Kazała zniszczyć rzeźbę, bo… źle się przez nią czuła

Polska
Kazała zniszczyć rzeźbę, bo… źle się przez nią czuła
Straż Miejska
Mężczyznom udało się odciąć rzeźbę od cokołu

Wygląd jednej z warszawskich rzeźb tak bardzo nie podobał się pewnej kobiecie, że zapłaciła za jej nielegalny demontaż. Podczas interwencji strażników miejskich wynajęci robotnicy próbowali uciec, a zleceniodawczyni oświadczyła, że czuje się źle, gdy patrzy na ten pomnik.

W poniedziałek po godz. 11 stołeczni strażnicy miejscy patrolujący Mokotów dowiedzieli się, że na jednej z posesji przy ulicy Narbutta ktoś niszczy rzeźbę "Dzwony Kampinosu" autorstwa Eweliny Michalskiej.

Gdy zjawili się na miejscu, zobaczyli, jak dwóch mężczyzn używa palnika, aby odciąć metalowy monument od cokołu. Bez oporów odpowiedzieli funkcjonariuszom, że ją demontują.

 

Najpierw kłamali, potem spróbowali uciec

 

Strażnicy poprosili, aby mężczyźni pokazali im zgodę na demontaż. Robotnicy zapewnili, że poinformowali o swoich zamiarach administrację budynku, na terenie którego znajdowała się rzeźba. Ten potwierdził, że rozmawiał z mężczyznami, ale polecił im nic nie robić zanim nie zjawi się zleceniodawca.

 

ZOBACZ: Podrzucone "niemowlę" w prezencie dla Gdyni. Trójmiejski Banksy znów zachwycił

 

Funkcjonariusze ustalili, że miejsce, w którym stał pomnik należy do miasta i opiekuje się nim dziekan pobliskiego Wydziału Inżynierii Produkcji Politechniki Warszawskiej. Wtedy mężczyźni próbowali uciec, ale strażnicy zdołali ich zatrzymać.


Kilkadziesiąt lat po postawieniu rzeźby znalazła się kobieta, która bezprawnie kazała ją usunąć

 

 

"A gdyby nie spodobał się jej jakiś budynek?"

 

Chwilę później na miejscu zjawiła się kobieta, która oświadczyła, że zleciła demontaż rzeźby. Potwierdziła, że nie pytała nikogo o zgodę i... nie zamierzała tego robić. Zleceniodawczyni nie miała pozwoleń na rozbiórkę, oświadczyła też, że sama za nią płaci.

Następnie wyjaśniła zdezorientowanym funkcjonariuszom, że monument jest brzydki i w jego obecności... źle się czuje. Kobieta trafiła w ręce policji.

"Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby nie spodobał się tej pani jakiś budynek" – czytamy w komunikacie stołecznej straży.

 

Rzeźbę uratowano także w PRL-u

 

To nie pierwszy raz, gdy "Dzwony Kampinosu" udało się szczęśliwie uratować. Rzeźba powstała w 1968 roku, gdy w stolicy zorganizowano Biennale Rzeźby w Metalu.

 

ZOBACZ: Chce pomarańczowej repliki pomnika smoleńskiego. Rafał Betlejewski w "Skandalistach"

 

Dzieła sztuki zaprezentowane na tym wydarzeniu ustawiono potem w przestrzeni miejskiej, ale ówczesne władze uznały, że szybko się niszczą i przeznaczyły je na przetopienie w Hucie Warszawa.

 

Przewrócona rzeźba na warszawskim Mokotowie

 

Niemal w ostatniej chwili "Dzwony Kampinosu" uratował prof. Stanisław Piwowar, inżynier i specjalista w dziedzinie spawalnictwa. Od tego czasu rzeźba stała przy budynku Politechniki Warszawskiej przy ul. Narbutta.

wka/bas/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze