Samorządy sprzeciwiają się organizacji wyborów 10 maja

Polska
Samorządy sprzeciwiają się organizacji wyborów 10 maja
PAP/Darek Delmanowicz

Władze coraz większej liczby miast głośno protestują przeciwko organizacji 10 maja wyborów prezydenckich. Twierdzą, że nie da się ich przeprowadzić - pisze piątkowa "Rzeczpospolita".

Jak czytamy w dzienniku, deklaracje o tym, że wybory prezydenckie są niemożliwe do przeprowadzenia, zaczynają spływać od samorządowców z małych gmin i największych miast, także z Warszawy.

 

ZOBACZ: Wojewodowie przesunęli wybory uzupełniające

 

Gazeta przytacza wypowiedź prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego z czwartkowego wywiadu dla programu "#RZECZoPOLITYCE": "Uważam, podobnie jak absolutnie większość włodarzy miast w Polsce, że zrobienie wyborów 10 maja jest niemożliwe ze względu na bezpieczeństwo". "Zadaję rządowi pytania, w jaki sposób bezpiecznie przeprowadzić te wybory, jak zorganizować komisje wyborcze, jak fizycznie to zorganizować. Wysłaliśmy takie pismo. Moim zdaniem pod względem czysto organizacyjnym, nie mówiąc już o konstytucji, tych wyborów zorganizować się nie da" - dodawał Trzaskowski.

 

"Nie możemy narażać zdrowia i życia Polaków"

 

Podobne zapytania - jak pisze "Rzeczpospolita" - do rządu skierowali również inni samorządowcy. "Oni także twierdzą, że wyborów nie da się zorganizować. Unia Metropolii Polski wystosowała list do głównego inspektora sanitarnego z listą pytań o przeprowadzenie wyborów prezydenckich" - czytamy w dzienniku. Według "Rz" włodarze miast pytają m.in. o środki higieniczne i bezpieczeństwa w lokalach wyborczych.

 

ZOBACZ: Hołownia: wybory w terminie to efekt "odklejenia się rządzących od rzeczywistości"

 

Dziennik cytuje ponadto wypowiedzi prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka i Ciechanowa Krzysztofa Kosińskiego. "Ja mówię konsekwentnie od kilku dni, że dziś nie możemy narażać zdrowia i życia Polaków. Nie mogę narażać zdrowia i życia wrocławian przystępując do organizacji tych wyborów" - przekonuje Sutryk. "Wybory to musi być święto demokracji, a nie konieczność. Kto weźmie odpowiedzialność, jeśli coś się wydarzy? Nie wyobrażam sobie też głosowania w obwodach zamkniętych, domach pomocy społecznej i szpitalach. To nie są argumenty polityczne, tylko dotyczące zdrowia i życia ludzi" – podkreśla.

 

Kosiński mówi z kolei "Rzeczpospolitej": "Nie ma takiej procedury formalnej, w której ja mógłbym zmusić konkretnych pracowników do realizacji czynności związanych z organizacją wyborów, gdy oni odmawiają realizacji tych czynności ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia".

dk/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze