W Hiszpanii też jest ciepło. Wszyscy się spodziewaliśmy, że wraz z nastaniem wiosny zmniejszy się liczba zachorowań, ale nie jest to pewne. Może być tak, że część ludzi zachoruje, część przejdzie bezobjawowo i wytworzy jakąś odporność. Wtedy pozostała część nie będzie zakażać. Pierwszy SARS też pojawił się pod koniec grudnia, a w lipcu WHO ogłosiła, że już go nie ma. Przestał krążyć. MERS krąży. Nagłe zniknięcie wirusa mogło być spowodowane sezonowością zachorowań (ze szczytem w zimie i wczesną wiosną), a także zastosowaniem skutecznych środków zapobiegających jego rozprzestrzenianiu się. Być może będzie tak i tym razem.

 

Niestraszna mu wysoka temperatura, ale nie lubi słońca.

Jest szansa, że jak się go potraktuje wysoką temperaturą i słońcem, to zniknie. Problem ze wszystkimi doświadczeniami tego dotyczącymi polega na tym, że są one robione w warunkach sterylnych. Nie mamy takich warunków w środowisku.

 

Wiedza o wirusie nie uchroni nas przed teoriami spiskowymi. Już się pojawiły się filmy pod tytułem „5G wytworzyło koronawirusa", a myślę, że to dopiero początek.

Takie rzeczy krążą w mediach społecznościowych i w zasadzie nie powinno się ich powielać.

 

One powielają się w tej bańce, w której funkcjonują antyszczepionkowcy, i coś trzeba na to odpowiedzieć.

Codziennie czytam doniesienia Światowej Organizacji Zdrowia i raporty Narodowego Instytutu Zdrowia w Atlancie. Pojawiają się już pierwsze prace naukowe. Przeważnie chińskie. Tam tych teorii nie ma. Jest jasne, że nie jest to żadna broń biologiczna, tylko odzwierzęcy wirus.

 

To jak odpowiadać na teorie spiskowe, które już zaczęły krążyć po internecie?

Czytać każdy może, ale trzeba to traktować z przymrużeniem oka. Nie można wierzyć "lekarzowi google", bo tam można znaleźć opisy, które będą pasowały do każdej naszej choroby. Nie można się zacząć leczyć na własną rękę.

 

Wchodzę na profil osoby siejącej takie informacje i czytam: nie ma w naturze takich wirusów, z którymi natura nie potrafiłaby sobie poradzić. To znaczy ten został stworzony.

No jak nie ma? Można sobie przypomnieć rok 1918, gdy pojawiła się hiszpanka. Zmarło wtedy 50 mln ludzi. Jak twierdzą wirusolodzy na łamach "New England Journal of Medicine", taka pandemia może się wydarzyć. Pytanie jest tylko "kiedy", a nie "czy" do tego dojdzie.

 

Myślę, że ludzie zamknięci w domach sporo czytają na ten temat i myślą.

Zrobiło się bardzo dużo specjalistów od koronawirusa i też sporo osób, które chcą się na nim wylansować.

 

A kiedy to wszystko się skończy?

Szczyt zachorowań jeszcze przed nami. Cały czas mamy tendencję wzrostową. Jedynym sposobem jest unikanie kontaktu z innymi osobami. A więc kwarantanna domowa. Ryzyko jest spore. Dlatego trzeba uważać.

Piotr Witwicki/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze