Katastrofa pod Szczekocinami. Mija osiem lat od tragedii

Polska
Katastrofa pod Szczekocinami. Mija osiem lat od tragedii
Polsat News
Na miejscu poszkodowanym jako pierwsi udzielali pomocy mieszkańcy wsi

Dokładnie osiem lat temu we wsi Chałupki (woj. śląskie) w wyniku czołowego zderzenia dwóch pociągów zginęło 16 osób, a ponad 150 odniosło obrażenia. Poszkodowanym jako pierwsi pomocy udzielali mieszkańcy wsi, którzy podkreślają, że tragedia na zawsze pozostanie w ich pamięci. Według sądów przyczyną wypadku była seria ludzkich błędów. Na karę więzienia skazano dwoje dyżurnych ruchu.

Do wypadku doszło 3 marca 2012 r. przed 21:00 we wsi Chałupki k. Szczekocin, na zjeździe z Centralnej Magistrali Kolejowej w kierunku Krakowa. Zderzyły się pociągi TLK "Brzechwa" z Przemyśla do Warszawy i Interregio "Jan Matejko" relacji Warszawa-Kraków. W wyniku czołowego zderzenia dwóch pociągów zginęło wówczas 16 osób, a ponad 150 odniosło obrażenia.

 

Pociąg jadący ze stolicy wjechał na tor, po którym z naprzeciwka jechał pociąg Przemyśl-Warszawa. Straty materialne po katastrofie oszacowano na 19 mln zł. W akcji ratunkowej brało udział kilkuset strażaków, policjantów, ratowników i przedstawicieli innych służb.

 

ZOBACZ: Wyrok ws. katastrofy kolejowej pod Szczekocinami. 6 i 3,5 roku więzienia dla dyżurnych ruchu


Mieszkańcy Chałupek mówią, że tragedia na zawsze pozostanie w ich pamięci. Tuż po zderzeniu pociągów to właśnie mieszkańcy tej i sąsiednich wsi stali się pierwszymi ratownikami. Kiedy usłyszeli olbrzymi huk, jeszcze przed przyjazdem większości służb, pospieszyli z pomocą.


Wyciągali z wagonów poszkodowanych, przynosili koce i gorącą herbatę lub po prostu trzymali uwięzionych w wagonach za rękę i pocieszali. Przynosili też kanapki i herbatę strażakom pracującym przy wrakach pociągów.

 

Dwudniowa żałoba narodowa


Chwilę później na miejscu katastrofy pojawiła się straż pożarna, karetki pogotowia i policja. Służby kryzysowe wojewody śląskiego o katastrofie dowiedziały się po godz. 21 od pogotowia w Zawierciu.


Przed godz. 22 w akcję ratowniczą zaangażowano 30 karetek, na miejsce skierowano też śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Po wypadku strażacy przez wiele godzin penetrowali zniszczone wagony, poszukując poszkodowanych.

 

ZOBACZ: Upamiętniono ofiary katastrofy kolejowej pod Szczekocinami


Akcję poszukiwawczą zakończono w poniedziałek 5 marca. Na miejsce katastrofy przyjechał ówczesny premier Donald Tusk wraz z grupą ministrów oraz ówczesny prezydent Bronisław Komorowski, który ogłosił dwudniową żałobę narodową.


Jak ustaliła prokuratura, do katastrofy przyczyniły się błędy dwojga dyżurnych ruchu z posterunków Starzyny i Sprowa, którym zarzucono nieumyślne sprowadzenie katastrofy kolejowej - skierowali jadące z naprzeciwka pociągi na ten sam tor. Dyżurni odpowiadali też za poświadczenie nieprawdy w dokumentacji kolejowej - co do czasu zamknięcia torów po zderzeniu pociągów.

 

Seria ludzkich błędów


W lipcu 2016 r. częstochowski sąd wymierzył dyżurnym ruchu kary 4 i 2,5 roku więzienia. Prokuratura uznała je za zbyt łagodne i wniosła apelację od wyroku. 26 stycznia 2018 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach podwyższył kary, skazując prawomocnie Andrzeja N. na 6 lat więzienia, a Jolantę S. na 3,5 roku.


Sąd podkreślał, że wyrok powinien też mieć znaczenie prewencyjne i być "czytelnym sygnałem dla wszystkich osób zajmujących się zapewnieniem bezpieczeństwa w komunikacji, kierujących tym ruchem, że obowiązki na nich ciążące muszą być bezwzględnie przestrzegane".

 

WIDEO: zobacz archiwalny materiał Polsat News ze stycznia 2018 r.

  

 

Sądy uznały, że na tragedię złożyła się seria ludzkich błędów. Zgodnie ze zmodyfikowanym przez sąd I instancji opisem czynów Andrzeja N., dróżnik, mając informację o braku kontroli położenia zwrotnic, w nienależyty sposób sprawdził rozjazdy i nie zabezpieczył ich, potem dał zezwolenie na jazdę i skierował pociąg Warszawa-Kraków na niewłaściwy tor przeznaczony dla ruchu innego pociągu, a następnie zaniechał obserwacji przejazdu tego pociągu i jego sygnałów końcowych, a także obserwacji wskazań swego pulpitu.

 

ZOBACZ: Prokuratura zaskarżyła wyrok ws. katastrofy kolejowej pod Szczekocinami


W rezultacie N. - według sądu - do końca był przekonany, że wyprawił pociąg po właściwym torze i w ten sposób wprowadzał też w błąd dyżurną Jolantę S.


Jolancie S. sąd przypisał działanie i zaniechanie związane z podaniem zastępczego sygnału zezwalającego dla pociągu Przemyśl-Warszawa, bez wyjaśnienia przyczyn zajętości toru nr 1 i przy braku reakcji na niepojawienie się zajętości toru nr 2, a także niewykorzystanie funkcji "alarm" w systemie radiowym i brak innych działań - wobec podjętych wątpliwości, co do prawidłowości wyprawienia pociągu.


Sąd wskazywał też m.in. na rolę drużyn trakcyjnych obu pociągów, które tuż przed katastrofą kontynuowały jazdę, mimo sygnałów do tego nieuprawniających. Ponadto maszyniści nie obserwowali we właściwy sposób toru przed sobą; inaczej - co m.in. udowodnił przeprowadzony po katastrofie eksperyment procesowy - szybciej zauważyliby, że oba składy zmierzają do zderzenia. Postępowanie w tym zakresie zostało umorzone - załogi zginęły.

 

Upamiętnienie ofiar


Ofiary tragedii uczczono w niedzielę 1 marca.


Rocznicowe uroczystości rozpoczęła msza święta w kościele pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny we wsi Goleniowy. Później uczestnicy obchodów, wśród których był m.in. burmistrz Szczekocin Jacek Lipa, złożyli wieńce i kwiaty oraz zapalili znicze przy tablicy w Chałupkach, upamiętniającej ofiary katastrofy.

 

ZOBACZ: Kary więzienia dla dyżurnych ruchu. Wyrok ws. katastrofy pod Szczekocinami


W modlitwie i uroczystości przy tablicy pamiątkowej uczestniczyli członkowie rodzin ofiar, przedstawiciele władz i służb ratowniczych, kolejarze oraz mieszkańcy Chałupek; wielu z nich brało udział w akcji bezpośrednio po wypadku.

 

W miejscu katastrofy stoi tablica upamiętniająca ofiaryPolsat News
W miejscu katastrofy stoi tablica upamiętniająca ofiary

 


Po uroczystości, zgromadzeni przeszli w pobliże torów kolejowych, w miejsce katastrofy. Tam też od lat zapalane są znicze.

 

prz/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze